poniedziałek, 26 października 2015

Rozdział 5 - Jaką iskrę?

 Pitch był zażenowany, a gdzieś w głębi jego kamieniejącego serca tliło się współczucie dla Ducha zimy. Jednak skrywał to pod zwyczajową maską obojętności.
Nie był przyzwyczajony do rozpaczy, smutku, bólu... same wspomnienia były dla niego potężnym wstrząsem emocjonalnym. Jednak to była tylko projekcja dawnych wydarzeń. Teraz musiał się z tym zmierzyć naprawdę.
 A widok załamanych Strażników nie pomagał mu się pozbierać.
 Wróżka-zębuszka trzęsła się spazmatycznie pod wpływem szlochu,  wtulona w Zająca, którego oczy także były wilgotne, North klęczał przy sofie, z twarzą ukrytą w ogromnych dłoniach. Piasek unosił się nad Jackiem i po prostu na niego patrzył.
 Nagle zmarszczył czoło. Miał zaskoczoną, a zarazem zafrapowaną minę. Położył ostrożnie dłoń na sercu białowłosego chłopaka. Zmarszczka nad brwiami złotego ludka pogłębiła się. Podleciał do Northa, potrząsnął nim, by zwrócić jego uwagę, po czym pokazał nad głową serię obrazków zakończoną ozdobnym znakiem zapytania.
 - Jak to nadal czujesz jego moc? - spytał zaskoczony Mikołaj - To niemożliwe. On odszedł. - jego słowa przykuły uwagę Zająca i Ząbek
 - Co powiedział Piasek? - spytała kobieta, pociągając nosem
 - Że wciąż czuje magię Księżyca od Jacka. Ale to niemożliwe... - pokręcił głową jej rozmówca.
 Zaintrygowany Pitch wyjął z kieszeni pozytywkę i przyjrzał się jej dokładnie. Przesunął nad nią dłonią, a wtedy czarny pył pokrył kawałek niewidzialnej linki. Mężczyzna machnął ręką, ukazując w ten sposób połączenie między bibelotem, a Strażnikiem Zabawy.
 - A jednak możliwe - mruknął do siebie Mrok, ale pozostali i tak to usłyszeli. Spojrzeli na niego, czekając na dalszą wypowiedź - Asmodeusz widocznie zdołał połączyć jego iskrę z tym - wskazał na Elsę-zabawkę - To by miało sens. Gdyby zabił Frosta, Emma wypowiedziałaby mu służbę.
 - Jaką iskrę? Co ma śmierć Jacka do jego siostry? - spytał Zając
 - Księżycowa Iskra to coś, co czyni nas nieśmiertelnymi. Ona odmienia nasze ciała i pozwala połączyć się z Księżycem podczas regeneracji. A co do Emmy, to tylko Frost trzyma ją przy Asmodeuszu. Gdyby nie on już dawno zwyczajnie umarłaby ze starości. Ona tylko chce być z bratem, ale Lord uczynił z jej miłości obsesję. Zrobi wszystko, by odzyskać Jacka. W każdym razie Frost nie może zginąć dopóki więzienie Elsy jest całe.
 - Czyli co mamy zrobić? - spytał North
 - Róbcie co chcecie, ja idę szukać odpowiedzi - wzruszył ramionami Strażnik Odwagi
 - Dokąd? - zapytała Zębowa Wróżka - Lecę z tobą!
 - Nie - sprzeciwił się czarnowłosy mężczyzna - To nie miejsce dla grzecznych Strażników - dodał, po czym rozpłynął się w cieniu z pozytywką w dłoni.
 - On coś ukrywa - powiedział Mikołaj
 - Racja, koleś. - przytaknął Zając - Nie wiem gdzie go wysłał Lord, ale gdy go zobaczyłem, miał sztylet w przedramieniu. Podejrzanie szybko się go pozbył, gdy go o to zapytałem.
 - Myślisz, że wybiera się TAM? - spytała Ząbek
 - Tak. Co innego miałby na myśli mówiąc "To nie miejsce dla grzecznych Strażników"? - prychnął Szarak - Łamie zasady. Może nadal jest sługą Asmodeusza?
***
 - Znasz właścicielkę tego? - spytał Pitch przypadkowo spotkanego w lesie chłopaka. Czarnowłosy nastolatek o zielonych jak morze oczach zmarszczył brwi na widok broni w dłoni mężczyzny.
 - Skąd masz sztylet mojej dziewczyny? Przecież rzuciła nim w jakiegoś gościa... - urwał, widocznie zaczynając łączyć fakty - Po co chcesz znaleźć dziewczynę, która rzuciła cię nożem? - zapytał podejrzliwie. W jego ręku pojawił się długopis.
 - Jest córką Ateny, nieprawdaż? Potrzebuję jej pomocy - odparł
 - W czym? - dociekał chłopak
 - Zaprowadź mnie do niej to się dowiesz - warknął zniecierpliwiony. Długopis w dłoni nastolatka stał się mieczem. Ale to tylko zwiększyło irytację Strażnika Odwagi - Zaprowadzisz mnie, czy mam latać po tym całym cholernym wymiarze?!
 - Glonomóżdżku, z kim tam się kłócisz? - dobiegł ich głos dziewczyny, która właśnie wyszła spomiędzy drzew. Blondynkę o stalowoszarych oczach zaskoczył widok jej chłopaka z mieczem w ręku, naprzeciw dosyć charakterystycznego mężczyzny, którego zresztą już spotkała - Percy, kto to jest?
 - To twoje, córko Ateny - powiedział Pitch, rzucając sztylet rękojeścią w jej stronę. Dziewczyna zwinnie go złapała, spoglądając z zaskoczeniem na mężczyznę - Potrzebuję twojej pomocy
 - Czy my się znamy? - zmarszczyła brwi dziewczyna
 - Nie i nie powinniśmy się znać - odpowiedział chłodno Mrok - Ale potrzebuję wiedzy, a ty jesteś córką Ateny.
 - Percy, opuść miecz. Chodźmy w takim razie do Chejrona, może on będzie w stanie ci pomóc. Ja nazywam się Annabeth Chase, a to mój chłopak Percy Jackson, syn Posejdona. - oznajmiła blondynka.
 Następnie poprowadziła Strażnika przez polanę obstawioną dwudziestoma domkami, każdym innym, z różnymi emblematami na drzwiach, zapewne oznaczającymi komu ten domek jest poświęcony, do Wielkiego Domu, czyli przytulnego piętrowego budynku o niebieskich ścianach. W środku wpadli na starszego pana na wózku inwalidzkim i latynoskiego chłopaka o elfickich rysach, który sprawiał wrażenie jakby przedawkował kofeinę.
 - Chejronie... - zaczęła, ale Latynos jej przerwał.
 - Stary, masz facjatę jak Pitch Black ze "Strażników Marzeń"! - wykrzyknął nastolatek zamiast powitania
 - Zabawny zbieg okoliczności - Mrok wykrzywił drwiąco usta - synu Hefajstosa...
 - Dzieci, zostawcie nas na chwilę samych - powiedział zaniepokojony mężczyzna na wózku.
 - Panna Chase zostaje - te słowa osadziły całą trójkę w miejscu. Żadne nie chciało zostawiać pozostałych samych - A chłopcy widać nie chcą opuścić jej.
 - A więc dobrze. Czego zatem chcesz, sługo Lorda? - spytał ze spokojem Chejron
 - Zmieniły się fronty, zmieniły się drużyny... teraz jestem Strażnikiem, centaurze - odparł Pitch - Jednakże najmłodsza, a zarazem najsilniejsza członkini naszej grupy została uprowadzona, a następnie uwięziona w pozytywce. Przybyłem tu mimo zakazu, gdyż mam nadzieję, że zdołacie nam pomóc. - wydobył z kieszeni bibelot, który niemal natychmiast porwał w dłonie Latynos.
 - Śliczna jest... - mruknął cicho - Ma chłopaka? - dodał głośniej, uśmiechając się szelmowsko
 - Tak i to takiego, który zamrozi ci culo za podrywanie jego Śnieżynki - warknął Mrok, zabierając mu zabawkę i kładąc ją na stole - Lepiej do niej nie zarywaj, bo ogień i lód niezbyt się lubią.
 - Przeciwieństwa się przyciągają - wyszczerzył się w odpowiedzi chłopak
 - Leo, skup się - upomniała go córka Ateny
 - Jasne, jasne jak sol. Najprościej by było to rozbić, w Bunkrze dziewiątym jest parę młotków, można by spróbować...
 - Zabiłbyś dziewczynę w środku - ostudził jego zapały Chejron - Zakładam, że nie ukończyła jeszcze stu lat w swym nowym wcieleniu?
 - Odrodziła się niecałe cztery lata temu - odparł Strażnik sucho
 - Zakładam, że... - zaczęła Annabeth, ale przerwały jej delikatne dźwięki skrzypiec i gitary, połączone z delikatnym głosem Elsy:
 Now and then I think of when we were together
 Like when you said you felt so happy you could die
 Told myself that you were right for me
 But felt so lonely in your company
 But that was love and it's an ache I still remember

 Zgromadzeni jak jeden mąż odwrócili się w stronę głosu, dostrzegając Latynosa, który przygryzając koniuszek języka, majstrował przy małym pokrętle. Nagle zdał sobie sprawę, że jest obserwowany. Spojrzał na resztę z głupawym uśmieszkiem.
 - Ja nic nie zrobiłem... - Percy spojrzał na niego ciężko - Bogowie, przecież jestem synem Hefajstosa! Mam słabość do czerwonych guzików i pokręteł w pozytywkach z pięknymi dziewczętami!
 Jednak Pitcha bardziej zainteresował bibelot, z którego płynął głos jego wnuczki. Baletnica obracała się powoli na platformie wokół własnej osi, mechanicznie poruszając ustami i grając na skrzypcach. Wykonywała absolutne minimum ruchów, ale i tak wydawała się niezwykle żywa.
 A im dłużej śpiewała, im dłużej utwór trwał, tym silniejsza stawała się aura Elsy. Herosi odczuwali to jako mrowienie, a Mrok... on to po prostu czuł.
 Now and then I think of all the times you screwed me over
 But had me believing it was always something that I'd done
 But I don't want to live that way
 Reading into every word you say
 You said that you could let it go*
 - Jesteś pewny, że to nie bomba? - zapytał Leo
 - To moja wnuczka - warknął zirytowany Pitch
 - Serio? - zdziwił się Latynos - Nie podobni jesteście. Może charakterek ma po tobie?
 - Zamknij się, Valdez - burknęła córka Ateny. Była niezadowolona, bo przerwał jej wypowiedź - Tak jak już mówiłam, a raczej próbowałam, wydaje mi się, że jeśliby połączyć dwie przeciwne sobie moce, dałoby się uzyskać energię zdolną rozbić to więzienie. Można by poprosić dzieci Hekate, jestem pewna, że któreś z nich włada jasną i ciemną magią...
 - Nie - zaprzeczył Strażnik - Jeśli Elsa teraz zostanie uwolniona, to Frost spotka się z Panem Księżycem. Dziękuję za pomoc. - powiedział i zniknął w cieniu.
***
 Gdy Pitch znalazł się w na powrót w Bazie, zastał zaskoczonych Strażników, wpatrzonych w nieruchomego Jacka. Chłopak wyglądał zdecydowanie lepiej niż wcześniej. Jego włosy pojaśniały, choć nadal daleko im było do naturalnej bieli, a skóra częściowo się naprawiła. Ktoś zapewne umył mu twarz, bo nie nosiła już śladów piasku i krwi.
 - Jak to się stało? - spytał zaintrygowany Mrok
 - Jego moc... była przez chwilę tak silna... - wykrztusiła Ząbek
 - Ale teraz jest jak wcześniej - burknął Zając
 Zaciekawiony Pitch nakręcił pozytywkę, z której rozległ się utwór, tym razem bez słów, ale z samymi skrzypcami**.
 Ciało [niegdyś] białowłosego Strażnika uniosło się lekko, jaśniejąc. Blask po chwili stał się nieznośny; zgromadzeni musieli zasłonić oczy. Fala energii rzuciła ich na ziemię i światło zniknęło.
 Oszołomiony Szarak jeszcze chwilę stał w miejscu, mrugając by pozbyć się plamek sprzed oczu. Dopiero wtedy zauważył Ząbek, klęczącą przy wyglądającym jak wcześniej Jacku. Na jej twarzy malowało się niedowierzanie, kąciki jej ust uniosły się delikatnie. Drobne dłonie Zębowej Wróżki dotykały jego twarzy, włosów... aż nagle spoczęły na szyi.
 Usta Strażniczki rozchyliły się w niemym zaskoczeniu. Położyła głowę na piersi ducha zimy, nasłuchując, ale zaraz przestała, po prostu leżąc przy nim.

_____________________________________
* - pozycja 8 na liście utworów
** - pozycja 9 na liście utworów

poniedziałek, 19 października 2015

Rozdział 4 - Pitch!

