środa, 24 sierpnia 2016

Rozdział 20 - Rebecca

 - Rebecca! - zawołała Melanie, rozchylając fioletowe zasłony, które sprawowały rolę drzwi do jaskini Wyroczni.
 - Nazywam się Rachel, ile razy mam ci to powtarzać?! - fuknęła niezadowolona mieszkanka owego lokalu, skryta gdzieś w głębi. Niby to była tylko jaskinia, ale wyposażona w sprzęty najnowszej generacji i kilka sztalug. Całe ściany były pokryte malunkami nieco podobnymi do tych prehistorycznych, ale te były staranniejsze i dokładniejsze. Przedstawiały różne sceny z mitologii, a także walki współczesnych herosów. Uwieczniła tam wojnę z tytanami, z Gają, odnalezienie Pioruna Piorunów, walkę w Labiryncie...
 Na jednej ze sztalug było płótno. Przedstawiało jakąś postać, której kształty były niemożliwie wręcz rozmazane, jedynie rozchylone usta i lekko uniesione oraz zmarszczone brwi się uchowały, a także napis "Obóz Herosów" na koszulce. W tle było widać lasek, który rósł na klifie, niedaleko pawilonu jadalnego.
 - Co to? - spytała zdziwiona córka Ateny. Wszystkie inne obrazy były wyraźne, tylko ten jeden rozmazany. Zza zakrętu wyszła dziewczyna o długi, rudych włosach, skręconych w drobne loczki, który wymykały się z luźnego koka. Miała zielone oczy i zadarty nosek, pokryty piegami. Mimo że była córką bogatych i wpływowych ludzi, miała na sobie starą, obszarpaną koszulkę i przetarte spodnie. Dodatkowo jej ręce, ubrania, nawet  trochę twarz i włosy, były poplamione farbą, zapewne niedawno coś malowała.
 - Jakaś dziewczyna - wzruszyła ramionami Wyrocznia, po czym zamknęła oczy, jakby skupiała się na czymś niezwykle trudnym - Ale nie mam pojęcia kto to. Wiem tylko, że stanie się to za miesiąc... może dwa. Będzie pełnia, jak dziś - kontynuowała - To jest mocno powiązane z Nikolą... tylko nie wiem jak - jęknęła, opadając na pufę. Powoli otworzyła oczy - To bardzo ważne... Nikt nie wie, co się wtedy wydarzy, nawet bogowie...
 - Wyczuwasz coś? - zapytała zaintrygowana Melanie
 - Tak, ale... to coś jest dziwne - zmarszczyła brwi rudowłosa - Wiem, że ktoś w okolicy... och, to trudno wyjaśnić. Jest inny. Taki sam, ale inny... to dziwne. Bogowie nie mogą tej osoby znaleźć, a robią wszystko co w ich mocy...
 - Po co chcą ją znaleźć? - spytała córka Ateny
 - Nie wiem. Nawet duch Pytii milknie, kiedy usiłuję się czegoś dowiedzieć. To tajemnica, najbardziej strzeżona przez bogów, bardziej nawet niż istnienie innych półbogów i magów. Nie wiem nawet, czy ta osoba jest w Obozie, czy w Nowym Jorku... Ale nie należy do naszego świata. Bogowie są zbyt dumni, żeby wam powiedzieć, że coś im poszło nie tak. Gdyby nie to, już dawno byliby w Obozie i przeszukiwali go. Ale nie chcą się przyznać, że zawiedli... że ta osoba nie jest pierwszą, która się przedostała... i nie ostatnią...
***
 - Anka, ja naprawdę nie jestem pewna, czy to...
 - Oj, nie jęcz! - wywróciła oczami Polka, dalej ciągnąc dziewczynę w kierunku areny. Nagle zatrzymała się, uderzając się otwartą dłonią w czoło i stając gwałtownie. Nikola o mały włos na nią nie wpadła - Cholera jasna! Zupełnie zapomniałam! - blondynka zawróciła w miejscu i szarpnęła Strażniczką w przeciwną stronę.
 - O co... - zaczęła skołowana kolorowowłosa, ale Anka zaraz wcięła się jej w słowo
 - Rita dziś odjeżdża! - zawołała, przyśpieszając - Za jakiś kwadrans jej nie będzie! Cholera jasna! Ja to zawsze muszę czegoś zapomnieć!
 Elsa nawet nie usiłowała przerywać jej psioczenia, które trwało dopóki w zasięgu ich wzroku nie znalazła się sosna na wzgórzu, na gałęzi której wisiało coś wyglądającego jak dywanik. Dodatkowo wokół pnia owinięty był wężopodobny stwór. A obok była kilkunastometrowa rzeźba jakiejś kobiety w chitonie.
 - Co to tak właściwie? - spytała Nikola, pokazując palcem przed siebie
 - To? Tyle tu jesteś i na prawdę nie wiesz? - zdziwiła się Anka. Wilk pokręciła głową - To wzgórze, nazywane jest Wzgórzem Thalii. Kilka lat temu, z dziesięć chyba, pewien satyr miał za zadanie sprowadzić trójkę herosów do obozu. Znaczy miał wyznaczone tylko zabrać Thalię, córkę Zeusa, ale nie chciał zostawić Annabeth i Luke'a. Cyklopy dorwały ich u stóp wzgórza, a wtedy Thalia stanęła do walki z nimi, dając w ten sposób pozostałej trójce szansę na ucieczkę. Niestety poległa, jednak jej ojciec postanowił ją pozostawić przy życiu, zmieniając ją w drzewo, które jest jednocześnie barierą Obozu. Dlatego żaden potwór nie może się tu dostać. Ten dywanik to Złote Runo, które przywieźli z wyprawy Percy, Annabeth, Grover i Clarisse. Zadziałało nieco zbyt dobrze. Nie tylko uzdrowiło drzewo, ale i wyciągnęło z niego Thalię. Smok go pilnuje. A ten posąg to Atena Partenos, grecki staroć, dzięki niemu zaprowadzono pokój pomiędzy Rzymianami i Grekami. W wyprawie, w której go znaleziono też brała udział Annabeth i Percy.