 Pitch zastanawiał się czemu jest akurat tu. Na małej łódeczce na środku oceanu. Gdy wytężał wzrok, mógł dostrzec mglisty zarys wyspy. Łupina, na której płynął, powoli się do niej zbliżała.
 Ląd nie wyglądał zbyt przyjaźnie. Dodatkowo chroniły go poszarpane turnie, które z łatwością mogłyby przemielić łódeczkę Mroka w drzazgi.
 Był już bardzo blisko pierwszych skał. Z mgły wyłoniły się w całej okazałości ostre skały, wokół których unosiły się kawałki drewna i syntetycznej żywicy, szczątki starych łodzi z przed wojny, ba nawet kamizelki ratunkowe z samolotu.
 Nagle usłyszał cichą pieśń bez słów. Zdawała się wpełzać do umysły i oplatać go. Zaintrygowany spojrzał w kierunku jej źródła. Z jego ust wyrwał się mimowolny okrzyk, gdy zobaczył kto jest na brzegu.
(Tja, wiem, że w tle nie ma plaży, ale nie było :/ )

 Na piaszczystej plaży siedziały cztery kobiety w różnym wieku. Pierwsza, a zarazem najstarsza z nich miała może z trzydzieści lat, ciemnobrązowe włosy i, jak niemal wszystkie pozostałe, niebieskie oczy. Miała na sobie białą suknię z czarnymi zdobieniami. Seraphina. Druga była osiemnastoletnią wersją poprzedniej tylko jej oczy miały bledszy kolor, a ubrania były typowo arendelskie w kolorystyce fioletowo-liliowej. Idun. Zaraz obok niej... Elsa, cała i zdrowa w swojej lodowej sukni z niemal przezroczystą peleryną w śnieżynki.
 Lekko skryta za nimi była najmłodsza z dziewcząt, miała może z dwanaście lat, złote oczy i włosach o kolorze pomiędzy rudym, a miodowym. Ubrana była w prostą, jasnoorzechową sukienkę, którą sama uszyła i ozdobiła oraz zwykłe brązowe buciki. We włosach miała jasnoniebieski kwiatek. Elisa.
 Dziewczyna ta umarła już kilka stuleci temu. Pitch znalazł ją, gdy miała trzy latka i zaopiekował się nią. Była dla niego jak córka...
 A teraz siedziały tu razem, śmiejąc się radośnie, machając do niego i wołając jego imię.
 - Pitchinerze! - niósł się głos Seraphiny
 - Tato! - wołała Idun
 - Pitch! - krzyczała Elsa
 - Mrok! - uzupełniała Elisa
 Chwycił wiosło i szybko zaczął zbliżać się do nich. Patrzenie na nie z daleka było dla niego niemal bolesne. Jednak nie zauważył jednej ze skał i zarył w nią dnem, przewracając łódkę. Strażnik Odwagi wpadł do wody.
 A tam oprzytomniał. Przecież Seraphina, Idun i Elisa dawno nie żyły, a Elsa aktualnie była bibelotem! Pitch zatkał uszy i wypłynął na powierzchnię, by nabrać powietrza. Tak jak myślał, Asmodeusz wysłał go na Wyspę Syren.
 Na brzegu plaży przycupnęło kilka mieszkanek owego lądu. Miały wygląd sępów z ludzkimi twarzami, które cały czas się zmieniały. Seraphina, Idun, Elsa, Elisa, Idun, Seraphina, Elisa, Elsa...
 Mężczyzna zacisnął powieki, nie chcą ulec ich podstępom. Przyzwał do siebie cienie i przeniósł na pierwszy stały ląd w okolicy. Nie myślał o żadnym konkretnym miejscu, co okazało się błędem. Wylądował tuż przed grupą uzbrojonych w łuki i miecze nastolatków, od których było czuć magię.
 Zaniepokojona szelestem dziewczyna rzuciła w jego stronę sztyletem. Mrok był na tyle rozkojarzony tą całą sytuacją z Syrenami, że zdołał tylko się osłonić ręką.
 No tak, Lord zawsze ma plan awaryjny. Wysłał go do innego wymiaru, tego, który był we władaniu istot obdarzonych wielką mocą, ale też bardzo płytkich i cóż... w większości głupszych od ludzi.
 Szybko przeniósł się cieniami, tym razem skupiając się na jednym ze Strażników, a mianowicie Piasku - jego całkowitym przeciwieństwu.
 Znowu wylądował w wodzie, tym razem na szczęście tylko do kolan. Za to jego piaskowy towarzysz unosił się tuż pod sufitem, patrząc z wyraźnym niepokojem na ciecz. Żółty ludek pomachał przybyszowi na po witanie.
 - Czyli nie tylko na mnie uwziął się Asmodeusz - westchnął Pitch - Trzeba szybko zebrać pozostałych, bo jeśli i ich Lord wysłał jak nas, to mogą mieć spore kłopoty.
 Złapał Piaska za ramię i przenieśli się do Ząbek. Strażniczkę zastali w opłakanym stanie, wyziębioną i wyczerpaną, powoli zasypywaną przez śnieg. Cóż, była po części ptakiem, a te nie znoszą zbyt dobrze zimna. Złoty ludek przestraszył się i szybko zaczął ją odkopywać. Mrok też się nie obijał i razem szybko wyciągnęli zębową wróżkę. Piasek szybko stworzył swoją chmurę i przy pomocy Pitcha przeniósł na nią Ząbek, by okryć ją świecącym kocem.
 - Dopilnuj, by się porządnie wygrzała - powiedział Czarny Pan, po czym wysłał ich cieniami do Bazy.
 Tym razem przeniósł się do Zając. I zaraz zatoczył się do tyłu, bo tuż koło niego przemknął Szarak goniony przez stado chartopodobnych stworów, będących coraz bliżej ofiary.
 Mrok westchnął i jednym machnięciem podporządkował sobie jednego potwora, a ten rzucił się na pozostałe, rozpraszając pościg. Zaskoczony Strażnik obrócił się, chcąc dowiedzieć się co się stało i zobaczył Pitcha.
 - Czemu masz w ręku sztylet? - spytał zdziwiony Szarak. Czarnowłosy natychmiast wyciągnął przedmiot z przedramienia i wrzucił w ciemność. Gdyby go zbadali, mogliby odkryć, że nie jest stąd. A niespecjalnie mu się śpieszyło do powiedzenia pozostałym, że odwiedził (niepierwszy raz) inny wymiar.
 - Nie tylko ty miałeś problemy - odparł - Lepiej pomóż Piaskowi, bo Ząbek jest w nie najlepszej formie. - dodał i odesłał go - Następny przystanek: North - mruknął do siebie, zirytowany faktem, że musi ratować tych, którzy nie chcieli mu nigdy pomóc. Którzy uznali go za potwora za coś na co nie miał wpływu.
 Ale Elsa ich potrzebowała. Mimo, że to właśnie przez nich stało się to co się stało... I dlatego  musiał z nimi współpracować.
 Był tak zamyślony, że nawet nie zauważył kiedy się przeniósł. Do rzeczywistości przywróciły go dopiero głosy Zwodników, pobrzmiewające wokół.
 - Chodź, zbóju, tędy wiedzie droga... - szeptały stwory skryte w ciemnościach. A Mikołaj poddał się już ich głosom, idąc prosto nad urwisko. I dalej.
 - Won stąd! - warknął Pitch, przepędzając mrokiem Zwodniki - North, idziemy - powiedział do postawnego mężczyzny, ale ten z błędnym wzrokiem dalej szedł. - North, nie mamy na to czasu!
 - Muszę tam iść - odparł tamten, jak w transie - Tam jest droga...
 Mrok przyłożył dłoń do twarzy, mrucząc "Za jakie grzechy...", po czym najzwyczajniej w świecie odesłał Strażnika do Bazy.
 I został ostatni. Jack Frost. Gdyby Elsa go nie poznała, wszystko było by prostsze. Byłaby sama, owszem, ale bezpieczna w Arendell, z siostrą, jej mężem i dwójką dzieci. Zresztą nie do końca sama, prędzej czy później Rada zmusiłaby ją do ożenku. Gdyby tylko wcześniej pomyślał o tym, że jego mała Elsa może się zakochać właśnie w tym chłopaku...
 Tym razem cienie wyprowadziły go na pustynię. Rozejrzał się, ale nigdzie nie dostrzegł charakterystycznej srebrnobiałej czupryny. Zmarszczył brwi. Duch zimy powinien gdzieś tu być, przecież cienie nigdy się nie mylą... Przyjrzał się dokładnie piaskom pustyni i kilka metrów w prawo dojrzał czubek pozytywki z Elsą. Natychmiast podbiegł podbiegł do niej i wydobył z piachu bibelot. Otrzepał go dokładnie, czyszcząc z nawet najmniejszych drobinek i zajrzał do środka.
 Platynowowłosa baletnica ukryta za szkłem trwała, nie zważając na nic poza swym maleńkim światkiem pod kloszem. Niewzruszona stała z skrzypcami gotowymi do gry i pustym spojrzeniem przeszywająca otoczenie. Nie widziała rozpaczy krążącej w prawdziwym świecie, bólu chłopaka, którego kochała, szoku i rezygnacji Strażników. Dla niej nie było już nic.
 Mrok dopiero po chwili zauważył skrawek granatowego materiału, widoczny w miejscu, z którego wziął bibelot. Odgarnął jeszcze trochę piasku i zobaczył już nieco roztopiony szron na bluzie.
 - Mogłem się domyślić, że idiota postanowi się zabić. Miejmy nadzieję, że jeszcze żyje... - wyciągnął Strażnika Zabawy i pobieżnie otrzepał z piachu.
 Duch zimy prezentował się tragicznie. Jego włosy pociemniały, wysuszona skóra popękała od upału, a usta miał pokryte warstwą krwi zmieszanej z pustynnym pyłem.
 Najgorsze jednak były jego oczy. Niegdyś niebieskie i pełne życia - teraz ciemne i puste jak u lalki.
 Pitch przyłożył dwa palce do wgłębienia między obojczykami chłopaka, ale nie wyczuł pulsu. Mężczyzna wykrzywił usta z niesmakiem i stworzył z ciemności konia (nie koszmara, tylko konia), po czym wrzucił na niego nieruchomego Strażnika. Chwycił za lejce i razem rozpłynęli się w cieniu wydmy.
 W Bazie, jak to codziennie, panował rozgardiasz. Może nie wesoły, ale jednak.
 Ząbek siedziała na kanapie otulona ciepłym kocem, popijając herbatę, zaś pozostali (w tym nadal niezbyt przytomny North) dopytywali się czy na pewno wszystko dobrze, kręcąc się z kąta w kąt. Jednak to Strażniczka pierwsza dostrzegła przybyszy.
 - Pitch! - zachrypiała - Wszystko w porządku? Gdzie Jack? - kobieta-koliber zaczynała panikować. Mrok ściągnął Ducha zimy z konia, który uwolniony od ciężaru rozpłynął się, i położył na sofie naprzeciw Ząbek.
 - Nie ma pulsu, ani nie oddycha - poinformował obecnych. Nastała długa cisza. Pitch nie odzywał się, by Strażnicy mieli czas przetrawić jego słowa. Mijała minuta, dwie, trzy, pięć...
 Milczenie przerwał dopiero szloch Ząbek.

środa, 14 października 2015

Rozdział 3 - To koniec

 Magiczny zmysł Pitcha, który wykrywał moc jego wnuczki, zwariował. Czuł jej moc z dwóch miejsc - od Asmodeusza i ledwie wyczuwalną z małego bibelotu w jego dłoniach. Chociaż to mogłoby być spowodowane faktem, że Anioł to stworzył przy pomocy magii Elsy... Jedno wiedział na pewno - Lord pochłonął Energię Strażniczki Wiary, a to dawało niemal stuprocentową pewność, że dziewczyna nie żyje.
 - Tak, Panie - powiedziała jasnowłosa, wbijając wzrok w czubki butów. Od niej Mrok nie czuł lodowej mocy, co oznaczało, że to była tak naprawdę Emma, która dzięki swej zmiennokształtności przemieniła się w Elsę. To by tłumaczyło też, czemu nie patrzy nikomu w oczy - zdradziły by ją czarne jak otchłań tęczówki. Na tą zmianę nie miała wpływu. A ten lód... pewnie sztuczka Lorda z użyciem mocy Strażniczki Wiary.
 Już raz użyła tego numeru, dopilnowując, by królowa Arendell zginęła. Jeszcze tydzień narzekała na zimno po ciosie ofiary...
 Wzrok Pitcha skupił się na małym przedmiocie w rękach Asmodeusza. Książe Koszmarów zatoczył się na stół, jakby ktoś go popchnął; na jego twarzy malował się strach, większy nawet niż gdy Strażnicy go pokonali i zaatakowały go własne koszmarne konie.
 - Nie zrobiłeś tego - wykrztusił przerażony
 - Zapewniam cię, że nie mam nawet najbardziej, najmniejszego pojęcia, o co ci właściwie chodzi - Lord rozłożył ręce
 - Nie ona, nie ona, to nie może być ona! - Strażnicy po raz pierwszy widzieli żeby Mrok okazywał tyle emocji - Na otchłań między wymiarami, nie zrobiłeś TEGO! - krzyknął z bólem, wskazując drżącym palcem na bibelot w dłoniach jego rozmówcy
 - Nie podoba ci się? A ja tak bardzo się starałem... - zasmucił się sztucznie Anioł - No, trudno... z resztą to i tak bardziej prezent dla Jacka - na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmieszek. Jego towarzyszka niczym na znak uniosła głowę z okrutnym uśmiechem ukazując czarne oczy.
 - Naprawdę myślałeś, Jack, że oddam cię tak po prostu tej jasnowłosej suce? - zaśmiała się złośliwie.
 Duch Zimy spojrzał na nią nierozumiejącym wzrokiem, bo przecież nie licząc tęczówek wyglądała identycznie jak Elsa, a wtedy jej włosy z platynowych fal stały się proste jak drut w odcieniu mlecznej czekolady. Oczy dziewczyny rozjaśniły się delikatnie, odzyskując brązową barwę, a skóra nabrała śniadego odcienia - Ona ciągle mi przeszkadzała, choć trzeba przyznać, niezła była z niej kumpela. No, ale już mi w drogę nie wejdzie - uśmiech Emmy się poszerzył - Naiwna z niej lalunia - jej wzrok się rozmazał, jakby wspominała coś miłego
 - Wesołych świąt, Strażnicy - powiedział Asmodeusz, rzucając bibelotem w zszokowanego Jacka, by potem ruchem ręki posłać Wybrańców Księżyca w podróż cieniami.
***
 Zębuszka potarła ramiona, próbując uzyskać chociażby odrobinkę ciepła. Jednak mroźny wiatr nie miał zamiaru na to pozwolić, chłoszcząc jej zziębnięte ciało i rzucając ją na ziemię, gdy tylko próbowała wzlecieć.
 "Przydałby się Jack", pomyślała, "Poprosiłby wiatr, żeby się uspokoił"
 Drobne stopy Strażniczki z trudem utrzymywały ciężar ciała. Kolejny raz spróbowała wznieść się nad grunt, jednak i tym razem żywioł był jej przeciwny. Uderzyła boleśnie opierzonymi kolanami o zamarznięte jezioro.
 Jeszcze nigdy nie czuła się tak beznadziejnie. Nie płakała, kiedy zniszczono jej pałac, porywając jej wróżki, które były przecież dla niej jak dzieci, ani gdy zginął Piasek.
 Jednak teraz, przytłoczona losem Elsy i swym pozostawiającym wiele do życzenia położeniem, nie potrafiła powstrzymać łez. To było dla niej zbyt wiele, by poradziła sobie sama...
***
 Zając nie mógł się uspokoić. Może i często zgrywał luzackiego chojraka, ale jednak charty go przerażały.
 Tesem. Kto by pomyślał, że właśnie na Wyżynie Tybetańskiej ostoi się kilka przedstawicieli tej wymarłej rasy? Wielkie, szybkie i sprytne bestie ganiały Wielkanocnego od dłuższego czasu.
 Strażnik próbował je wykiwać albo uciec przez jeden ze swoich tuneli, ale szaleńczy bieg, by nie dostać się w pazury psowatych, skutecznie mu to uniemożliwiał. Futrzak był zbyt zajęty unikaniem ich zębisk, żeby stworzyć drogę ewakuacyjną.
 Zając biegł coraz wolniej, znużony kilkugodzinnym pościgiem, co nie umknęło uwadze jego prześladowców. 
 Znajdujący się zaledwie dwa metry od ofiary Tesem zawył, wyczuwając zmęczenie ofiary. Jeszcze tylko metr...
***
 North jako dawny rosyjski zbój był przygotowany na różne okoliczności. Ale miejsce, w którym wylądował nie figurowało na jego liście ulubionych.
 - O w dziób choinkę! - zaklął po swojemu. Dlaczego akurat tu? Czemu nie Syberia, biegun czy jakieś miasto?! Tylko jakieś tropiki...
 - Jaki niegrzeczny! - zasyczał głos
 - Nieładnie! - zaskrzeczał inny
 I to jeszcze zamieszkane przez Zwodniki, zdziczałe duchy powołane przez Asmodeusza, uwielbiające mieszać w głowach podróżnych. Swymi głosikami potrafiły doprowadzić do szaleństwa lub na pewną śmierć
 - Milczeć! - zawołał Mikołaj
 - Dlaczego krzyczy?
 - Powiedziałom coś nie tak? - Zwodniki zawsze mówiły o sobie jako "to" co jeszcze bardziej denerwowało Northa
 - Ty mi kazałoś! - krzyknął głos
 - Nie, bo ty!
 - Ono!
 - Zamknijcie się wreszcie! - warknął Święty. Wziął głęboki oddech, by się uspokoić i spytał: - Gdzie jest wyjście z lasu?
 - Ścieżką w prawo! - odparł burkliwy głosik
 - Cicho!
 - Pan zły!
 - Nie wolno!
 Strażnik nigdy nie spotkał Zwodników i nie wiedział nawet co to jest, dlatego też wdał się w rozmowę w nadziei, że uda mu się odnaleźć towarzyszy.
 - Dlaczego on jest sam?
 - Porzucili go?
 - Może to zbój! - zaskrzeczał któryś, na co pozostałe zgodnie zasyczały
 - Jestem Strażnikiem! - oburzył się Mikołaj
 - Strażnik!
 - Czego pilnujesz?!
 - Cisza! - krzyknął u kresu wytrzymałości - Pokażcie mi po prostu drogę!
 - W prawo! - zaskrzeczał głos
 - Prawo! - zawtórował mu któryś
 - Potem w górę na drzewa, bo się na piaski ruchome zbiera! - pisnął inny
***
 Mokro.
 "To zdecydowanie złe miejsce dla mnie", pomyślał Piaskowy Ludek, rozglądając się.
 Tkwił w jaskini pod powierzchnią oceanu, która powoli wypełniała się wodą. Kolejny raz spróbował zatrzymać ją zaporą ze swojej mocy, ale złoty piasek w zetknięciu z cieczą stawał się ciężki i tonął, pozostawiając Piaska bez żadnej ochrony.
 Strażnik wzleciał pod sklepienie jaskini, szukając jakiegoś wyjścia, jednak znowu nic. Sufit był z litej skały.
 Piaskowy Ludek martwił się o swoich towarzyszy. Nie miał bladego pojęcia czy wszystko z nimi dobrze czy może też są w równie beznadziejnej sytuacji co on?
***
 Nie chciał już walczyć. W sumie po co? Nie miał nic przez tą głupią nadzieję na odnalezienie jej.
 Jego palce odruchowo zacisnęły się mocniej na pozytywce. Skulił się, przyciskając bibelot do serca. Mały przedmiot, w którym została uwięziona jego ukochana. Dziewczyna, która zginęła, bo go poznała. Która podniosła głos na samego Pana Księżyca, by do niego powrócić. A potem została porwana i zmieniona w zabawkę tylko dlatego, że chłopak nieuważnie porwał się na walkę ze swoją siostrą. Ten jeden mały błąd sprawił, że najmłodsza Strażniczka już nie wróci...
 - Elsa, Elsa, Elsa... - powtarzał jak mantrę
 Gorąc pustyni wyciągał z ciała Jacka życiodajny chłód. Ciepło powoli rozchodziło się we wnętrzu Strażnika Zabawy pozbawiając go sił. Chłopak czuł się taki... pusty.
 Przypomniały mu się słowa jednej z piosenek, których słuchała Elsa
 "To koniec, zabiliśmy w sobie wszystko... To koniec, mogliśmy więcej, przykro..."*