 - Kim oni są? - spytała zaciekawiona Strażniczka. Polka spojrzała na nią z dziwnym uśmiechem, który bardziej wyglądał jak grymas.
 - To jak bardzo mało wiesz o Obozie aż boli - stwierdziła - Potem ci wyjaśnię, Rita czeka!
 Frozenchild spojrzała przed siebie. Rzeczywiście, córka Hebe już na nie czekała. Dziewczyna na powitanie pokazała im kartkę z napisem "Gdybym cię nie znała, Anka, stwierdziłabym, że zapomniałaś"
 - Ale mnie z nasz - wyszczerzyła się Polka - Ja tylko trzymałam cie w niepewności, czy się pojawimy - dodała
 - Musisz odjeżdżać? - zapytała ze smutkiem Nikola. Watson spojrzała na nią z lekkim żalem, po czym szybko napisała w notatniku.
 "Za tydzień zaczyna się szkoła, muszę w końcu się wziąć za przygotowania"
 - Chwila, który dzisiaj? - spytała zaskoczona Wilk
 - Dwudziesty czwarty sierpnia? - odpowiedziała blondynka, unosząc brew
 Elsa uciekła wzrokiem w bok. Czy naprawdę spędziła tu już tyle czasu?
***
 - Masz jakieś doświadczenie w walce mieczami? - spytał brązowooki chłopak z ciemnymi włosami ściętymi na rekruta. Był też mocno umięśniony, prawie jak jakiś ciężarowiec. Nazywał się Marco, był synem boga wojny, Aresa, i okazjonalnie nauczycielem szermierki. Dziś zastępował Percy'ego, który jeszcze nie wrócił z Nowego Rzymu.
 - Mój znajomy pokazał mi kilka sztuczek, ale nigdy nie walczyłam - odparła nieco niepewnie Nikola.
 - Ustaw się tak jak ja - polecił, rozstawiając nogi na szerokość ramion i unosząc lekko ugięte ręce - Prawa ręka wyżej - puknął płazem miecza w jej łokieć - I nogi nieco szerzej, bo cię pierwszy lepszy cios zwali z nóg
 Jeszcze chwilę tłumaczył jej jak ma się ustawić, po czym przeszedł do prezentowania podstawowych ataków. Dziewczyna nie była zbyt przekonana do nauki walki. Tu miała zacząć od początku i dożyć spokojnej starości, a nie wymachiwać mieczem. Przecież praktycznie całe jej poprzednie życie opierało się na odwiecznej wojnie.
 Chociaż kiedy przypomniała sobie tego stwora, który zaatakował ją na samym początku, chyba jednak była skłonna nieco się nauczyć. Obiecała sobie, że nigdy więcej nie użyje swojej mocy, a jakoś się musi bronić przed potworami, których podobno było wiele na świecie.
 Trening poszedł jej zaskakująco dobrze. Dobrze, czyli omal nie rozbroiła Marco, bo chłopak nie spodziewał się, że cokolwiek będzie umiała. A jak się okazało, podstaw nie znała zbyt dobrze,jednak kilka trudniejszych cięć wykonywała bezbłędnie.
 - Łał, super ci poszło! - zawołała z uśmiechem Anka. Obserwowała cały jej trening z ławki rezerwowych - Nie mówiłaś, że umiesz walczyć!
 - Nicole Walk! - rozniósł się krzyk po całej arenie. Zaskoczona Nikola odwróciła się i napotkała wzrok nieźle wkurzonej Melanie - Kim jesteś?! - krzyknęła, dźgając Strażniczkę w klatkę piersiową i zmuszając ją do cofnięcia. Zaskoczona niebieskooka wypuściła miecz z ręki.
 - Ejejejejej! - pomiędzy nie szybko wepchnęła się Polka - Mel, przypominam ci, że nadal masz zakaz zbliżania się do Nikoli i nie powinnaś tak na nią naskakiwać!
 - To niech mi powie kim do cholery jest! - wrzasnęła rozzłoszczona córka Ateny. Przestraszona Wilk przemknęła pod ręką blondynki i wybiegła z areny
 - No i widzisz co narobiłaś? - warknęła niezadowolona okularnica - Masz jej nie nachodzić, jasne?
 - Rebecca powiedziała, że w okolicy jest ktoś, kogo szukają bogowie - zaoponowała kasztanowowłosa - Ta osoba może być niebezpieczna. A jeśli to Nicole?
 Anka z zamyśleniem i lekkim niepokojem spojrzała w stronę wyjścia z areny, którym dopiero co wybiegła Strażniczka. Praktycznie nic nie wiedziała o tej dziewczynie, jej historia była zmyślona, a dodatkowo ona nie chciała nic o sobie powiedzieć.
 - Okej, może to i jest ona, ale ja się tym zajmę - powiedziała - Jesteśmy na dobrej drodze do zaprzyjaźnienia się, więc powinno mi się udać coś z niej wyciągnąć
~*~
 Przepraszam za tak długą nieobecność ;-;  Niestety jestem ze wsi z sadem, borówka się sama nie oberwie, ani jabłka się nie skopią :/  Wieczorami jestem tak zmęczona, że to tam na górze, to naprawdę chwilowo jest szczyt moich możliwości :(
 Info dla tych, którzy chcą w końcu Jacka: Spokojnie, przewiduję, że pojawi się przed 30 albo nawet 25 piątym rozdziałem, teraz to już wszystko zależy jak potoczy mi się akcja :3

czwartek, 21 lipca 2016

Rozdział 19 - Słucham?!

 Elsa patrzyła z lekką obawą jak Lucy ustawia coraz więcej kosmetyków oraz przyborów na czwartym stole. Rudowłosa kazała dziewczynie usiąść na obrotowym krześle obok niego i grzecznie czekać.
 Ale Strażniczka Wiary mimo to się stresowała, czemu dawała upust po przez wystukiwanie różnych rytmów palcami na nodze. Po prostu te wszystkie farby, pudełeczka, szczotki, grzebyki i Księżyc wie co jeszcze ją przerażały.
 - Ufasz mi? - spytała Lucy, biorąc do ręki nożyczki i kosmyk jej mokrych włosów
 - Tak po namyśle to raczej nie - stwierdziła słabym głosem brązowowłosa, na co córka Afrodyty się roześmiała
 - Spokojnie, projekt zatwierdzony przez Piper - powiedziała ruda - W większości - dodała cichutko pod nosem
 - Słucham?!
***
 Nikola z niecierpliwością wyczekiwała momentu, kiedy Lucy w końcu zakończy swoje dzieło. Na głowie miała już któryś raz pianę, hennę na brwiach oraz rzęsach i...
 - Au! - pisnęła dziewczyna, za późno orientując się co robi jej znajoma. Spojrzała na nią z wyrzutem - Postanowiłam ci zaufać, ale mogłaś uprzedzić!
 - Ups - zachichotała rudowłosa, przekłuwając jej drugie ucho i brew, na co ta jęknęła - Spokojnie, to tylko trzy kolczyki - dodała, ścierając hennę i nakładając kolejną porcję kosmetyków na jej twarz - Zamknij oczy - poleciła. Wilk grzecznie wypełniła nakaz i czekała na dalszy rozwój wypadków. Nie miała bladego pojęcia co się dzieje z jej wyglądem, bo córka Afrodyty pozasłaniała wszystkie lustra w zasięgu jej wzroku, żeby dziewczyna się przypadkiem nie zobaczyła przed końcem transformacji. Planowała dla niej ogromną niespodziankę - Skoro jesteś z Polski i to raczej nie przyjechałaś tu bez bagażu. Dlaczego go nie zabrałaś tutaj? Przecież wolno opuszczać Obóz, to tylko jest niewskazane, ale niektórzy i tak to robią. Jestem pewna, że Chejron by ci pozwolił - stwierdziła ruda. Podczas ścinania i odmieniania włosów byłej królowej Arendell, zdążyły chwilę porozmawiać. Okazało się, że Lucy wcale nie jest taka zła, tylko bardzo bezpośrednia.
 - Nie miałam czasu się spakować, to była bardziej ucieczka - powiedziała cicho, lekko zawstydzona. Musiała podtrzymywać wersję, którą opowiedziała Melanie i Ricie. W sumie była to prawda tylko nieco przekręcona i dopasowana do niemagicznych realiów.
 - Jakieś wymagania co do tatuaży, czy mogę przyszaleć? - zapytała rudowłosa. Elsa zawahała się chwilę przed odpowiedzią.
 - Mogę kartkę? - poprosiła. Lucy szybko podsunęła jakiś papier, ale nie mogąc namierzyć długopisu, podała jej eyeliner - Jakbyś mogła to gdzieś wpasować... - narysowała cztery znaczki. Pierwszy przypominał kanciastą rybę stojącą na ogonie, drugi dwa "P" z trójkątami zamiast brzuszków, trzeci był pionową kreską, a ostatni strzałką skierowaną w górę. Runy - O ile to nie problem, oczywiście - dodała szybko. Córka z zaciekawieniem przyjrzała się rysunkowi.
 - Co to znaczy?
 - Opila, mannaz, isa, teiwaz - oznajmiła Strażniczka zamyślona - "Pomijać"* zapisane północnymi runami
 - Damy radę - stwierdziła Lucy, biorąc do rąk kieliszek z czarną mazią i cienki pędzelek - Przed czym uciekałaś? Może przed mafią? - ostatnie zdanie było tylko żartem, ale Elsa pokiwała głową.
 - Można tak powiedzieć. Chociaż mówiliśmy o sobie Strażnicy i byliśmy raczej samozwańczą policją, a nie grupą przestępczą. Chroniliśmy.
 - Serio? Mogłabyś mi więcej o nich opowiedzieć? - poprosiła dziewczyna, malując jej usta. Nikola wykorzystała tą chwilę na przypomnienie sobie co mówiła wcześniej, żeby przypadkiem nie zacząć sobie zaprzeczać
 - Naszą Bazą był dom Mikołaja - zaczęła wybranka Księżyca - On mieszkał pod miastem, niezbyt daleko, ale na odludziu. Nie wiem jak zaczęła się ich przygoda z Panem Księżycem, nigdy właściwie o to nie zapytałam... byli praktycznie rodziną. Stefan opiekował się od małego Amandą, bo któregoś dnia przyszła do niego stara przyjaciółka z czarnowłosą pięciolatką i błagała, żeby się zajął jej córką. Nigdy po nią nie wróciła. Za to po latach przybył do nich Oliwier, twierdząc, że jest bratem Amandy. Jak dla mnie to mało prawdopodobne, ale faktem jest, że został. Z Jackiem była inna historia. Był dla nich raczej uciążliwy, często wkradał się do Bazy i żaden alarm nie był w stanie go powstrzymać. Psy zresztą też nie, wręcz przeciwnie, uwielbiały go. Nie kradł dużo, tylko trochę jedzenia, bo jak się potem okazało od dawna żył na ulicy. Był sierotą, bo cała jego rodzina spłonęła w pożarze. Nie miał zamiaru też pozwolić, by zabrali go do sierocińca, dlatego ukrywał się i dopuszczał się drobnych kradzieży, żeby przeżyć. Któregoś dnia zabrał broń. Zapasową szablę Mikołaja i pistolety, które trzymali w zapasie.