____________________
*Happysad - Koniec

niedziela, 11 października 2015

Rozdział 2 - Obym tego potem nie żałował...

 Ząbek patrzyła z niepokojem na Jacka. Białowłosy chłopak zaciskał palce na swym drewnianym kiju, a w jego oczach płonęła wściekłość. Strażniczka czuła, że duch zimy jest na skraju wytrzymałości nerwowej. Wiedziała, że jeśli teraz się nie uda, Jack straci wolę przetrwania. Ta odrobinka nadziei, słabnąca z każdym dniem, była jedyną rzeczą, która trzymała Strażnika Zabawy przy życiu. Chłopak nie miał już nic poza nią.
 Za to Pitch wyglądał wręcz na zrelaksowanego. Tylko gdzieś na dnie jego oczy była odrobina niepokoju pomieszanego z lękiem.
 Książę Koszmarów obawiał się co zastaną w cytadeli Asmodeusza. Wcześniej Elsa była pod "opieką" Anioła Zła tylko trzy dni, a jej stan był straszny. Teraz tkwiła tam kilka tygodni. Martwił się, że może być już za późno, bo widział na własne oczy jak Lord traktuje jeńców.
 Nadal pamiętał tamtą ciemnowłosą dziewczynkę o różowych oczach zalewającą się krwią. Z plecami, które wyglądały jak krwawy ochłap mięsa, rękami, których skóra gdzieniegdzie była wręcz zwęglona, twarzą i szyją posiniaczonymi od uderzeń tak mocnych, że jej cera pękała pod ich wpływem, nogami pociętymi do tego stopnia, że patrząc na nie nawet nie byłeś pewny czy to są nogi.
 Asmodeusz nie znał litości. Dopiero, gdy ofiary błagały o śmierć łaskawie je zabijał, chłonąc ich Energię. Czasem, kiedy ta była wystarczająco potężna, przejmował ułamek mocy zmordowanego. A moc tamtej dziewczynki była na tyle potężna, że Lord jeszcze przez tydzień był pijany jej magią i w pewnym stopni opanował ogień.
 Pitch obawiał się siły Anioła. Jego potęga była ogromna, jeszcze zanim zaczął chłonąc Energię innych. A teraz Strażnicy zdecydowali się uderzyć. Nie miało to zbytniego sensu, bo byli o wiele słabsi od Lorda, ale jedna rzecz im sprzyjała.
 Asmodeusz uwielbiał dramaturgię i teatralne oprawy. Chciał budzić strach, ale i podziw. Słudzy Księżycowego Pana mieli nadzieję, że uda im się to wykorzystać i uwolnić Elsę. Bez niej to będzie koniec.
 - Możemy ruszać - powiedział North - W tym roku Gwiazdką zajmą się yeti. Obym tego potem nie żałował...- ostatnie zdanie wymruczał pod nosem
 - Nie pokazujcie od razu na ile was stać - pouczył ich Pitch - Asmodeusz uwielbia teatralną oprawę, a i skromność nie leży w jego naturze. Nie jestem w stanie wam powiedzieć jak się zachowa, ale prawdopodobnie będzie chwalił się swym zwycięstwem - po tych słowach uniósł dłonie i Strażników spowiły cienie.
 Zając słyszał wiele o Aniele Zła. Ale nic nie było wstanie przygotować go na to, co teraz  zobaczył.
 Asmodeusz siedział u szczytu stołu na rzeźbionym tronie, po prawicy mając jasnowłosą dziewczynę, której twarzy nie było widać, gdyż siedziała tyłem do przybyłych, a z lewej strony chłopak o miodowych włosach i zielonych oczach, w których błyskały złośliwe ogniki.
 Lord sączył powoli wino, gdy jego słudzy spożywali spokojnie kolację. Gdy tylko zobaczył przybyszy, jego wargi rozciągnęły się w leniwym uśmiechu.
 - Strażnicy! Jak miło was widzieć w ten jakże wyjątkowy wieczór! - rozłożył szeroko ręce
 Dziewczyna, ubrana w suknię barwy ciemnego turkusu, drgnęła słysząc te słowa. Kielich w jej smukłej dłoni pokrył się szronem.
 - Panie, gdybyś mnie uprzedził, naszykowałabym więcej nakryć - odezwała się cicho. Jackowi zabiło mocniej serce, gdy usłyszał jej głos.
 Elsa, jego kochana Elsa żyje i jest cała.
 - Ależ skarbie, nie masz co się stresować - odparł pobłażliwie Anioł - Sebhastien z radością zrobi to za ciebie - chłopak posłusznie rozstawił naczynia dla przybyłych - Czujcie się jak u siebie, ale nie zapominajcie, że jesteście gośćmi - powiedział z olśniewającym uśmiechem, wstając - Siadajcie! - wskazał dłonią wolne nakrycia - Możesz odejść, Sebhastienie - machnął ręką na sługę
 - Tak, Panie - skłonił się chłopak i wyszedł, obrzucając po drodze Strażników pełnym pogardy spojrzeniem. Wybrańcy Księżyca byli tak zszokowani, że bez słowa wykonali jego polecenie.
 Jack usiadł koło Elsy, z trudem panując nad chęcią porwania jej w objęcia. Dziewczyna nie zwróciła na to uwagi, wypatrując się w swój talerz, oddzielona od chłopaka kurtyną platynowych włosów, jakby zawstydzona.
 - Częstujcie się! - powiedział rozbawiony ich zachowaniem gospodarz - Skarbie, polej naszym drogim gościom wina, pewnie są spragnieni po podróży.
 Elsa podniosła się szybko, unikając dotyku Jacka i z głową pochyloną tak, by nikt nie mógł spojrzeć w jej oczy, wzięła butlę wypełnioną trunkiem, po czym wypełniła rozkaz Lorda. Asmodeusz poczekał cierpliwie, aż dziewczyna wróci na swe miejsce, a następnie uniósł swój kielich.
 - Wznieśmy toast za Strażników i tę oto uroczą damę - puścił oczko do jasnowłosej - Wasze zdrowie! - oznajmił i wypił zawartość szklanego naczynia. Goście mechanicznie powtórzyli jego ruchy. Wszyscy, tylko nie Pitch, który zaciskał palce na krawędzi stołu. Jako jedyny nie uległ melodii głosu Anioła, bo znał jego sztuczki. Zirytowało go to, że pozostali tak łatwo się mu poddali.
 Jednak bardziej pochłaniały jego uwagę relacje Elsy i Asmodeusza. Co takiego powiedział jej Lord, że zgodziła się mu służyć?
 Jack musnął palcami ramię jasnowłosej dziewczyny.
 - Elsa, dobrze się czujesz? - wyszeptał. Nie interesowało go, że ona służy Aniołowi. Martwił się o nią.
 - Tak - jej słowa były ledwo słyszalna zza włosów - Źle ci z tym?
 - Dlaczego miałoby być mi z tym źle? - zdziwił się - Wiesz jak się o ciebie martwiłem przez te tygodnie?
 - To miłe - odparła - Ale nie przyszedłeś do mnie. Nie było cię tu przez ten czas. Tęskniłam za tobą, Jack - głos jasnowłosej się załamał
 - Robiliśmy wszystko, ale nie mogliśmy cię znaleźć - powiedział błagalnie - Tu nie mieliśmy możliwości dostania się!
 - No dobrze! - Asmodeusz klasnął w dłonie - A teraz czas na prezenty! W końcu mamy Gwiazdkę, no nie? - uśmiechnął się szeroko - Wy nic dla mnie nie macie, ale ja owszem! Skarbie, byłabyś tak miła? - zwrócił się do swej towarzyszki
 - Oczywiście, Panie - poderwała się z miejsca i zniknęła w mrocznym korytarzu, aby zaraz wrócić z małym przedmiotem w rękach. Skłoniła się Lordowi i podała mu ową rzecz. Spuściła szybko głowę, jakby nie chciała, by na nią patrzono.
 - Elsa już nie wróci na służbę do Srebrzystego Oblicza, ale nie chciałaby przecież byście o niej zapomnieli, prawda skarbie? - rzekł dumni Lord
 - Tak, Panie - odparła z wzrokiem wbitym w czubki pantofli

piątek, 9 października 2015

Rozdział 1 - Co się z tobą stało?!