 Kilka dni później Strażnicy wybrali się na akcję, bo ktoś z gangu Asmodeusza, naszych przeciwników, zaczął zbytnio rozrabiać i trzeba było go uświadomić. Oliwier prawie zginął, kiedy zostali zagonieni w zaułek, ale na szczęście Jacek, który obserwował ich od dłuższego czasu, zrobił sobie ze sznurka coś w rodzaju bungee i zablokował pocisk szpadą. Potem zrzucił im drabinkę do jednego z balkonów opuszczonego bloku. Strażnicy wahali się, to oczywiste, jednak Jacek miał i na to sposób. "To chyba twoja szpada, dziadku" zadrwił i zwiał na górę. Mikołaj wręcz kochał swoją broń, dlatego pognał zaraz za nim, a reszta goniła ich dwójkę. Złapali go, ale mam wrażenie, że to tylko dlatego, że im na to pozwolił. Bo kiedy on nie chciał, żeby ktoś go złapał, to był niedościgniony. Biegał strasznie szybko i skakał niemal po wszystkim. Po murkach, parapetach, ławkach, samochodach, wiatach na przystankach... jako że żył tak długo na minimalnej ilości jedzenia z dużą aktywnością, bo musiał nieraz uciekać, był przeraźliwie wręcz chudy i lekki.
 W Bazie jakoś nie za bardzo wyglądał na zdenerwowanego, a przecież został złapany przez ludzi z bronią, których okradał od co najmniej dwóch lat. Chociaż on nigdy nic nie bierze na poważnie...
***
 - Załóż to - poleciła Lucy, wciskając Nikoli w ręce zwinięte w kulkę ciuchy. Pogoniła ją do łazienki, gdzie swoją drogę też lustro było zasłonięte. Strażniczka popatrzyła niepewnie na ubrania w swoich rękach.
 Były to szary, mięciutki sweterek z czarnym sercem z przodu i dekoltem w łódeczkę, jasne dżinsy i jasnoszaroniebieskie trampki z białymi podeszwami sięgające przed kostkę.
 Westchnęła cicho i zdjęła swoje ubrania. Na chwilę się zawahała, wyczuwając pod palcami łańcuszek z zawieszką w kształcie śnieżynki, ale założyła cuchy, które dostała.
 "No dobra, nie będzie tak źle", pomyślała pozwalając sobie na odrobinę nadziei. Może to się uda? Te ciuchy były nawet fajne i szczerze mówiąc, mogła by je spokojnie nosić całe życie. Ciekawa była tylko co zobaczy, kiedy spojrzy w lustro.
 - Złotko, nie mamy całego dnia! - rozległ się głos Piper. Indianka nie mogła niestety być podczas przemiany, ale wpadła zobaczyć efekty. Tak samo jak Anka - I nie patrz w lustro! To ma być niespodzianka!
 Elsa ubrała się pośpiesznie i z lekkim zawahaniem wyszła z łazienki. Polka weszła do domku Afrodyty dopiero po tym, jak Strażniczka weszła do owego pomieszczenia, więc nie widziała jak wygląda jej koleżanka. Ale jak już ją zobaczyła, to opadła jej szczęka.
 - Ona wygląda super! Zarąbiście! - wykrzyknęła - Zawsze wiedziałam, że świetnie zmieniasz ludzi, ale serio serijo, nie poznałabym jej, gdybym nie wiedziała, że to ona!
 - Ania, ale wiesz, że my nie znamy polskiego? - wtrąciła się grupowa domku - Może by tak po angielsku?
 - Wybacz, nie celowo - zachichotała blondynka - To jest po prostu wspaniała robota...
 Dalej Nikola jej nie słuchała. Ze zdziwieniem wpatrywała się w lustro, które przytrzymywała Lucy. Dziewczyna, którą w nim widziała, nie była nią. A przynajmniej nie wyglądała.
 Tamta dziewczyna miała włosy do ramion, u góry, w około jednej trzeciej były czarne, a dalej jasnoszaroniebieskie, praktycznie w tym samym odcieniu co buty i tęczówki. Jej oczy nie wyglądały na tak ogromne i były delikatnie, niemal niezauważalnie podkreślone ciemnym cieniem do powiek i eyelinerem. Usta pełniejsze i lekko podkreślone różową matową szminką. Nawet jej twarz zdawała się być bardziej pociągła, z zarysowanymi kośćmi policzkowymi. W uszach miała dwie srebrne kuleczki, w brwi zaś coś w rodzaju łuku zabezpieczonego maleńkimi kwadracikami.
 Bardziej jednak zainteresowały Strażniczkę tatuaże, które zrobiła jej Lucy. Pod prawym okiem miała runy, pod lewym trzy kropki, na obojczykach zaś ważkę i dmuchawca, którego ziarenka w locie zmieniały się w ptaki.
 Elsa z Arendell była królową lodu o chłodnym spojrzeniu ogromnych oczu i okrągłej twarzy, która często przybierała maskę lodowatego spokoju.
 Elsa Frozenchild była Strażniczką Wiary z ciemnobrązowymi włosami, tęczówkami barwy płynnego złota i ognistym temperamentem.
 Nikola była słodką siedemnastoletnią dziewczyną z tatuażami, dużymi oczami i delikatnej urodzie rusałki. Była ładna, urocza i uśmiechnięta.
 To naprawdę nowy początek. Teraz już nigdy nie wróci do tamtego wymiaru, do Strażników czy nawet rodziny. Tak będzie lepiej dla wszystkich, dla niej samej też.
 "Ktoś zarzuca ci egoizm i co z tego? Masz pełne prawo by się bronić"
 Czas zacząć myśleć też osobie.


________
*- chodzi mi o słowo "Omit", które wg wujka Google oznacza "Pomijać". One rozmawiają po angielsku, dlatego stwierdzenie "Omit czyli pomijać", ergo w tym języku "Pomijać czyli pomijać", byłoby zdeczka bez sensu

środa, 13 lipca 2016

Rozdział 18 - Dobsz...

 Anka zaciągnęła Elsę do wnętrza domku, który wyglądał jak mieszkanie lalki barbie. Z zewnątrz jeszcze nie było tak źle, szare ściany, pomalowany dach i niebiesko-białe filary wyglądały majestatycznie, jednak wnętrze psuło ten efekt. Jak na gust Nikoli było zbyt przesłodzone. Różowe ściany z białymi wykończeniami, rubinowe drzwi, pastelowo zielone ramy łóżek i (jak podejrzewała Strażniczka) w zależności od płci błękitna bądź fiołkowa pościel. Przy każdym z nich stał kufer z imieniem właściciela. Dodatkowo wszędzie było czuć drogie perfumy. Nie były one oczywiście brzydkie, raczej idealnie pasowały do wystroju, jednak nie trafiało to w gust dziewczyny. Wolała albo królewski przepych, albo prostotę.
 Dodatkowo wszyscy mieszkańcy tego przybytku byli niezwykle piękni. Prawie jak lalki w domku dla lalek! Dziewczyna, która właśnie ścieliła swoje łóżko miała lśniące, czarne włosy do pasa, jasną cerę i pełne malinowe usta. Kiedy się obróciła, by włożyć złożony koc do kufra, Elsa dostrzegła jej twarz w całej okazałości. Lekko zarysowane kości policzkowe, błękitne oczy, idealnie dopasowany brązowy cień do powiek i delikatny róż na policzki nadawał jej wygląda Królewny Śnieżki. Miała także ładną figurę, wąskie ramiona i biodra, szczupłą talię...
 - O, hej! - zawołała jakaś dziewczyna. Jej nieco ciemniejsza karnacja, nierówno ścięte ciemnobrązowe włosy i zielone oczy przywodziły na myśl dziką Amerykę. Może była po części indianką? Miała właśnie taki typ urody - Cześć, Anka! - przywitała Polkę - A my to się chyba nie znamy. Piper McLean, córka Afrodyty - zwróciła się do Strażniczki
 - Nikola Wilk, nieuznana - odparła lekko niepewnie Elsa
 - Drachma, że to moja siostra albo córka Apolla? - rzuciła do Samuli
 - Stoi! - zawołała chętnie dziewczyna - Nie widziałaś gdzieś Lucy? Sprawa niecierpiąca zwłoki
 - Jest na randce z Derekiem od Hebe. Są razem od dwóch tygodni. To chyba jej najdłuższy związek w życiu - oznajmiła Indianka - Ale może ja będę w stanie wam pomóc?
 - Chodzi o zmianę wyglądu. Ale taką zupełną - blondynka zamachała rękami, usiłując określić o co jej chodzi. Była w tej chwili tak podobna do Anny z Arendell, że aż Elsa poczuła jak łzy gromadzą się jej w oczach. Zamrugała szybko, odganiając groźbę rychłego płaczu - Tak, żeby sama się ledwo w lustrze rozpoznała!
 - Ale po co aż tak? - zdziwiła się Piper - Nie lepiej zacząć od czegoś małego? - Polka westchnęła
 - Kola miała dosyć... traumatyczną przeszłość i chce zacząć od nowa. A do tego potrzebuje zmian! - wyrzuciła ręce w górę - Dlatego szukałam Lucy! Wiesz jak ona uwielbia takie przemiany.
 - Ale chyba nie wróci do jutra - oznajmiła przepraszająco McLean - Podobno wymknęła się już z Obozu i jest na jakiejś imprezie w Nowym Jorku. A co do tej odmiany, to jako grupowa czuję się zobowiązana do zastąpienia jej - dodała z psotniczymi ognikami w oczach. Widać było, że to nie jedyny powód, dla którego chciała to zrobić - Jakieś specjalne wymogi?
 - Włosy nie mogą być ani platynowe, ani ciemnobrązowe, a oczy niebieskie czy złote - powiedziała niepewnie Elsa. Córka Afrodyty obrzuciła ją badawczym spojrzeniem. Po kilku minutach wnikliwej obserwacji odwróciła się i zaczęła grzebać w kufrze ze swoim imieniem. Strażniczka nawet nie zauważyła, że stoją obok jej łóżka. Indianka zaklęła cicho - Muszę zarządzić w końcu inwentaryzację kosmetyków! Niestety ja farb, ani nic nie mam, ale założę się, że większość ma. Jak się zbiorą wieczorem, to się dowiem, czy potrzebne rzeczy są na miejscu, czy trzeba kogoś wysłać do miasta. Jutro do obiadu powinnam się ze wszystkim wyrobić.
 - Aż tak bardzo ci brakuje Jasona? - spytała Polka
 - Po prostu muszę się czymś zająć - jęknęła Piper - Jestem grupową, nie powinnam opuszczać swoich na zbyt długo. Nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym być teraz z nim w Obozie Jupiter...
 Elsa uciekła od nich wzrokiem. Te słowa... McLean była prawdziwą przywódczynią taką, jaką ona powinna być. Albo chociaż częścią zespołu. Ta córka Afrodyty nie uciekała przed odpowiedzialnością. Została na swoim stanowisku, mimo że Jason, który był zapewne jej ukochanym, wyjechał. Ona też powinna zostać. Pomimo tego wszystkiego co się wydarzyło.
 Ale zawiodła. Znowu. Najpierw swój lud, teraz Strażników. Była zbyt słaba... nie potrafiła walczyć, ciągle uciekała.
 A kiedy już zaczęła, nie potrafiła przestać. Nie była nawet pewna ile tu wytrzyma. Jedna osoba, ta na którą była skazana na czas nieokreślony, wiedziała, że Strażniczka kłamie. Pytanie brzmiało tyko kiedy poskłada w całość resztę faktów i wydobędzie na światło dzienne prawdę: Elsa nie miała najmniejszego prawa tu przebywać.
 Ale dałoby się to opóźnić. Musiałaby tylko sprawić, że Anka jej uwierzy. Tylko wykorzystać odrobinę swojej mocy...
***
  Nikola siedziała na swojej pościeli z kolanami przyciągniętymi do brody. Nie była to zbyt wygodna pozycja na kanadyjce, jednej z dwóch, które Polka pożyczyła dla nich, ale dziewczyna czuła taką potrzebę. Musiała sobie to wszystko spokojnie przemyśleć. To co zamierzała zrobić było drastycznym krokiem, dlatego nie mogła podjąć go bez dokładnego przemyślenia.
 Argumenty za: uniknie wykrycia, będzie bezpieczna.
 Argumenty przeciw: to nie fair wobec samej Anki i godzi we wszystkie wartości jakie wyznawała Elsa.
 Ale Elsa została w tamtym świecie, tu jest tylko Nikola.
 Zdecydowana wstała z kanadyjki i podeszła cichutko do śpiącej Polki. Wyciągnęła w jej kierunku drżącą rękę i...
 - Nie wiem co robisz, ale przestań, bo to wygląda co najmniej dziwnie - mruknęła zaspanym głosem blondynka. Strażniczka odskoczyła od niej gwałtownie.
 - Myślałam...
 - Że śpię? - dokończyła za nią, ziewając. Wyciągnęła się na łóżku, wydając z siebie cichy pomruk - Wybacz, że cię zawiodę, ale strasznie długo zasypiam. I zanim zasnę, to uchylam powiekę, więc co nieco widzę. I nie wiem co chciałaś zrobić, ale nie rób tego. Nikomu nic nie powiem - podniosła ręce w obronnym geście - Jestem po prostu strasznie ciekawska, a ty nie umiesz tworzyć na szybkiego wiarygodnych historyjek. A poza tym, ciesz się, że Mel ma zakaz zbliżania się do ciebie, bo skoro ja to zauważyłam to istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że ona tym bardziej. - Elsa schowała twarz w dłoniach
 - Wszystko poszło nie tak... - jęknęła - Nie tak!