Jack był przerażony. Elsa zniknęła i choć robili wszystko nie mogli wpaść nawet na najmniejszy jej ślad. Ostatni raz ją widział jak ocaliła mu życie, gdy otoczyły go koszmary. Kiedy dłonie Emmy obejmowały jego ciało, uniemożliwiając poruszanie rękami, a jej usta szeptały: "Teraz jesteś mój". Fala lodowej mocy uwolniła go.
 A potem w ułamku sekundy Anioł rzucił się na zemdloną Strażniczkę Wiary i razem rozpłynęli się w ciemnościach.
 Chłopak latał z miejsca na miejsce, bez żadnego, nawet najmniejszego odpoczynku, bez jedzenia, bez picia od tygodni. Pozostali Strażnicy martwili się o niego, mówili, że to koniec, bo nie ma już nadziei na odnalezienie jego jasnowłosej ukochanej.
 Tylko jeden z nich, Pitch, nie odpuszczał. Zniknął na kilka dni zaraz po zaginięciu Elsy, więc pozostali uważali na początku, że to jego sprawka. Ale kiedy wrócił, gdy zobaczyli w jego oczach prawdziwe szaleństwo, zrozumieli, że szukał jej na własną rękę. Tam gdzie nie wolno było przebywać Strażnikom.
 Zrozpaczonemu Jackowi nawet nie przeszło przez myśl okazać nieposłuszeństwo Panu Księżycowi, nawet w takim momencie. Tyle, że Książe Koszmarów nie podzielał jego sentymentu do Srebrzystego Oblicza. Wieki temu odrzucił jego słowa, podążył inną drogą i tylko Strażniczka Wiary sprawiała, że zaczynał go szanować. A teraz jej nie było.
 Powoli odbijało się to na jego zachowaniu. Robił się coraz gwałtowniejszy, coraz mniej krył się z tym, że oskarża Strażników o losy Elsy. Jednak i ich podejście do niego się zmieniało. Ząbek zaczynała go rozumieć, po rozmowie z drugą Strażniczką, którą przeprowadziły niedługo po tym, jak Pitch odzyskał wspomnienia. Jeszcze zanim córka zimy zniknęła, wróżka-zębuszka nawiązała jakieś szczątkowe porozumienie z Mrokiem, niepolegające na kłótni. Jako Strażniczka Wspomnień rozumiała, jak duży wpływ na osobę ma to co przeżyła.
 Ale to nie wystarczało. Wszystko powoli zaczynało się sypać. Grono wybrańców Księżyca rozpadało się, wcześniej przyjacielskie sprzeczki Zająca i Northa stały się kłótniami, niemal wszystkie rozmowy z Jackiem czy Pitchem kończyły się agresywnymi awanturami. Ząbek zrobiła się strasznie nerwowa, a Piasek dosłownie przygasł.
***
 Anna co noc stawała na balkonie, wpatrując się w tarczę księżyca i wołając Elsę i Jacka. Martwiła się, bo nikt jej nie odpowiadał. Czuła, że stało się coś strasznego, jednak nie miała osoby, która by zaprzeczyła jej obawom. Albo potwierdziła je...
 - Mamo... - mała dziewczynka o jasnorudych włosach przytuliła się do nogi Anny - Dlaczego nie wiesz co się stało z ciocią? - spytała swym wysokim, dziecięcym głosikiem
 - Nie wiem jak porozumieć się ze Strażnikami - kobieta schowała twarz w dłoniach, opierając się łokciami o barierkę - A oni na pewno wiedzą co się sta... - urwała nagle, spoglądając na córkę, jakby dopiero sobie uświadomiła, co ta powiedziała - Kochanie, ale skąd ty wiesz, że coś się stało?
 - Słyszę - odparła zdziwiona pytaniem
 Podsłuchała jak rozmawiałam z Kristoffem? pomyślała zaskoczona królowa Arendell
 - Nie podsłuchiwałam - naburmuszyła się trzylatka
***
 Złote włosy oplotły kostkę białowłosego chłopaka, szarpnięciem ściągając go na spotkanie z gruntem.
 - Zostaw mnie! - warknął rozwścieczony
 - Nie! - wrzasnęła blondynka z nie mniejszą złością - Masz mnie zabrać na biegun! Nie pozwolę ci inaczej stąd odlecieć!
 Białowłosy mierzył ją chwilę wzrokiem, po czym nagle wzleciał. Niestety jego podstęp się nie udał, gdyż przygotowana na to działanie Roszpunka posłużyła się włosami niczym lassem. Tym razem chłopak nie miał tyle szczęścia przy lądowaniu, bo jego ręce również zostały skrępowane, przez co upadł na twarz. Zaczął się rzucać, klnąc pod nosem, ale w tym starciu jego szanse były zerowe.
 - Co się z tobą stało?! - krzyczała rozjuszona blondi - Tylko mi nie mów, że to przez śmierć Elsy, bo to było kilka lat temu! A ty teraz zachowujesz się jakbyś był poplecznikiem Mroka! Zmieniłeś się! Jesteś aroganckim dupkiem, który zachowuje się, jakby był pępkiem świata! - przysunęła się tak blisko niego, że ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów - Co takiego się stało?
 - Elsa się stała. Pitch się stał. Emma się stała, wszystko się stało! - wrzasnął wściekły - Elsa odwróciła, ale tak odmieniona, że nie poznałem jej twarzy. Spotkałem ją przypadkiem, ale i ona mnie nie rozpoznała, bo straciła pamięć. Wszystko się zaczęło układać, zakochaliśmy się w sobie na nowo, ale wtedy wtrąciła się ta franca i ją porwała. A po paru tygodniach zgadnij kto nas odwiedził! Do Bazy wparował Mrok z Elsą na rękach, której klatka piersiowa została wręcz rozpruta od prawego ramienia do biodra. I jeszcze śmiał nam rozkazywać! North wywlekł sukinsyna gdzieś do dolnych komnat, a reszta czuwała przy rannej, na wypadek, gdyby rany były zbyt ciężkie i potrzebowałaby znowu pomocy. Gdy tylko się uleczyła poszliśmy sprać Cienistego, ale kiedy już byliśmy o krok od załatwienia go, wpadła Elsa żeby nas powstrzymać i na dodatek zaczęła nas ochrzaniać! Cisnęła lodem w Ząbek! A potem powiedziała, że jest TĄ Elsą i zdjęła pierścionek, który czynił ją człowiekiem. Opowiedziała jak wróciła i stwierdziła, że jednak pamięta swoje dawne życie. Później się okazało, że została naznaczona jakimś cholernym znakiem, który zmieniał ją w potwora, gdy się złościła! Zaczęła trenować z Pitchem, a gdy raz uparłem się być na tym treningu to w jednym ze swych napadów szału uwięziła mnie w lodowej bryle. Za jakiś czas uciekła do Arendell, żeby pokazać się Annie, co prawie skończyło się jej śmiercią! Ogarnęła ten Znak, więc przynajmniej nie próbowała mnie zabić jak tylko ją wkurzyłem i zwróciła jakimś cudem Mrokowi wspomnienia. Później Pan Księżyc wybrał ją i Cienistego na Strażników. Ona się zmieniła i to strasznie... kiedyś była niepewna i w niemal każdym jej ruchu widać było ból, a teraz zrobiła się pyskata i nierozsądna... Gdy sprowadziła dwie koleżanki do Bazy, a Strażnicy chcieli im wymazać pamięć, bo jako osoby niemal dorosłe, nie miały prawa tam być, wściekła się. Oślepiła nas na moment, odesłała psiapsióły i zdemolowała swój pokój, prawie popełniając samobójstwo - białowłosy westchnął ciężko; był załamany - Wybrała się do Anny i co? Dzień później przyleciał do nas jakiś niezorientowany chłopak na smoku i mówi, że przysłała go Elsa, bo właśnie odwala kitę na jego wyspie. Uratowaliśmy ją, a kiedy spokojnie sobie rozmawialiśmy z Wikingami wpadł Pit i powiedział, że Asmodeusz rozniósł Zębowy Pałac i Norę, a teraz zabiera się za Bazę. North dostał białej furii. Szybko przenieśliśmy się tam, żeby wspomóc yeti. Podczas walki znalazłem się w dosyć nieciekawej sytuacji, bo Emma się na mnie uwzięła. Elsa mnie uratowała, ale uwolniła ogrom mocy i straciła przytomność. Ostatni raz ją widziałem, gdy Asmodeusz okrył ją skrzydłami. Elsa została porwana - powiedział głucho - Przeze mnie.
 - Jack, to nie twoja wina... - zaczęła Roszpunka, machnięciem wyswobadzając go z więzów
 - Właśnie, że moja! Gdybym bardziej uważał, nie musiałaby mnie ratować! - krzyknął wściekle Jack - A teraz... - głos mu się załamał - A teraz jej nie ma! - jego słowa były przesiąknięte bólem i poczuciem winy
 - Przecież ona żyje, znajdziemy ją - pocieszała go blondynka - Pewnie jest w cytadeli Asmodeusza, więc trzeba się tam dostać...
 - Ale jak? - wyszeptał głosem niewiele głośniejszym od szeptu - Tylko jego podwładni mogą się tam dostać bez jego zgody, a Pitch składając Przysięgę Strażnika ostatecznie wypowiedział mu służbę. Niemożliwe jest się tam dostać. Mrok próbował, ale nic z tego... - chłopak schował twarz w dłoniach. Punzie nie była pewna co robić, ale po chwili położyła mu dłoń na ramieniu i powiedziała:
 - Asmodeusz to zadufany w sobie dupek ze skłonnościami do dramatyzmu. Spróbujcie jutro się tam dostać.
***
 - Jutro Gwiazdka - powiedziała głucho Ząbek
 - Ta... - mruknął North. Jeden z yeti próbował podtykał mu pod nos jakieś papiery, ale Mikołaj nie zwracał na to uwagi. Martwił się o Jacka, który znów zniknął na kilka dni - Miałaś jakieś wieści o nim?
 - Nie - westchnęła Strażniczka, domyślając się o kogo chodzi. Mleczuszka przytuliła się do jej policzka.
 Wróżki odnalazły się całe i zdrowe, bo widocznie zorientowały się, że ktoś ich zaatakuje i ukryły się razem z zębami w domu Jamiego.
 Nagle do Bazy wleciał białowłosy duch zimy. W jego oczach płonął niezdrowy płomień.
 - Jutro spróbujemy odbić Elsę z cytadeli Asmodeusza - oznajmił z zimną determinacją.

niedziela, 4 października 2015

Epilog

 Samotność to dziwna rzecz.
 Zakrada się cicho i niepostrzeżenie. Siada obok ciebie w ciemności. Głaszcze cię po włosach, kiedy śpisz. Owija się wokół twojego ciała i zaciska się tak mocno, że brakuje ci tchu, że zamiera twój puls, choć krew płynie coraz szybciej. Dotyka ustami miękkich włosków na twoim karku. Zostawia kłamstwa w twoim sercu, kładzie się w nocy w twoim łóżku, wysysa światło z każdego kąta. Nie odstępuje cię na krok, kurczowo trzyma cię za rękę tylko po to, żeby jednym szarpnięciem pociągnąć cię w dół, kiedy usiłujesz się podnieść.
 Budzisz się nie wiedząc, kim jesteś. Zasypiasz drżąc na całym ciele. Wątpisz wątpisz wątpisz
 czy jestem
 czy nie jestem
 czy mogę
 czy mi wolno
 A kiedy sądzisz, że jesteś gotów odejść, że jesteś gotów się uwolnić, zacząć od nowa, samotność jak stary znajomy staje obok twojego odbicia w lustrze i patrząc ci prosto w oczy mówi: no dalej, spróbuj przeżyć życie beze mnie. Nie znajdujesz słów, żeby bronić się przed samym sobą, przed głosem, który powtarza, że nie jesteś wystarczająco dobry nigdy nigdy nigdy nie będziesz wystarczająco dobry.
 Samotność to zgorzkniały, żałosny towarzysz.
 Zdarza się, że po prostu nie odpuści.
~Dziennik Julii, Tahereh Mafi

 Jej serce zostało strzaskane wiele razy.
 Prawie zabiła swoją siostrę.
 Straciła rodziców.
 Została sama.
 Zamieniła siostrę w lodowy posąg.
 Umarła, patrząc jak ginie cząstka jej ukochanego.
 A gdy wróciła, dowiedziała się, że tak naprawdę nigdy jej nie kochał.
 On kochał jej siostrę.

 Ale to już jej nie dotyczy. Już nie uroni łzy.
 Oddzielona od świata, ukryta pod szklaną kopułą.
 Podjęła decyzję, od której nie ma powrotu. Odeszła tam, gdzie nikt jej nie odnajdzie.
 Na zawsze samotna.

 Jednak ona tego już nie czuje.
 Odtąd nieznane jej jest uczucie smutku
 radości
 bólu
 szczęścia
 cierpienia.
























 Mężczyzna o skórze barwy tekowego drewna, włosach czarnych niczym najgłębsza otchłań i skrzydłach mieniących się błękitem i czerwienią, spojrzał na zabawkę w jego dłoniach. Kolejny raz postawił ją na półce, zaglądając do środka z uśmiechem.
 Wewnątrz pozytywki, na podeście z gramofonu stała na czubkach balerinek młoda kobieta, ubrana w bladoniebieską suknię, ze skrzypcami w znieruchomiałych dłoniach. Na jej twarzy nie było emocji, w oczach miała tylko pustkę.
 - Mówiłam, panie, że jest krucha jak lód - odezwała się stojąca obok dziewczyna - Wystarczyło odpowiednio nią pokierować, by ją unieszkodliwić
 - Miałaś rację, moja droga - odparł Anioł - Przypadek Elsy - wypowiedział to imię, jakby je smakował - to przykład, że miłość można wykorzystać przeciwko komuś. A ty byłaś wyjątkowo pomysłowa w tym zakresie, skarbie. Ten bibelocik złamie serce twojego drogiego braciszka i wtedy będzie na wieki należał do ciebie. I nic nas już nie powstrzyma...

Rozdział 44 - Zaczekaj!

 Już chyba piąty raz opowiadałam tą samą historię, bo Strażnicy przybywali pojedynczo i każdy chciał wiedzieć co się stało. Księżycu...
 - ...okazało się, że tym głosem była Emma, zresztą to ona za tym wszystkim stała. - skończyłam starannie ukrywając rozdrażnienie - Nie wiem co chciała przez to osiągnąć, ale jej nie wyszło.
 - Mało oryginalny sposób - skwitował zniesmaczony Pitch - Niemal zawsze korzysta z czyichś pomysłów.
 - A ten był niby czyj, twój, koleś? - sarknął Zając
 - Owszem, ja go pierwszy użyłem. Z tą różnicą, że mi się powiodło. - odparł Mrok z niezmąconym spokojem. Jack się zjeżył słysząc to. Temat mojej śmierci nadal był dla niego drażliwy.
 - Nie do końca, koleś. Elsa nadal żyje - wytknął mu "Kangur" Wielkanocny
 - Do końca. Umarła. - powiedział Pitch
 - Moment! - Czkawka uniósł nieco ręce - Wyjaśni mi ktoś o co teraz chodzi? Pogubiłem się.
 - Mrok wcześniej był naszym wrogiem. Troszkę to pogmatwane... Ukrył mnie przed Strażnikami na wiele lat. Jacka spotkałam przypadkowo, gdy opuszczałam pałac. Zabrał mnie do bazy bez mojej zgody - spojrzałam na niego ciężko. Chłopak wyszczerzył się tylko - W ten sposób Strażnicy w ogóle zdali sobie sprawę z mojego istnienia. Pitch zrobił się nieco... no dobra, bardzo zazdrosny i doszło do walki. Pokonałam go, ale wmówił mi, że umieram. No i zginęłam. Po jakichś dwóch latach się odrodziłam i zamieszkałam w niemagicznym świecie, pozbawiona pamięci. Porwała mnie Emma, potem uratował mnie Mrok.
 - Zabił cię, a następnie uratował? - zdziwił się wiking - A ja myślałem, że to kobiety są niezdecydowane...
 - Zmienił się - odparłam, a w mój ton wkradła się nutka irytacji. Ale mówiłam jak było. Jego kolory się zmieniły. Niegdyś szara cera nabrała zdrowszego odcienia, a czerń, którą kiedyś określałam mianem "zimnej i okrutnej", teraz miała "ciepły" odcień [wiem, że czarny nie ma odcieni, no ale chyba wiecie o co mi chodzi? dop. aut]. Nawet mrok, którym się posługiwał, stał się inny. Taki... przyjazny. Nie podejrzewałam, że użyję takiego określenia względem ciemności...
 Ciszę przerwał portal, który znikąd pojawił się w środku pomieszczenia.
 - Co na Thora... - wykrztusił Czkawka. Nie wiedział co to jest, bo North przyleciał saniami na Berk. Swoim zaprzęgiem wywołał niemałe zamieszanie wśród mieszkańców. Do sali wpadł zdyszany yeti. Nie byłam pewna co po wiedział, bo dla mnie to brzmiało jak mieszanina warknięć, chrząknięć i losowych sylab.
 Ale North rozumiał. I raczej nie były to dobre wieści.
 - Sprawdziliście na pewno?! Żadnego kontaktu?!! - krzyknął Mikołaj. Yeti coś odpowiedział. Wściekły North uderzył ogromną pięścią w stół, podrywając się - Strażnicy natychmiast do Bazy!!
 - North, co jest? Coś się stało? - spytałam zaniepokojona
 - Asmodeusz zaatakował Zębowy Pałac, Norę i Bazę. Nora jest spustoszona, pałac Zębuszki w kawałkach, ale nie wiadomo co z mleczuszką i pozostałymi. Phil nie mógł ich znaleźć - z ust Ząbek wyrwał się cichy okrzyk, za to oczy Zająca ciskały błyskawice - Yeti jakoś bronią Bazy, ale nie wytrzymają długo. Sam Asmodeusz tam jest.
 Zmroziło mnie na te słowa. Asmodeusz, okrutny anioł-psychopata, w którego cytadeli byłam więziona i torturowana.
 - Będzie dobrze, Elsa - Jack położył mi dłoń na ramieniu. Uśmiecham się w odpowiedzi, ale to nie jest prawdziwy uśmiech. Miałam przeczucie, że coś złego się stanie.
 - Elsa, odnajdź Pitcha i sprowadź na biegun. Reszta za mną! - skinęłam głową i wybiegłam, tworząc sobie po drodze skrzydła i wypatrując Mroka. Ludzie patrzyli w moją stronę i wytykali mnie palcami, ale to się nie liczyło. Teraz była wojna - Pitch! - zawołałam z rozpaczą, nie wiedząc jak go znaleźć.
 - Elso, czy coś się stało? - usłyszałam jego głos, gdy wyłonił się z jednego z cieni pode mną. Wylądowałam obok niego tak gwałtownie, że musiał mnie złapać za nadgarstki, abym nie upadła - Nora i Zębowy Pałac zniszczone, mleczuszka i reszta wróżek zniknęły. Baza zaatakowana, Asmodeusz tam jest - moje ostatnie słowa przeszły w ledwie słyszalny szept
 - Elso, musisz być silna - powiedział Mrok, patrząc mi w oczy - Teraz nie możesz się poddać. Chodźmy, maleńka, jesteś im potrzebna. - wtuliłam się w niego, gdy objęły nas cienie i przeniosły na biegun.
 A tam już nie było czasu na wątpliwości. Oderwałam się od Pitcha i rzuciłam w wir walki, tnąc lodowym mieczem likantropy i wilki utkane z samego zła. Gdzieś na lewo ode mnie Zębuszka cięła przeciwników skrzydłami i sztyletem, po prawo Zając dzielnie stawiał opór najeźdźcom, ale ci przygniatali go masą, jednak już po chwili zauważyłam, że z pomocą nadchodzi mu Mrok. Piasek akurat wyleciał przez okno.
 Szybko dobiłam swoich wrogów i skoczyłam za nim. Na zewnątrz toczyła się jeszcze większa bitwa. Wszystkie yeti były na dachu, ochraniając Northa, który siekł swymi mieczami. Piasek wzlatywał gdzieś w górę. Uniosła wzrok i zobaczyłam Jacka.
 Leciał prosto na samego Asmodeusza, niszcząc każdego mrocznego konia na swojej drodze. A Anioł Zła tylko się uśmiechał drwiąco. Nagle stało się coś co sprawiło, że moje serce niemal stanęło.
 Jeden z likantropów, mogłabym przysiąc, że przez chwilę widziałam w jego wnętrzu Emmę, rzucił się na niego od tyłu i wyszarpnął mu laskę z dłoni. Białowłosy zniknął w kotłowaninie czerni, do której co chwila dołączał nowy wróg.
 Z moich ust wyrwał się przeraźliwy krzyk i połowa koszmarów rozpłynęła się w powietrzu. Straciłam kontrolę nad własnym ciałem. Dławiąc się powietrzem, leciałam do Jacka. Nie wiedziałam co robię. Gdzieś na granicy świadomości odnotowałam, że moje ciało świeci. Ale nie mogłam się dostać do ukochanego.
 Wrzasnęłam z bólu, uwalniając ogromną ilość mocy.
 Ostatnie co zobaczyłam to zszokowanego Jacka, już z laską w ręku. Potem była ciemność.
***
 Obudziłam się w swoim pokoju. Przetarłam oczy i przeciągnęłam się, wstając. Mój brzuch zaburczał, dopominając się o swoje prawa, a uśmiechnęłam się pod nosem. Czas na śniadanie.
 Ruszyłam do kuchni, gdy nagle tknęło mnie przeczucie. Wiedziona instynktem ruszyłam do pokoju Jacka. Zrobiło mi się ciepło na sercu, kiedy zobaczyłam jego dodającą otuchy postać. Już chciałam wejść do środka, gdy usłyszałam głos
 - A co jeśli ona się dowie? - Anna była zaniepokojona, białowłosy uśmiechnął się czule i przytulił ją do siebie - Jeśli zauważy jak Elisa i Jake są do ciebie podobni? Jak... - chłopak zamknął jej usta namiętnym pocałunkiem
 Z ust wyrwał mi się cichy okrzyk. Jack natychmiast oderwał się od rudowłosej królowej i obejrzał w moją stronę. Zasłoniłam usta dłońmi, ale to nie wiele dało; wydałam z siebie zduszony szloch.
 - Elsa... - białowłosy zrobił krok w moją stronę, jednak ja odwróciłam się na pięcie i zaczęłam biec. Podłoga zamarzała pod moimi bosymi stopami, bo nawet nie zauważyłam kiedy zgubiłam buty, a po policzkach lały mi się łzy. Jak on mógł mi to zrobić? I to z Anną?! - Zaczekaj! - krzyczał za mną duch zimy. Dogonił mnie i przyszpilił do ściany - Elsa, proszę...
 - Zostaw mnie - wyjęczałam
 - Daj mi wytłumaczyć, Śnieżynko...
 - Nie nazywaj mnie tak - zachrypiałam, wykręcając głowę, by nie musieć patrzeć na jego twarz - Myślałam, że mnie kochasz... - szepnęłam - Dlaczego pozwoliłeś mi wierzyć w to?
 - Elso... wydawało mi się, że cię kocham - odparł, kręcąc głową - Ale gdy umarłaś, zrozumiałem, że tak naprawdę kochałem twoją siostrę... ty mnie zauroczyłaś swoją mocą i twarzą łudząco podobną do jej... ale jesteś zbyt podobna do mnie, Elso. Nie mogę kochać kogoś takiego jak ja...
 Dalej nie słuchałam jego wymówek, tylko odepchnęłam go i z pomocą magi przeniosłam się do mrocznego lasu, tuż koło cytadeli Asmodeusza. Łzy rozmazywały mi obraz, ale jakimś cudem nie wpadłam na drzewo, przedzierając się przez gęstwinę. Na polanie zobaczyłam Anioła Zła, zapatrzonego w nocne niebo podczas nowiu. Na ustach miał leniwy uśmieszek, który zmienił się w grymas zaskoczenia, gdy zobaczył mnie.
 Upadłam przed nim na kolana i załkałam:
 - Zabierz mnie stąd, proszę... niech przestanie boleć... - schowałam twarz w dłoniach. A on zaskakująco delikatnie wziął mnie za ręce i podniósł na nogi.
 - Jeśli naprawdę tego pragniesz... - rozszlochałam się jeszcze głośniej i wtuliłam w niego. Potrzebowałam czyjejś bliskości, a na Jacka nie mogłam liczyć. Na Strażników też nie, bo przecież wiedzieli, musieli wiedzieć, że Jack kocha Annę...
 - Więc chodź - wyszeptał w moje włosy; czułam jego oddech na skórze. Objął mnie ramionami i zakrył skrzydłami, jakby chciał odgrodzić nas od świata.
 I świat zniknął.

niedziela, 6 września 2015

Ogłoszenie

Zapraszam na mojego nowego bloga: shadowofelsa.blogspot.com  Na tego bloga wena mi się chwilowo wyczerpała, a w głowie narodził się pomysł na nową historię. Na razie jest tylko prolog, ale mam nadzieję, że się Wam spodoba.
Ania

wtorek, 1 września 2015

Rozdział 43 - Śnieżynko...