 - Nie musisz znowu uciekać - oznajmiła Anka - Obóz może stać się twoim azylem. Pomogę ci. Jeśli Piper się postara, ten twój chłoptaś nawet jak tu trafi, co mało prawdopodobne, to cię nie rozpozna. Jesteś herosem, Nikola, a my potrafimy sobie radzić. Będzie dobrze, zobaczysz.
 - On mnie zostawił - powiedziała pustym głosem Strażniczka - Nie byłam wystarczająco dobra. Za brzydka, za głupia...
 - Ejejejejejej! - uciszyła ją Polka - Jeszcze raz powiesz mi, że jesteś brzydka i głupia, a przysięgam, że cię rąbnę. Kobieto! Połowa Obozu za tobą się ogląda, dodajmy, że ta druga tego nie robi, bo jest w związku, a ty mi chrzanisz, że jesteś brzydka? Co ty, kompleksy masz? Ogromne oczy, zgrabny nos - pstryknęła ją lekko w wymienione miejsce - i idealnie dopasowane usta, okrągła, ale nie dziecięca twarz i włosy, które wyglądają jakbyś dopiero co wyszła od fryzjera. - pociągnęła delikatnie kosmyk jej włosów - Jesteś jednym z ideałów, z tej samej partii co dzieci Afrodyty, bogini piękna! I niewielu domyśla się do kogo należy który domek na podstawie jednej osoby! Po prostu... - odetchnęła głęboko - Po prostu walnij się w tą łepetynę, to może ci się przejaśni! - przejechała sobie dłonią po twarzy i westchnęła - Powiedz mi, jak to jest, że tego dupka tu nie ma, a ty dalej pozwalasz się mu kontrolować?
 - Co masz na myśli? - zapytała nieco zaskoczona Elsa. Jak to kontrolować?
 - Dałaś sobie wmówić, że to twoja wina, a tak naprawdę to on tu jest idiotą! - zawołała Anka, wznosząc ręce ku niebu - Żyj tak, że jeśli tu trafi to pożałuje, że cię zostawił. Niech wie co stracił! Zaszalej! Weź się w końcu w garść i nie rycz za tym debilem. Jak życie daje ci cytryny zrób z nich lemoniadę! - wyrzuciła ręce w górę, po czym uświadamiając sobie co właśnie powiedziała, uderzyła się otwartą dłonią w twarz, wywołując śmiech u Frozenchild - Nie, to chyba jednak nie ten cytat...
 - No, chyba nie - przytaknęła brązowowłosa, wciąż rozbawiona
 - Ale tak na poważnie: jestem kobietą. Urodziła mnie kobieta. Moją mamę urodziła kobieta. Każdego faceta też urodziła kobieta. Kobiety są całą mocą tego świata. Ale mówią o nas słaba płeć... my nie jesteśmy słabe. Jesteśmy niezniszczalne. Żyj tak, żebyś jak spojrzysz za siebie była dumna. Uśmiechając się, idąc do przodu, walcząc, upadając i podnosząc się bez osoby, bez której nie wyobrażałaś sobie życia.
***
 - To aby na pewno dobry pomysł? - Elsa nie była do końca przekonana, szczególnie kiedy zobaczyła calutki stół zastawiony kosmetykami. I obok drugi z przyborami do nich. I jeszcze jeden z rzeczami do charakteryzacji.
 - Jasne! - zaklaskała w dłonie Lucy. Kiedy Strażniczka i Anka przyszły dziś do domku Afrodyty dziewczyna już była. Co prawda ledwo żyjąca i na kacu, ale zaraz ożywiła się na wieść o możliwości ucharakteryzowana kogoś. Jednak Nikola straciła całą pewność siebie, kiedy ją zobaczyła.
 Lucy miała rozpuszczone rude włosy z dwoma koczkami u góry i headpiece zrobiony z wielu matowozłotych łańcuszków, z których niektóre zwisały do ramion. Ale to była ta najnormalniejsza część.
 Skórę chyba pomalowała specjalnymi farbkami, bo nie dość, że była żółtawa, to niemal całą jej twarz (prócz okolic nosa, wewnętrznych kącików oczu i ust) była pokryta czerwonymi łuskami, z których każda lśniła w świetle. Tak samo szyja, ramiona, przedramiona i nogi z zewnątrz oraz dłonie i stopy z wierzchu. Widać to było doskonale, bo miała na sobie wydekoldowany crop top bez ramion i coś co zapewne było leginsami, ale obcięte do półuda. I to zapewne też sama pomalowała, bo wyglądało prawie jakby nic na sobie nie miała, tylko właśnie te łuski zasłaniały jej piersi i miejsca intymne. Dodatkowo oczy miała żółte z pionowymi źrenicami i złote pazury zamiast paznokci, tak dla dopełnienia efektu.
 Wyglądała jak połączenie smoka i człowieka, i choć było to jedynie narysowane, wyszło bardzo naturalnie. Była niemal naga, ale nie wyglądała prowokacyjnie czy nieprzyzwoicie. Po prostu magicznie.
 - Spokojnie, przypilnuję, żeby nie wymyśliła nic strasznego - zaoferowała się Piper.
 - Chodzi ci o to jak wyglądam? - spytała zaskoczona Lucy - Bogowie, serio? - roześmiała się głośno, a Elsa zarumieniła się ze wstydu - Po prostu wczoraj była przebierana impreza i to mój strój! - rozłożyła ręce i zrobiła piruet, prezentując się w całej okazałości - Wróciłam nad ranem i byłam wyczerpana, dlatego nie pozbyłam się tej charakteryzacji. A poza tym podoba mi się - dodała. Przyjrzała się Wilk uważnie, dokładnie lustrując jej twarz i sylwetkę - Kształtuje mi się już wizja twojej przemiany, ale mam jedno pytanie. Dlaczego masz na sobie tylko obozowe ciuchy i to zakrywające całe ciało. Ja bym się w tym ugotowała, mamy lato, helloooł...
 - Miałam w torebce trochę rzeczy, ale straciłam ją podczas ataku tego potwora - mruknęła cicho Elsa, naciągając rękawy swetra jeszcze mocniej, tak że zakrywały niemal całe dłonie - A te ciuchy... po prostu mi zimno... - bąknęła
 - Ta. Jasne. Już ci wierzę. - przewróciła oczami córka Afrodyty - Na dworze jest sto stopni*! Tniesz się, tak? - zapytała prosto z mostu
 - Nie, nie tnę się - warknęła złotooka. Lucy fuknęła, po czym złapała ją za nadgarstek, odciągając materiał i odkryła blizny po ranach. Strażniczka szybko wyszarpnęła rękę z jej uścisku, przyciskając ją do piersi i spoglądając wrogo na Smoczycę
 - A to to co?
 - Zdarzyło mi się parę razy - burknęła gniewnie - Ale już tego nie robię, postanowiłam zacząć od nowa. Mam zamiar zapomnieć o tamtym życiu i tylko dlatego wciąż tu jestem.
 - Masz popcorn? Zapowiada się niezła jatka - powiedziała teatralnym szeptem Anka do Piper. Wszystkie trzy dziewczyny spojrzały na nią jak na idiotkę - To bierzecie się za robotę czy nie? - spytała, korzystając z ich uwagi.
 - Co powiecie na Elsę z Krainy Lodu w dzisiejszych czasach? - zaproponowała Lucy. Elsa pokręciła stanowczo głową
 - Niebieskim oczom i platynowym włosom mówię stanowcze "NIE" - stwierdziła
 - Dobsz... - westchnęła niezadowolona córka Afrodyty i zamyśliła się - A takie niebieskie oczy mogę być? To kluczowe! - przegrzebała pudełko stojące na stole z charakteryzacjami i wyciągnęła z niego pudełeczko z triumfalnym "Ha!". Pokazała swoje znalezisko brązowowłosej do zaakceptowania - Nie są niebieskie niebieskie, tylko takie niebieskoszare, podobne do oczu Anki, ale jaśniejsze.
 Nieco zaskoczona Frozenchild spojrzała na Polkę.
 - To ty nie masz brązowych oczu? - wypaliła bez namysłu. Mina dziewczyny zmieniła się raptownie z radosnej na złą.
 - Obiecuję, że kolejnej osobie, która stwierdzi, że moje oczy są brązowe, przyłożę w ryj - powiedziała zirytowana - Mam niebieskoszare oczy! - wyrzuciła ręce w górę - Dobra, skoczę na Arenę, żeby Chejron nie kapnął się, że zawagarowałam. Pa! - pomachała i wybiegła z pastelowego domku, zostawiając Elsę samą na pastwę Lucy.