 - Zostawić Cię na pięć minut, Śnieżynko... - westchnął ciężko Jack, pochylając się nade mną.
 - Nie przesadzaj - mruknęłam pod nosem
 - Zawsze się w coś musisz wpakować - spojrzał na mnie ciężko
 - To nie było specjalnie - wykrzywiłam usta - Gdybym wiedziała to zapewniłabym sobie ochronę.
 Chłopak zaśmiał się cicho i pocałował mnie w czoło. Zacisnęłam palce na jego bluzie, gdy chciał się cofnąć.
 - Dokąd to? - zapytałam i spróbowałam go przyciągnąć do siebie, ale nie miałam dość sił. Na szczęście białowłosy zorientował się o co mi chodzi i złożył na moich ustach czuły pocałunek. Uśmiechnęłam się usatysfakcjonowana. Tego mi właśnie brakowało.
 Jack musnął palcem wgłębienie między moimi obojczykami i poczułam w tym miejscu coś chłodnego. Spojrzałam na chłopaka pytająco.
 - Naszyjnik. - odparł - Ochroni cię na przyszłość przed taką sytuacją. Taki jak ty mi zrobiłaś - na jego wargach zatańczył lekki uśmieszek - ale to zawieszka jest ze srebra, a łańcuszek z lodu - powiedział, jednocześnie podnosząc mnie do pozycji półleżącej na swoich kolanach.
 Dotknęłam ozdóbki na szyi. Wyczułam małą zawieszkę, bliźniaczo podobną do tej, którą sama stworzyłam.
 - T-ta zawieszka była z lodu, a teraz jest ze srebra - zauważył zaskoczony Czkawka. Zmrużyłam oczy, patrząc na uśmiechającego się łobuzersko białowłosego i po chwili zrozumiałam pochodzenie tego "niezwykłego zjawiska"
 - Ty krętaczu! - dałam Jackowi słabego kuksańca w bok - Tak wykorzystywać biedną dziewczynę! - chłopak roześmiał się głośno
 - Ty i biedna? Jakoś mi to nie pasuje! - naburmuszyłam się w odpowiedzi - Oj, maleńka, nie każdy ma taką moc jak ty - powiedział czule - więc poradziłem sobie inaczej. A żebyś mi tu nie umarła to masz pierścionek od Księżyca. Wystarczy, że założysz go i zdejmiesz. - zmarszczyłam lekki brwi na te słowa. Przecież on tylko zmienia mnie w człowieka, a nie leczy.
 - Pierścień wyciąga z ciebie całą magię, ale zwraca tylko twoją. Więc odfiltruje ogień w twoim wnętrzu, a po zdjęciu odda lód - wytłumaczył Pitch. Wyciągnęłam rękę po ozdóbkę, jednak Jack cofnął dłoń poza mój zasięg.
 - O nie, Śnieżynko, drugi raz takiej akcji mi nie zrobisz. Masz się ciepło ubrać i dopiero go dostaniesz - powiedział z zaciętą miną
 - Długo będziesz mi to wypominać? Byłam wściekła, więc chciałam się wyładować, a potem po prostu posłuchałam Emmy, no i wyszło jak wyszło... - wydęłam usta
 - Emmy? - zapytał zdziwiony Jack
 - Wtedy nie wiedziałam, że to ona - usprawiedliwiłam się - i to, na jasność Księżyca, nie była próba samobójcza! - wykrzyknęłam, co okazało się dużym błędem. Krzyk podrażnił moje i tak już bolące gardło, co wywołało napad kaszlu, a przez to jeszcze bardziej rozbolało mnie gardło. Twarz wykrzywił mi grymas.
 - Śnieżynko... - zaniepokoił się Jack. Spróbowałam się uśmiechnąć uspokajająco, ale niezbyt mi wyszło.
 Skupiłam się i odmieniłam swoje ubrania.
 Włosy miałam splecione w coś a là warkocze, a na głowie hełm z dwoma rogami. Mój ubiór składał się z jasnoniebieskiej bluzki z długim rękawem, na której miałam beżowe... coś. Tak stworzyłam coś, co nawet nie wiem jak się nazywa. Cóż, robiłam to na oko. W każdym razie to coś oplatało mnie od ramion do połowy łydki. Na tym miałam jeszcze skórzane krótkie spodenki z wysokim stanem. Przedramiona miałam obwiązane niebieskimi i brązowymi paskami materiału. A do tego obowiązkowo peleryna z mięciutkiego, ciepłego białego futra. Tu może nie oznaczała statusu społecznego, ale byłam przyzwyczajona do tego typu rzeczy.
 - Zadowolony? - zapytałam
 - A żebyś wiedziała - wyszczerzył się. Jednak nie dał mi ozdóbki, tylko patrzył na mnie.
 - Ej, Lodowy Możdżku, ja tu umieram - zwróciłam mu uwagę po chwili
 - Och, wybacz - zreflektował się i podał mi pierścień. A właściwie wsunął mi go na czwarty palec lewej ręki, niczym na oświadczynach. Po moim ciele rozeszła się fala... ciepła? Nie jestem pewna. Złagodziła gorąc i rozgrzała chłód w mym wnętrzu.
 Wcześniej urywany oddech stał się regularny, a powieki zaczęły mi trochę ciążyć.
 - Elsa, co jest?! Elsa! - zaniepokojony Jack poklepywał mnie po policzkach. Jego głos docierał do mnie jak przez mgłę.
 A potem ogarnęła mnie ciemność.
***
 Pierwsze co do mnie dotarło to fakt, że leżę w czyichś objęciach. Drugie - ramiona, które mnie trzymały, były zimne.
 Zmusiłam oczy do otwarcia się, chociaż miałam wrażenie, że powieki ktoś zakleił mi klejem. Zobaczyłam wnętrze drewnianej chaty. Co ja tu robię?
 A no tak, jestem na Berk i uniknęłam kolejny raz śmierci. Ciekawe ile razy jeszcze zdarzy mi się podobna sytuacja.
 Ręce, jak mniemam Jacka, oplatały mnie w talii. Byłam wtulona w niego plecami. W kark łaskotał mnie jego lodowaty oddech. Mogłabym tak leżeć w nieskończoność, ale niestety mój brzuch zaczął dopominać się o swoje prawa.
 - Śnieżynko... - zamruczał Jack, muskając nosem płatek mojego ucha. Nie odpowiedziałam tylko bardziej się w niego wtuliłam - Czas wstawać
 - Nigdzie się nie ruszam. Za wygodnie mi tu - odparłam, opierając głowę o jego pierś.
 - Wybacz, kochana,  musisz się wytłumaczyć przed Strażnikami - westchnął - Udało mi się odesłać ich chwilowo, już wschodzi słońce, więc niedługo wrócą. No, oprócz pana Cienistego. On nie dał się wyprosić i nadal jest w okolicy. Zniknął z pokoju zaraz jak cię ułożyłem na łóżku, jakby wiedział, że chcę pobyć z tobą sam. Nie powiem, to było nawet miłe.
 - Chyba zaczynasz go lubić - uśmiechnęłam się delikatnie
 - Co?! JA?! Oszalałaś?! - wykrzyknął urażony - Tak ci przypomnę, że wysłałem Cienistego w czorty zaledwie kilka lat temu i, że ten gościu cię zabił!
 - Już go lubisz - stwierdziłam chichocząc
 - Nie prawda! - zaprzeczał jak dziecko - On jest... jest... - zabrakło mu słów, przez co wybuchnęłam serdecznym śmiechem
 - Oj, droczę się tylko - wykrztusiłam, siadając na łóżku - Długo spałam?
 - Jakieś osiem godzin - odparł, obejmując mnie - Nieźle mnie wystraszyłaś tak nagle zasypiając - dał mi buziaka w policzek. Zarumieniłam się lekko - Chodźmy, gospodarz się martwi
 Przeciągnęłam się i wstałam. Zrobiłam kilka kroków i... zatoczyłam się na szafkę. Jack złapał mnie zanim upadłam, śmiejąc się cicho.
 - I czego się chichrasz - burknęłam. Chłopak w odpowiedzi zaśmiał się jeszcze głośniej. Dałam mu mocnego kuksańca w bok.
 - Za co to? - jęknął
 - Ty już dobrze wiesz za co - wykrzywiłam usta. Białowłosy przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Złość od razu mi przeszła. Wplotłam mu palce we włosy, by nie przerywał pocałunku i przylgnęłam do niego mocniej.
 I jak to zawsze, właśnie w tym momencie ktoś zapukał do drzwi.

~~~
Wybacz, Wiktoria, przeżywał kryzys twórczo-rodzinny, więc nieco wolniej piszę

LA

Zostałam nominowana przez Wiktorię Jabłońską z bloga "Frost&Snow"! So, let's go!

1.Pałasz radością, że to ostatni tydzień wakacji, prawda?
Ta, jasne... ostatni tydzień wakacji, a ja harowałam w Gorzewie! Ale warto było, chłopaki odwalali po nocach XD
2.Jesteś zadowolona z tego jak wykorzystałaś czas w wakacje?
W miarę. W tym raku właściwie nie wyjeżdżałam, no tylko do taty i z harcerstwa.
3.Jak się ubierasz na początek roku? (ja tam już planowałam to w czerwcu XD)
W mundur :/  U nas nie ma dowolność, jest wybór między togą, a mundurem harcerskim (opcja nr.2 dostępna tylko dla harcerzy)
4.Do której klasy idziesz pierwszego września?
IIb gimnazjum
5.Ile miałaś wczoraj wyświetleń?
72
6.Czytasz mojego bloga? Jeśli tak to co o nim sądzisz?
Boski, boski, boski JA CHCĘ NEXT!
7.Ulubiona książka?
To mnie zagięłaś... mam sporo ulubionych, które czytałam już kilka[naście] razy:
- Intruz by Stephanie Meyer
- Olimpijscy Herosi, Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy, Kroniki Rodu Kane by Rick Riordan
8.Robisz jakieś DIY, bransoletki, ozdoby czy coś?
Zdarza mi się coś upleść, ale generalnie nie mam czasu.
9.Najlepszy horror jaki widziałaś?
Horrory to nie na moją psychikę... mogę czytać, ale oglądać nie jestem w stanie. Jest tylko jeden horror, który ubóstwiam, a mianowicie "Szósty Zmysł"
10.Lubisz płatki z mlekiem?
A kto nie lubi? :D
11.Gdybyś mogła mieć w domu jakieś egzotyczne zwierze to jakie by ono było? (i oczywiście byłoby wtedy potulne jak baranek)
Czarną panterę, one są takie piękne...

Kogo nominuję?
- Julla La Valle z bloga >>TU<<
- Aria Elsa Sparkle z bloga >>TU<<
- Snow Moon z bloga >>TU<<

Więce blogów nie pamiętam i za każdy zapomniany szczerze żałuję... a tak serio, to mało czytam blogów, więcej książek na Wattpadzie :/

Pytania:
Ile masz lat?
W jakiej jesteś klasie? (analfabeci, barany, cymbały czy diabły? Ja jestem w baranach) [Ps. bez obrazy za te określenia, po prostu mój nauczyciel od polskiego tak mówi)
Masz jakieś zwierzę?
Twoje największe marzenie?
Ulubiona/-e piosenki?
Ulubiony cytat?

To chyba wsjo... pa!

niedziela, 23 sierpnia 2015

Ogłoszenie (Aktualizacja)

 Wybaczcie, ale nie będzie mnie do 30.08. Mamy wyjazd harcerski do Gorzewa i nie będę miała zasięgu, jak to w lesie. Gdy tylko wrócę, to przysiądę i napiszę next jak najszybciej mi się uda, obiecuję :*
Ania

Ps. Smutno mi, że tylko jedze osoba ze mną została podczas kryzysu :'(  To przykre jak szybko zostałam przez czytelników opuszczona, gdy ogłosiłam ubytek weny... Ale przynajmniej wiem, że na Wiktorię Jabłońską mogę liczyć :D

sobota, 22 sierpnia 2015

Rozdział 42 - Nie...

 Ciepło stawało się już nieznośne. Płonęłam od środka, mimo że wokół mnie szalała śnieżyca. Spojrzałam błędnym wzrokiem na zamrożone ściany jaskini. A gdyby tak... Z całej siły spróbowałam się skupić, ignorując ból i nieznośny gorąc. Lód, szron i sople zaczęły znikać, a zawarte w nich zimno wracać do mnie. Pozwoliłam sobie na cichą nadzieję, że może mi się uda, gdy rozmroziłam już połowę jaskini.
 Ale właśnie wtedy wspomnienie uderzyło we mnie z siłą kuli do wyburzania, pochłaniając całą moją wolę.
 Cofnęłam się w czasie i znów była przerażona swoją mocą i faktem, że po raz kolejny poraziłam Annę. " Szczęście, że nie dostała w serce. Serce jest bardzo trudno odmienić". Tym razem prosto trafiłam ją prosto w pierś. Po raz kolejny skrzywdziłam ją, naraziłam na śmierć. Ściany mojego pałacu były czerwono-granatowe.
 - Weź się w garść - powiedziałam do siebie - Okiełznaj to! Nie czujesz nic, a nic. Nic nie czujesz, nie czuj nic! - ale nie potrafiłam zapanować nad moim lodowym demonem. Zaczął zwracać się przeciw mnie; ze ścian zaczęły wyrastać sople.
 Nagle upadłam i iluzja znikła, zostawiając mnie łkającą na ziemi. Zwinęłam się w kłębek na twardej skale. Przypomnienie czasu, gdy byłam potworem, bolało.
 Jednak wspomnienia nie miały zamiaru dać mi spokoju. Byłam na przyjęciu z okazji koronacji. Miałam na sobie suknie, zakrywającą mnie od szyi do stóp. Do tego korona i purpurowy płaszcz, oznaka pozycji społecznej i rękawiczki, by poskromić moc. Na głowie miałam misterny kok. Rozmawiałam z dygnitarzami sąsiednich państw. Ale te obrazy były inne. Widziała salę balową i jaskinię jednocześnie, a wszyscy wokół byli z lodu.
 - Elsa! Znaczy Wasza Wysokość, można na chwilę? - odwróciłam się do Anny, ciągnącej za rękę Hansa - Pozwól, że przedstawię. Jego Wysokość Hans, książę Nasturii.
 - Wasza miłość - skłonił się mężczyzna. Skinęłam mu uprzejmie głową. - Czy możesz... - zaczęli razem - pobłogosławić nasze... małżeństwo? - Anka położyła mu głowę na ramieniu, z uwielbieniem wpatrując się w jego oczy.
 - E, małżeństwo? - spytałam zaskoczona
 - Tak! - pisnęła podekscytowana dziewczyna
 - Nie rozumiem, jak to? - starałam się zachować spokój. Miałam cichą nadzieję, że się przesłyszałam.
 - No sami jeszcze nie wiemy wszystkiego. Potrzeba paru dniu, żeby wszystko obmyśleć. Na pewno będzie zupa, lody i szampan i goście... Ej, zamieszkamy tu? - złapała go za ręce
 - Tu? - zdziwiłam się
 - Ja bardzo chętnie! - odpowiedział mężczyzna
 - Anno... - próbowałam zatrzymać słowotok siostry, ale ona właśnie zaczęła się rozkręcać
 - I ściągniemy tu twoich dwunastu braci, co? Spokojnie, wszyscy się pomieszczą... - rzuciła w moją stronę. Jakby mi o to chodziło!
 - Co? Jak to? Momencik. Chwileczkę - udało mi się w końcu przykuć jej uwagę - Nikogo tu nie ściągniesz, ani nie wyjdziesz za mąż - powiedziałam
 - Zaraz, proszę? - spytała zaskoczona
 - Możemy porozmawiać same? Na osobności? - spytałam błagalnie
 - Nie! Jak chcesz nam coś powiedzieć, to słuchamy oboje - przysunęła się do niego
 - Proszę - westchnęłam - nie wychodzi się za nieznajomego.
 - Wychodzi się, jeśli się go kocha - zaprotestowała. Anka miała wielkie serce, ale była naiwna jak dziecko.
 - Anno, co ty wiesz o miłości - odparłam
 - Więcej niż ty! Ty zawsze tylko wszystkich odtrącasz! - te słowa zabolały mnie, jakby wbiła mi nóż w serce.
 - Chcecie błogosławieństwa, ale nie otrzymacie go. - z trudem panowałam nad emocjami - A teraz... przepraszam - zaczęłam się od nich oddalać, by ochłonąć.
 - Wasza wysokość, pozwolisz że... - zaczął Hans, ale mu przerwałam