______
* - w skali Fahrenheita oczywiście. W Celsjuszach to ok. 38 stopni

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Rozdział 17 - Chodź!

 - Dziwne... - mruknęła pod nosem Lisa, badając Nikolę, która po blisko dziesięciu godzinach snu w końcu się obudziła - Jak na osobę, która dostała zabójczą ilość neuroleptyków, to trzymasz się wspaniale. Wszystkie odruchy prawidłowe, żadnych niepożądanych efektów ubocznych po tej dawce nie miałaś... tylko sobie pospałaś, ale z słów Mel wynika, że cokolwiek podziałało to dopiero, jak cię obezwładniły i rąbnęły.
 - Co to "neuroleptyki"? - zapytała marszcząc brwi Strażniczka
 - Leki działające na układ nerwowy i/lub hormonalny - odparła zamyślona. Elsa zmarszczyła niepewnie brwi, nie za bardzo wiedząc o co jej chodzi. W Arendell jej nauki nie zawierały czegoś takiego, a w liceum o tym nie miała.
 - Nie wmawiaj mi, że nie wiesz o co chodzi. To materiał drugiej gimnazjum - odezwał się obcy głos. Ciemnowłosa obróciła się gwałtownie. Nie zauważyła wcześniej dziewczyny siedzącej na łóżku obok. Nieznajoma miała blond włosy zebrane w warkocz, którego jedno pasemko lekko odstawało od reszty nieco jaśniejszym kolorem. Zaś skryte za okularami oczy miały ciemną barwę, zapewne brązową - Ania Samula jestem. Rita ci coś wspominała, że chwilowo ją i Mel zastąpię, prawda?
 - Nikola Wilk. Dlaczego Melanie też? - spytała zdziwiona córa zimy - Przecież to Rita wyjeżdża...
 - A, to ty jeszcze nie wiesz? Obie mają zakaz zbliżania się do ciebie, za tą ostatnią akcję - poinformowała ją Polka - A myślisz, że dlaczego wylądowałaś w szpitaliku i mówią coś o neuroleptykach?
 - Miałam napad paniki... to nie o to chodzi?
 - Ty serio pytasz? - uniosła brwi Anka. Elsa zagryzła wargę i kiwnęła lekko głową - Podczas tego ataku Rita i Mel podały ci środki uspokajające, które nie zadziałały. Spanikowały i podały ci większą dawkę, zabójczą. Co prawda wtedy o tym nie wiedziały, ale jednak. A teraz jesteś na obserwacji, bo szczerze, to po takiej ilości leków nie powinnaś nawet się obudzić. Albo jak się obudzisz, mieć ciężkie zaburzenia układu nerwowego, podczas gdy tobie kompletnie nic nie jest. Nie jesteś przypadkiem córką Apolla? - Nikola uciekła spojrzeniem gdzieś w bok
 - Nie wiem... - Ania przyjrzała się jej uważniej. To dziewczyny można było zinterpretować na dwa sposoby: jako smutny albo... winny. Jakby wiedziała więcej niż się przyznawała.
 - Dobra, dziewczęta! - przerwała im Lisa - Koniec szeleszczenia w tym... jaki to język?
 - Polski - powiedziała zirytowana Anka
 - Koniec szeleszczenia po Narnijsku. Trzeba czasem coś zjeść, a ty - wycelowała palcem w Elsę - Coś lekko strawnego, bo twój organizm jeszcze się nie zregenerował do końca.
 - Ło bu e le!* - jęknęła Samula
 - Ale ja nie chcę tam iść - powiedziała cichutko Strażniczka. Obydwie jej towarzyszki jak na komendę zmarszczyły brwi - Co?
 - Znasz chiński? - zapytała nieuznana heroska. Ciemnowłosa rozchyliła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale zmieniła zdanie. Spuściła głowę, wyrzucając sobie w myślach nie kontrolowanie swoich zdolności. Bo nawet jako człowiek rozumiała i władała każdym językiem.
 - Trochę - mruknęła - W każdym razie nie chcę tam iść...
 - Spokojnie, nie stresuj się, nie musisz - uśmiechnęła się Anka - Mam zaświadczenie lekarskie od Willa, które zwalnia cię z wspólnych posiłków i zajęć grupowych. W wersji oficjalnej jestem twoją mentorką i opiekunką - uśmiechnęła się zawadiacko, przygryzając lekko dolną wargę
 - Dzięki - Elsa spojrzała na nią z wdzięcznością, wzdychając z ulgą. Naprawdę nie chciała przebywać z dużą ilością osób, czuła się wtedy bardzo nieswojo, a dodatkowo to prowokowało wspomnienia, a wspomnienia - lęki. Nie chciała się bać. Nie chciała pamiętać. Nie chciała już widzieć Jego.
 Potrzebowała pomocy.
***
 Powietrze przeszył głośny gwizd uznania jakiegoś blondyn. Elsa odwróciła się odruchowo w jego stronę, ale zaraz tego pożałowała. Chłopak owszem, był zabójczo przystojny, jednak widocznie chciał ją poderwać.
 - Twoja matka była saperem? Bo figurę masz bombową! - roześmiał się i posłał jej flirciarski uśmiech, na co ona odwróciła szybko wzrok, rumieniąc się lekko.
 - Ej, wszystko okej? - zapytała z troską Anka, zauważając błyszczące w jej oczach łzy - Nie zwracaj uwagi na Clemensa, to zwykły podrywacz. Nie wart uwagi, chyba że szukasz kogoś na max tydzień. Weź nie płacz - jęknęła - Nie umiem pocieszać, nooo!
 - To nic, po prostu jestem przewrażliwiona trochę - wychrypiała Nikola, ocierając łzę wierzchem dłoni
 - Twój były też lubił flirtować?
 - Nie, nie był zbyt dobry w te klocki. Poznaliśmy się jak mnie stalkował, a potem porwał - Strażniczka wykrzywiła usta w grymasie dezaprobaty
 - Fakt, nie najlepszy początek związku - przyznała Samula z miną znawcy. Elsa co prawda nie roześmiała się, ale przestała płakać i nawet kąciki jej ust delikatnie uniosły się ku górze. To nawet dobry wynik - Chodźmy nad wybrzeże trochę pogadać. Musimy cośkolwiek o sobie wiedzieć, skoro mamy spędzać razem czas, prawda?
 Nikola pokiwała powoli głową. Dla niej oznaczało to coraz więcej kłamstw i bajeczek, które co gorsza musiały pasować do tego co powiedziała wcześniej - nie miała wątpliwości, że Rita wszystko Ani przekazała. A to znacznie utrudniało sprawę
***
 Wybrzeże było naprawdę piękne. Miękki, złocisty piasek, rozległy ocean... widok niczym z pocztówki. Jednak mimo to, Elsa nie potrafiła rozkoszować się pięknem natury. Musiała wymyślić co powie swojej towarzyszce, nie mogła się przecież wymigiwać od odpowiedzi...
 - Nie chcesz o sobie mówić, prawda? - powiedziała cicho Ania - Ale chcę ci zadać tylko kilka drobnych pytań, bo chciałabym jedynie upewnić się w jednej kwestii. Ile lat ma twoja siostra?
 - Dwadzieścia dwa - odparła Nikola z lekką konsternacją - O co ci chodzi?
 - A ty?
 - Siedemnaście. Jaki masz cel w tych pytaniach? - dopytywała się brązowowłosa
 - O ile jest od ciebie starsza twoja siostra? - spytała z kamienną miną Polka
 - O siedem, ale o co ci do jasnej cholery chodzi?!
 - O to, że dwadzieścia dwa odjąć siedemnaście, to nie siedem, a pięć** - powiedziała neutralnym głosem - Liczyłam wiek, który wychodził z twojej historii. Gdyby to była prawda, byłabyś młodsza ode mnie. A jedyny polski polityk z nazwiskiem Wilk nadal żyje. - Elsa poczuła jak w jej żołądek związuje się w ciasny supeł. Ona przejrzała jej kłamstwa. Złotooka poderwała się i cofnęła o kilka kroków, wyciągając przed siebie ręce w obronnym geście, jakby dziewczyna wymierzyła do niej z broni, a nie powiedziała kilka zdań.
 - J-ja... - głos się jej łamał z przerażenia; czuła się jak osaczone zwierze. Świadomość, że jej plan może rozpaść się na kawałki i zmusić ją do kolejnej ucieczki...
 - Ej, spokojnie - odezwała się uspokajająco Ania - Nikomu o tym nie powiem. Nawet nie mam zamiaru pytać co takiego ukrywasz. Nie panikuj.
 - D-dlaczego... - Strażniczka nawet nie potrafiła się wysłowić z tego stresu
 - Wybacz, to było silniejsze ode mnie - uśmiechnęła się przepraszająco heroska
 - Ale skąd... jak... czemu w ogóle zwróciłaś na to uwagę? - Elsie w końcu udało się sklecić zdanie.
 - Znam tą minę, to spojrzenie. Widzę je codziennie w lustrze - Polka lekko posmutniała - Uważaj z kłamstwami. Jeśli zabrniesz za daleko, nigdy już nie wyciągniesz się z tego bagna. Nie popełniaj tego błędu...
 - Ty... też wszystkich okłamujesz? Dlaczego? - zdziwiła się Nikola, stojąc już normalnie
 - Kiedy moi rodzice się rozwiedli nauczyłam się mówić im to co chcą usłyszeć. Że wszystko ze mną dobrze, w szkole też okej... - Samula spuściła głowę - A teraz... teraz sama nie wiem, co się ze mną dzieje. Tak długo okłamywałam wszystkich wokół, że sama w końcu przestałam odróżniać fałsz od prawdy. Czasem czuję dziwny ciężar na sercu. Ale nie wiem od czego. Tak długo kłamałam i udawałam kogoś innego, że sama nie wiem już kim jestem - wymamrotała. Strażniczka z wahaniem usiadła obok niej. Dopiero po dłuższej chwili nieuznana na nią spojrzała - Nie pozwól sobie tak skończyć. Jeśli nie chcesz o tym mówić, to okej, uszanuję to. Ale nie zapomnij kim jesteś, to najgorsze co może być.
 - A co jeśli chcę zapomnieć? - zapytała Elsa - Jeśli chcę pogrzebać bolesną przeszłość i stać się kimś innym? - Anka uśmiechnęła się krzywo
 - To głupie z twojej strony. Sorry, taka prawda. Nasze przeżycia nas kreują. Ale to twój wybór - wzruszyła ramionami - Jeśli naprawdę tego chcesz, to mogę nawet ci pomóc.
 - Chcę - pokiwała gorliwie głową dziewczyna. Polka zaśmiała się cicho, unosząc jeden kącik ust.
 - To bardzo głupie. - pokręciła głową z dezaprobatą - Ale dobra. Co dadzą próby zapomnienia, jeśli twoja własna twarz będzie żywym kluczem do tych wspomnień? Ale spoko, da się to załatwić. Mam układy z dzieciakami od Hermesa i Afrodyty, bo miałam w planach zafarbować włosy. Tobie przydałaby się kompletna odmiana... Lucy nam pomoże - wyszczerzyła się radośnie, łapiąc ją za rękę i podrywając z piasku - Chodź!