 - Nie! Nie pozwolę! I... i czas na pana. Koniec przyjęcia, zamknąć wrota - poleciłam służbie
 - Co? Jak to? Elsa, nie, zaczekaj! - krzyknęła i złapała mnie za rękę, zrywając rękawicę. Wciągnęłam gwałtownie powietrze, przerażona.
 - Oddaj rękawiczkę! - powiedziałam i spróbowałam odebrać jej moją własność, lecz dziewczyna się cofnęła o krok.
 - Elsa, proszę! Proszę, ja nie chcę żyć w ten sposób...
 - Więc odejdź - wyrwało mi się. Westchnęłam ciężko, spuszczając wzrok i odwróciłam się, zmierzając do drzwi
 - Co ja ci takiego zrobiłam?! - krzyknęła. To nie ty mi zrobiłaś, tylko ja tobie, chciałam powiedzieć, ale nie mogłam. Rodzice mówili, że ona nie może się dowiedzieć.
 - Przestań dobrze? - rzuciłam przez ramię zamiast tego
 - Nie, co?! Czemu się ode mnie odwracasz, czemu przed wszystkim uciekasz, czego się tak strasznie boisz?! - wyrzuciła mi. Ogarnęła mnie wściekłość. Odtrącałam ją, by jej nie skrzywdzić, uciekałam by nic nie zniszczyć, bałam się samej siebie... A ona zarzucała mi egoizm.
 - Mówię ci, PRZESTAŃ! - krzyknęłam, machnięciem tworząc mur z lodu. Słysząc okrzyki zaskoczenia i strachu, natychmiast otrząsnęłam się i gniew zmienił się w przerażenie. Najbardziej bolało mnie zszokowane, pełne strachu i niedowierzania spojrzenie Anny
 - Elsa... - wyszeptała wstrząśnięta dziewczyna
 I wszytko zniknęło. Znowu zostałam sama z bólem. Opadłam na kolana, szlochając. Byłam ubrana i uczesana jak wcześniej. Warkocz na bok, przetykany śnieżynkami i lodowa suknia.
 Nagle poczułam na ramieniu czyjąś ciepłą dłoń. Uniosłam zapłakane oczy i ujrzałam zatroskanego Czkawkę oraz zaskoczoną Astrid.
 - Co to było? - spytała cicho
 - Moje wspomnienia - szepnęłam, nadal wstrząśnięta tym co widziałam. Dotknęłam mokrego policzka. Po czułam chłód na skórze i zamarznięte łzy pokruszyły się, spadając na ziemię - Ile zobaczyliście?
 - Od momentu, gdy przyszła do ciebie lodowa dziewczyna z mężczyzną u boku - odparł wiking
 - To była moja siostra, Anna z Hansem - powiedziałam głucho - W dniu koronacji - objęłam się rękami, wbijając paznokcie w skórę. Poczułam coś mokrego na palcach i dopiero wtedy zauważyłam, że rozdarłam rękawy, raniąc się do krwi. Astrid delikatnie, lecz stanowczo oderwała moje dłonie od ramion
 - Wypij - poleciła, wciskając mi drewnianą szklankę [Nie no, serio, jak to brzmi... pomóżcie ludzie, jak to inaczej nazwać?! dop. aut.]. Posłusznie wychyliłam zawartość. Nawet nie wiedziałam, że tak zaschło mi w gardle.
 - Czkawka... - wychrypiałam - Normalnie nigdy być cię o to nie prosiła, ale nie mam wyjścia... - urwałam, bo umysł przeszył mi straszny ból
 - O co chodzi? - spytał zaniepokojony wódz
 - Czy mógłbyś... polecieć do Northa. - miałam wrażenie, że ktoś wbija mi rozżarzone szpikulce w głowę - Do jego bazy... - zmusiłam się do utworzenia na dnie jaskini obrazu Mikołaja i jego domu, yeti i pozostałych Strażników. Zajęło mi to kilka minut, bo ból nie pozwalał mi wystarczająco się skoncentrować - To on, a to jego baza - wskazałam na odpowiednie szkice - Te stwory dla niego pracują... jeśli będą chciały cię zatrzymać... powiedz, że chodzi o mnie. Że potrzebuję pilnie... pomocy. Powinny cię zaprowadzić do Northa. To Jack... Piasek, Zając... Ząbek i Pitch. Reszta... Strażników - coraz trudniej było mi formułować słowa - Powiedz im co... się stało. Powinni... coś znaleźć.
 - A jeśli nie znajdą? - jego niepokój jeszcze bardziej się zwiększył
 - Coś... wymyślą - odparłam - Leć... na północ. Wiesz jak dotrzeć... do innych światów.
 - Zaopiekuj się Elsą  - Czkawka cmoknął Astrid w policzek, wskoczył na Szczerbatka, który nie wiadomo skąd się tu wziął, i poleciał. Tak oto zostałam sama z nie do końca przyjazną kobietą-wikingiem. Żyć nie umierać, nie?
 - Co cię łączy z Czkawką? - zapytała Astrid, niby przypadkiem gładząc palcami ostrze topora. Niemal rozbawiła mnie jej zaborczość. Niemal, bo przypuszczałam, że gdybym miała podejrzenia o zdradzie Jacka i przed sobą dziewczynę, z którą teoretycznie mnie zdradza, to zachowałabym się gorzej.
 - Dwudniowa znajomość? A może półtorejdniowa... - zamyśliłam się - W każdym razie, on cię nie zdradza. Nie ze mną - dziewczyna zmrużyła groźnie oczy - Czy ty nie widzisz jak on na ciebie patrzy? - spytałam - Głowę dla ciebie stracił, a ty usiłujesz zabić jego gościa tylko dlatego, że owy gość jest dziewczyną
 - Jak się poznaliście? - spytała, na pozór ignorując moją wypowiedź, ale dostrzegłam w jej oczach radosne ogniki
 - Śniłam sobie zadowolona, że udało mi się wywołać sen, bo Strażnicy nie śpią. I miałam taki piękny sen... - przez chwilę wspominałam go z błogą miną, ale przypomniałam sobie, że Astrid na mnie patrzy i lekko zarumieniona kontynuowałam - I przerwał mi go głos Czkawki. Trochę mnie zaskoczyło, że ktoś obcy jest w moim pałacu, no bo kto lazłby na najwyższy i najbardziej niedostępny szczyt gór? No dobra, moja siostra owszem, ale to bez związku. Uznał mnie za rzeźbę. Zmieniłam postać na normalną, bo wcześniej byłam z lodu, ponieważ nie śpieszyło mi się specjalnie do kolejnego oberwania ostrymi rzeczami i wstałam, by spytać się co on tu robi i kim właściwie jest, ale wtedy rzuciło się na mnie coś wielkiego i czarnego. Spanikowałam trochę i naprawdę przez przypadek stworzyłam Płatek, aby mnie obroniła. Smoki zaczęły walczyć, Czkawka próbował uspokoić Szczerbatka, tyle że moja smoczyca wykorzystała wahanie jego smoka i zamierzała właśnie go dobić, ale jej nie pozwoliłam. Facet chciał... nie wiem co zrobić, machając tym swoim płonącym mieczem, jednak Płatek się to nie spodobało i zamroziła go. Znaczy miecz, nie Czkawkęstawiłam się i próbowałam się dowiedzieć jakim cudem jest w Arendell, ale był mocną wstrząśnięty i nie miał pojęcia o co mi chodzi. Płatek i Szczerbatek zaczęli się bawić, demolując mi pokój, to kazałam im wyjść i za pomocą mocy uporządkowałam salę. Potem musiałam mu tłumaczyć jak to zrobiłam. W każdym razie poprosiłam go, by zabrał mnie na Berk, bo Płatek nie może tu zostać, a ja byłam ciekawa jak wygląda wasz świat. On mi trochę opowiedział o sobie, gdy lecieliśmy, a potem trafiliśmy na was i voilà, koniec historii. - potarłam skronie, bo ból zaczął powracać. Robiło mi się zbyt ciepło.
 Nagle wszystko stało się większe. Astrid wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami. Spojrzałam po sobie; byłam ubrana w moją dziecięcą, błękitną piżamkę, przewiązaną fioletową tasiemką. Dookoła zaczęłam widzieć salę balową z zamku Arendell. Przede mną pojawiła się pięcioletnia Anna. Najpierw była z lodu, ale już po chwili zaczęło pojawiać się coraz więcej szczegółów i kolorów.
 - Nie... - wyszeptałam wstrząśnięta, uświadamiając sobie co zaraz się stanie, ale było już za późno. Straciłam władzę nad ciałem. Pomiędzy moimi dłoniami pojawiła się śnieżna kulka - Gotowa? - powiedziałam wbrew swojej woli. Miałam ochotę krzyczeć, by przestała, by odeszła, ale była uwięziona we własnym ciele.
 - Ychy, yhy, yhy - przytaknęła wpatrując się w moje ruchy. Rzuciłam kulkę pod sufit, a tam wybuchła i dookoła zaczął padać śnieg. Anka zaczęła biegać i śmiać się.
 - A patrz na to! - zawołałam, tupiąc nogą. Posadzka pokryła się lodem. Pięciolatka zachichotała. Gdy napadał śnieg, zaczęłyśmy lepić bałwana. Ustawiłam się za śnieżnym tworem i poruszając jego patykowatymi dłońmi powiedziałam - Cześć, jestem Olaf i trochę brakuje mi ciepła
 - Kocham cię, Olaf! - dziewczynka przytuliła bałwana, wpatrując się we mnie z radością. Potem zjechałyśmy ze zjeżdżalni. Anka wskoczyła na zaspę, a następnie dalej przed siebie. Tworzyłam pod jej stopami śnieżne górki, by nie spadła.
 - Łap mnie!
 - Ania, zaczekaj! - zawołałam. Nie nadążałam z robieniem górek, bo coraz szybciej skakała. Nagle poślizgnęłam się i straciłam równowagę - Anna! - krzyknęłam wyciągając w jej stronę dłoń, z której wystrzelił promień. Ugodził ją w głowę. Podbiegłam do niej przerażona; była lodowata - A-ania - wykrztusiłam zszokowana. W jej rudych włosach pojawiło się platynowe pasemko - Mamo, Tato! - wzywałam rodziców. Przycisnęłam do siebie zimną jak lód siostrę, łkając i powtarzając - Nie, nie...
 - Elsa, coś ty zrobiła? - usłyszałam głos ojca - Co za dużo to nie zdrowo!
 - To nie moja wina! Przepraszam Aniu...
 - Jest lodowata - powiedziała moja mama, zabierając Annę z moich rąk.
 Nagle wszystko znikło i znów byłam dorosła. Choć pamiętałam jak to się kończyło, że moja siostra żyje i nic jej nie jest, nie potrafiłam powstrzymać łez. Wspomnienie, które uczyniło mnie na powrót przerażoną dziewczynką, patrzącą jak jej siostra umiera na jej rękach, mocno mną wstrząsnęło.
 - Dlaczego wspominasz, skoro tak bardzo cię to boli? - spytała Astrid. Niemal zapomniałam o jej obecności.
 - Myślisz, że specjalnie odtwarzam najgorsze chwile mojego życia? - wychrypiałam - Gdybym mogła już dawno bym zapomniała, pogrzebała te wizje na dnie umysłu. Ale nie mogę - jęknęłam
 Coś szarpnęło mną w górę, wokół rozszalała się śnieżyca. Straciłam nad sobą kontrolę.
 - Elsa! Przed tym nie uciekniesz! - krzyczał Hans, przedzierając się przez burzę w moją stronę
 - Zaopiekuj się moją siostrą! - odwróciłam się w jego stronę, ale nadal się cofałam.
 - Twoją siostrą?! - jego słowa osadziły mnie w miejscu - Wróciła z gór zimna jak lód. Powiedziała, że zamroziłaś jej serce. Nie zdołałem jej już uratować! Skórę pokrył szron, włosy miała jak śnieg... Twoja siostra nie żyje! TY ją zabiłaś!
 - Nie... - wyszeptałam wstrząśnięta. Odwróciłam się, chwiejnie przechodząc dwa kroki i upadłam na kolana, płacząc. Śnieg opadł gwałtownie razem ze mną. Jak to możliwe, że Anna nie żyje... ale znałam odpowiedź. Promień, którym ugodziłam ja prosto w samo serce.
 Gdzieś z tyłu usłyszałam jak Hans wysuwa miecz z pochwy. Jego kroki. Ale nie chciałam walczyć, nie zasługiwałam na życie. Jestem morderczynią...
 - Nie! - krzyknęła Anna. Potem rozległ się dźwięk, jakby rozbitej klingi i ktoś upadł ciężko na podłoże. Niepewnie uniosłam głowę i zobaczyłam lód. Z strachem uświadomiłam sobie, że to moja siostra. Poświęciła się, by ratować mi życie, mimo że na to nie zasługiwałam.
 - Anna! - zawołałam, podrywając się z miejsca i stając na przeciw niej - Nie, nie, błagam... - jęknęłam. Objęłam Ankę, łkając - Nie, nie...
 Wszystko wokół rozpłynęło się, a ja uderzyłam boleśnie kolanami o ziemię.
 - To była twoja siostra? - spytała Astrid, przysiadając obok i podając mi materiałową chusteczkę
 - Tak - zachrypiałam, ocierając twarz
 - Zginęła żeby cię bronić. Musiała bardzo cię kochać - powiedziała blondynka
 - Anna jest wspaniałą osobą. Tak radosna i żywiołowa, a zarazem opiekuńcza i stanowcza... pewnie teraz się martwi, bo miałam ją odwiedzić. Znowu będzie wściekła, że poszłam bez słowa - uśmiechnęłam się lekko - Prawie mnie udusi przytulając i będzie mi zwymyślać, jak mogłam to zrobić. Kolejny raz.
 - Czyli ona żyje? - zapytała Astrid
 - Tak. Rozmarzła kilka minut po tym, jak się stało to co widziałaś. Teraz ma już męża, dwoje dzieci i włada całym Arendell
 - Jesteś zazdrosna? - blondyna uniosła brew
 - Nie - odparłam - Była królową przez dwa lata i wiem ile to pracy. Właściwie nie miałam własnego życia, ciągle tylko kontrolowanie papierów handlu, sprawy państwowe, spotkania z dygnitarzami... Nawet się człowiekowi wyspać nie dadzą.
 - Dobra, już nie marudź - roześmiała się dziewczyna. Lekko zaczynała mnie [znowu] boleć głowa, robiło mi się coraz cieplej.
 W pewnym momencie coś szarpnęło mnie i podniosło do góry. Natychmiast rozpoznałam scenerię wokół mnie. Machnęłam ręką i wzniosłam dookoła Astrid lodowe ściany
 - Ej! - krzyknęła kobieta, uderzając z całej siły pięścią w przeszkodę.
 - Tak będzie dla ciebie bez... - urwałam, bo straciłam kontrolę nad sobą
 - Oj, potrafisz, uwierz mi! - powiedziała Anna - Bo pierwszy raz jak sięga pamięć... - zaczęła śpiewać
 - Och, wolności sen omamił mnie! - odwróciłam się od niej
 - Niepotrzebnie boisz się...
 - Nie ucieknę od burz na serca dnie... - nasze głosy przeplatały się w piosence
 - Gdy staniemy ramię w ramię
 - Ta klątwa ofiar chce! - spojrzałam na swoje dłonie; dookoła coraz szybciej wirował śnieg
 - Naprawimy to co złe!
 - O, błagam cię już nie mów nic, już nie!
 - Spokojnie...
 - Tu wokół strach! - spojrzałam w lód przede mną. Miałam wrażenie, że moje odbicia są podpisane słowem "potwór"
 - Zobaczysz, zniknie mgła...
 - Tu śmierć we łzach! - odśpiewałam jej
 - Razem wszystko odmienimy - zaczęłam się obracać, wiatr szarpał mi włosami i peleryną; Anna miała problemy z utrzymaniem się na nogach - Już nie będzie wiecznej zimy! I staniesz w słońcu dnia jak ja!
 - Nieeeeee jaaaaaaa! - burza wchłonęła się do mojego serca, aby wystrzelić po chwili. Oddychałam ciężko. Wspomnienie wypuściło mnie ze swoich łap, a pode mną załamały się nogi. W oczach mi pociemniało, gdy uderzyłam głową o posadzkę.
 Kiedy rozchyliłam powieki, pochylały się nade mną trzy postacie: jedna szaro-czarna, druga biało-granatowa, a trzecia w odcieniach brązu i beżu. Zmusiłam się do otwarcia całkiem oczu, choć najchętniej odpłynęłabym w niebyt, i rozpoznałam ich.
 Jack, Pitch i Czkawka. Chwileczkę później zobaczyłam także Ząbek, Northa, Piaska i Zająca.
 - Więcej was Księżyc nie miał? - mruknęłam na wpółprzytomna

_________________________________
 Co sądzicie o nagłówku? I dlaczego waszym zdaniem wygląda właśnie tak?

czwartek, 20 sierpnia 2015

Informacja

UWAGA!
 Jeśli to czytasz, to wiedz, że te zmiany wyglądu są chwilowe. Zmieniam szablon, ale aby to zrobić muszę trochę pomieszać w HTML. A tego też powodu widzisz inny szablon. Przy odrobinie szczęścia jeszcze dziś będzie nowy, więc nie masz co się martwić.
Ania

Skończyłam! Nareszcie ;-;
 Jak Wam się podoba? I jak myślicie, czemu nagłówek wygląda akurat tak?
Zmęczona Ania

PS. Na wypadek, gdyby nagłówek nie był czytelny, twarz Jacka to odbicie w kuli :3

niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 41 - Ty...

 Razem z Czkawką poszłam do kuźni, bo mężczyzna musiał znaleźć kogoś.
 - Oj, chłopcze, Astrid się to nie spodoba - powiedział niewysoki, grubszy wiking z blond wąsami związanymi w warkocze i zrośniętymi brwiami. Ubrany był w żółtą koszulę z krótkim rękawem, brązowe spodnie w pasy i futrzaną kamizelkę, a na głowie żelazny hełm z dwoma rogami. Zamiast prawej nogi miał metalową protezę, a na miejscu lewej ręki... kowalski młot. Okeeej...
 - Nie no, czemu wszyscy myślą, że zdradzam Astrid?! - Czkawka wyrzucił ręce w górę, a Szczerbatek wydał z siebie dźwięk podobny do śmiechu.
 - Wiesz, tak jakby wyleciałeś w podróż i wróciłeś z dziewczyną - zwróciłam mu uwagę - Swoją drogą macie tu sporo wypadków jak widzę... - zmierzyłam wzrokiem protezy starszego mężczyzny
 - To z czasów wojny ze smokami, już aż tylu nie ma. Czkawka, matka cię nie nauczyła, że należy zająć się gościem? Dziewczyna pewnie zamarza! A tak właściwie jak się nazywasz, ślicznotko? Ja jestem Pyskacz Gbur - skłonił się szarmancko. Księżycu, czy oni nie mogą dać dzieciom normalnych imion, jak Anna czy Jack tylko Czkawka, Pyskacz, Valka...
 - Jestem Elsa, Strażniczka Wiary, dziecię zimy, Pani z Arendell - dygnęłam po królewsku - I ja naprawdę nie marznę. - miałam ochotę dodać słowa "Czy to tak trudno zrozumieć?!", ale uznałam, że zabrzmiałoby to wybitnie niewłaściwie.
 - No nie wiem, ta twoja sukienka nie wygląda na ciepłą...
 - Bo jest z lodu... długo by tłumaczyć! - odparłam lekko zniecierpliwiona. Czy oni naprawdę muszą zadawać tyle pytań? Czkawka widząc, że chociaż się uśmiecham, to jednak lekko zaciskam usta, wtrącił szybko:
 - Nie uważasz, Pyskacz, że wypadałoby urządzić ucztę z okazji przybycia gościa?
 - Dobry pomysł, wodzu. - nie mogłam się powstrzymać i utworzyłam za jego plecami śnieżkę, a potem cisnęłam ją prosto w tył jego głowy - Ej, które to?! - krzyknął odwracając się do grupki dzieciaków. Zachichotałam, zakrywając dłonią usta, patrząc jak gania maluchy, które rozpierzchły się na wszystkie strony.
 - Ty to zrobiłaś - bardziej stwierdził niż zapytał. W odpowiedzi tylko uśmiechnęłam się szeroko - Dobra, Pyskacz wszystko zorganizuje. Jak tylko przestanie gonić dzieci...
 - Czepiasz się. - mruknęłam
***
 Przyznaję, że wikingowie umieją ucztować. Stoły były suto zastawione różnego rodzaju mięsem, serami, jaczym mlekiem, a także piwem i wybornym miodem pitnym. Przyznaję się bez bicia, spróbowałam trochę. Sączysmark pokazał mi jak zrobić pyszny napój z miodu i piwa z odrobiną mleka jaka. Smakowało to wspaniale, więc wypiłam ze trzy kufle, zagryzając chlebem z serem.
 Miałam już lekkie zawroty głowy i było mi trochę za ciepło, ale mimo to była zadowolona. Chociaż usiłujący ze mną flirtować Sączysmark nie był zbyt miłym towarzystwem.
 - Kotku, mam w piwnicy siłownie, może wpadniesz poćwiczyć? - powiedział lekko bełkocząc, kładąc mi rękę na ramieniu
 - Zabierz rękę jeśli ci na niej zależy, mam chłopaka i drugiego nie potrzebuję - odepchnęłam go lekko
 - Ostra jesteś, mała - przysunął się nieco zbyt blisko. Kopnęłam jego krzesło, sprawiając, że lód rozsadził jedną z nóg i mężczyzna zwalił się na podłogę z hukiem.
 - Ups - powiedziałam złośliwie - Mówiłam łapy przy sobie.
 - Elso, a kim są tak właściwie Strażnicy? - zapytała Valka, matka Czkawki.
 - Jest nas siedmioro. Chronimy dzieci w niemagicznym świecie przed Asmodeuszem i jego sługami. Pierwszymi Strażnikami byli Ząbek, North, Piasek i Zając. Kilka lat temu dołączył do nich Jack Frost, a kilkanaście dni temu Księżyc wybrał mnie i Pitcha...
 Jeszcze długo ciągnęłyśmy tą rozmowę. Co jakiś czas też wtrącał się Czkawka, Pyskacz, Astrid, która jednak okazała się miła i Śledzik, którego interesował głównie fakt, że na przykład w Arendell nie ma smoków. Byłam lekko podchmielona, więc odpowiadałam na wszystkie pytania bez wahania. Mówiłam nawet rzeczy, o których na trzeźwo nigdy bym nie powiedziała. Zbytnia szczerość to jedna z wad alkoholu, przynajmniej w tym wypadku. Ale udało mi się zatrzymać dla siebie instrukcje jak dostać się do innych światów. Gdyby wikingowie nauczyli się przekraczać granice, North nie byłby zbytnio zadowolony...
 Co jakiś czas przybywał kolejny smok i z każdym było mi coraz cieplej tak, że miałam problemy z logicznym myśleniem, choć to może była wina piwa, dlatego już przestałam popijać. Momentami miałam wrażenie, że widzę ogień drzemiący w ich cielskach.
 Na zakończenie Czkawka wygłosił jakąś mowę; wszyscy wstaliśmy. Szczerbatek zaryczał i wszystkie smoki odrzuciły łby w tył i wystrzeliły strumieniami ognia w niebo.
 Jęknęłam, dotykając skroni, gdy poczułam promieniujące od nich fale gorąca. To nie była wina ognia, który wybuchnął na tle gwiazd, ale płomieni, które rozgrzały się do białości w ich wnętrzach.  Załamały się pode mną nogi i upadłam na ziemię. Miałam wrażenie, że wszystko wewnątrz mnie się topi. Nie do końca rozumiałam co się wokół mnie dzieje, głowa mi pulsowała bólem, nie mogłam się na niczym skupić.
 - Elsa, co się stało, Elsa! Słyszysz mnie?! - Czkawka pochylał się nade mną i poklepywał mnie po twarzy.
 - Za gorąco... do zimna... wysoko... - zaczęłam mówić bez ładu i składu, nie zbyt przytomna. Zaczął padać śnieg - Źle... muszę z dala... płomienie w nich...
 - Co jej się stało? - zapytał Astrid, która stała najbliżej
 - Smoki wystrzeliły, a ona upadła - odparła blondyna szybko
 - Płatek! Szczerbatek! - mężczyzna wziął mnie na ręce - Gdzie są nosze?! - usłyszałam tupot stóp i ktoś położył mnie na kawałku płótna, zapinając pasami - Płatek, weź to! - smoczyca warknęła i coś szarpnęło mną w górę. Pasy były widocznie po to, bym nie zsunęła się z tych prowizorycznych noszy
 Zimne powietrze trochę mnie ocuciło i zniknęło uczucie topienia się. Jednak nadal czułam ten gorąc, jakby zagnieździł się w moim wnętrzu. Wyswobodziłam rękę z więzów, położyłam sobie na sercu, które wydawało się być najbardziej rozpalone i wytężyłam umysł, starając się wykrzesać z dłoni zimno. Owszem, czułam kojący chłód na skórze, ale pod nią nadal szalał ogień. Nie mogłam skupić się na tyle, by zrobić coś więcej.
 Po kilku minutach lotu wylądowaliśmy w jakiejś jaskini, w której wejściu zalegał śnieg. Czkawka rozpiął trzymające mnie pasy, a Płatek zaczęła trącać mnie nosem. Mężczyzna pomógł mi usiąść.
 - Elsa, co się stało? - zapytał zaniepokojony
 - Smoczy Płomień się stał - odparłam skrzywiona, masując skronie. - Nie myślałam, że ogień może mi tak dokopać.
 - Jaki Smoczy Płomień? - zmarszczył brwi. Mimo, że byliśmy we wnętrzu jaskini, padał śnieg i wiał zimny wiatr.
 - Jak smoki wystrzeliły w niebo, to ich wewnętrzne płomienie rozpaliły się do białości. Gdyby to był zwykły ognień, to nic by mi się nie stało. Jednak on jest magiczny i w sumie nie wiem jak, ale mnie trochę poraził. Mam wrażenie jakby zagnieździł w moim wnętrzu, co bynajmniej dla mnie nie jest przyjemne. - uniósł pytająco brwi - Jest mi za gorąco, nie mogę myśleć...
 - Przynieść ci coś? Wodę albo coś? - zapytał zatroskany
 - Wodę poproszę - odparłam, przymykając oczy i opierając się o ścianę. Słyszałam jak powoli się oddala. Gdy tylko usłyszałam łopot skrzydeł Szczerbatka, pozwoliłam mojej mocy szaleć. Śnieżyca rozpętała się z ogromną mocą, uderzając z furią o ściany, wszystko pokrył lód i szron. A ja siedziałam w moim własnym tornadzie z lodowatego powietrza. Skupiając się z całej siły, a nie było to takie łatwe w moim stanie, próbowałam zgasić płomień w moim wnętrzu, ale nie wierzyłam, że mogę to zrobić. To jakby próbować zgasić ogień za pomocą pipety. Niemożliwe.
 Kiedy usłyszałam drapanie pazurów na lodzie, siłą woli zaczęłam uspokajać swoją moc. Kosztowało mnie to wiele sił, ale wstrzymałam ją na tyle, by mężczyzna mógł przejść.
 - Przepraszam za tą śnieżycę, ale coraz trudniej utrzymać mi kontrolę nad mocą. Ona chce mnie chronić - powiedziałam - Bywa dosyć... samodzielna. Dziękuję - dodałam biorąc od niego drewnianą szklankę wody. Tak, wiem, że to głupio brzmi, ale to wyglądało jak szklanka, a było z drewna.
 - Coś jeszcze ci przynieść? Jak się czujesz? -położył mi dłoń na czole; była delikatnie chłodna - Gorączki nie masz.
 - Cholera... - jęknęłam. Dotknęłam twarzy, ale nie wyczułam różnicy temperatury
 - Co się stało? - spytał zaniepokojony
 - Mam gorączkę i to dużą - odparłam słabo - Normalnie mam temperaturę o wiele niższą niż ludzie. Pamiętam, że jak jeszcze byłam człowiekiem, to miałam wrażenia, że Jack jest z lodu, taki był zimny... Czkawka?
 - Tak?
 - Nie chcę, aby to zabrzmiało niegrzecznie, ale jakbyś mógł jutro nie przychodzić. Zamierzam spróbować poradzić sobie z tym za pomocą mocy. Może mi się to wymknąć z pod kontroli, a nie chcę nikogo narażać - spojrzałam na niego błagalnie.
 - Rozumiem. Jednak i tak przylecę, choć dopiero o zmierzchu. Jesteś chora, nie myślisz logicznie. Możesz zrobić sobie krzywdę - uparciuch. W normalnych warunkach wściekłabym się, że traktuje mnie jak dziecko, ale teraz nie byłam w stanie się nawet poważnie zezłościć. Naprawdę było ze mną bardzo źle.
 - Dobrze... - westchnęłam zmęczonym głosem. Kontrolowanie mocy w tym stanie było bardzo trudne - Ale lepiej już idź, proszę
 - Elso...
 - Proszę - jęknęłam, łapiąc się za głowę -  To mnie przerasta
 Moc powoli zaczęła uwalniać się z mentalnych więzów, którymi ją skrępowałam. Próbowałam z nią walczyć, ale to tylko przyprawiało mnie o ból głowy. Z sufitu już spadały pierwsze płatki śniegu, a ze ścian zaczęły wyrastać małe, ale ostre jak brzytwa sople. Przyciągnęłam do siebie nogi i oparłam czoło o kolana, by ukryć łzy spływające po policzkach. Znów stałam się tą małą dziewczynką, nie mogącą poradzić sobie z własnymi emocjami. Bojącą się własnego cienia.
 Gdy odważyłam się podnieść głowę, zobaczyłam Czkawkę, który odchodził zrezygnowany ze zwieszonymi ramionami. Śnieg tłumił jego kroki, nawet stukot metalowej protezy. Patrzyłam zasmucona jak odlatywał. Znowu zostałam sama. Sama z ogniem, który usiłował mnie zniszczyć i lodem, który go powstrzymywał. Sama ze strachem i bólem, które wywoływała we mnie ta walka.
 - W końcu polazł stąd ten dupek - usłyszałam głos. Natychmiast odwróciłam się w stronę, z której dobiegał. W cieniu, w głębi jaskini, zauważyłam znajomą sylwetkę - Myślałam, że nigdy się stąd nie ruszy, cholerny rycerzyk
 Wydawało mi się, że nie potrafię się w tym stanie wściec, ale się myliłam. Gdy zobaczyłam tą dziewczynę o czekoladowych włosach i brązowych oczach od razu wszystko wokół mnie stało się czerwone.
 - Ty... - warknęłam rozsierdzona i wystrzeliłam w jej stronę szkarłatny promień.
 Ona jednak nie uchyliła się przed atakiem. Stała z tym swoim zawadiackim uśmiechem, tak podobnym do uśmiechu jej brata... Jej ciało na ułamek sekundy stało czarną się piaskową figurą z pustą przestrzenią w miejscu serca, w które celowałam. Gdy mój cios przeleciał na drugą stronę, dziura zamknęła się, a Emma znów wyglądała jak dawniej.
 - Strzelaj ile chcesz, Śnieżynko. Drugi raz już ci się nie uda. - spojrzała na mnie z wyższością
 - Po co tu przyszłaś? - wysyczałam
 - Mam dla ciebie ofertę, Królewno - odparła - Podaj mi rękę i żyj ze swoim ukochanym, wolna, niezależna od nikogo... wystarczy, że podasz mi rękę - kusiła aksamitnym, perswazyjnym głosem
 Strasznie tu gorąco, Lodówo. Tym razem nawet twój lód nie da rady - odezwał się głosik. I nagle wszystko nabrało takiego sensu, że mimo mojego stanu, zrozumiałam. To Emma była tym głosem. Specjalnie mnie tu ściągnęła...
 - Odwal się ode mnie. Nie będę się z tobą układać - warknęłam. Dziewczyna zacisnęła usta.
 - Będzie coraz gorzej - powiedziała - Będziesz przeżywać swoje koszmary raz po raz, aż w końcu sama zapragniesz umrzeć - wysyczała - Spłoniesz patrząc mu w oczy, po raz kolejny zostawiając go ze złamanym sercem. Znowu go złamiesz. Będzie patrzył jak umierasz,  bo byłaś zbyt dumna by przyjąć pomoc... - odwróciła się i rozpłynęła w ciemnościach.