___________
* - "nie jestem głodny/-a" po chińsku
** - ale głowy nie dam za ten wynik! To, że mam 6 z matmy nie oznacza, że umiem dodawać/odejmować...

wtorek, 14 czerwca 2016

Rozdział 16 - Widzisz?

 Rita podeszła do domku Hermesa, ale zawahała się przed przekroczeniem progu. Czy na pewno to dobry pomysł? A może Anka tylko pogorszy sprawę?
 Chociaż w sumie to już i tak nie miała żadnego wyjścia. Wraz z Melanie wymogły na Willu i Lisie, że przydzielą ją do niej. Dlatego córka Hebe czuła się odpowiedzialna za porozmawianie ze Słowianką. Dziewczyna musiała wiedzieć, jakie będzie jej zadanie.
 Podeszła do Travisa, jednego z bardziej swawolnych dzieciaków boga Złodziei, który wręcz kochał robić wraz ze swym bliźniakiem innym kawały. Rita też kiedyś padła ich ofiarą. Co prawda ją potraktowali łagodniej, bo, jak to ujęli, niepełnosprawnym przysługuje ulga, a to podmienienie tuszu w długopisie na sztuczną krew, to tylko element rytuału inicjacyjnego. Po raz pierwszy Watson nie dyskutowała na temat tej "niepełnosprawności".
 - Hej, mała. Bolało jak spadałaś z nieba? - uśmiechnął się zawadiacko. Rita podparła się pod boki i wymówiła bezgłośnie "A co?" - Bo masz mordę jak pers - Czarnowłosa była już przyzwyczajona do jego chamskich zaczepek, nieraz wyskakiwał z tekstami tego typu i to nie do jednej dziewczyny, dlatego też jej jedyną reakcją było pokazanie mu języka.
 "Szukam Anki, tej Polki", napisała mu szybko na kartce
 - Zrobiła sobie "LB", czyli dzień "Leżenia Bykiem", jak to ujęła - stwierdził, wzruszając ramionami - Nie zwlekła się ze swojego posłania nawet na śniadanie.
 "Nie powinieneś jej pogonić do zajęć? No wiesz, w końcu jesteś jej grupowym"
 - Jeszcze mi życie miłe, mała - powiedział, kręcąc lekko głową - Od kilku dni jest strasznie drażliwa.
 "Ilu?"
 - Coś koło pięciu? Chyba - podrapał się po głowie - Lepiej z nią pogadaj, tobie nic nie zrobi, reaguje alergicznie tylko na chłopaków.
 "Przecież jest taka tylko w te dni"
 - Wiem - zaśmiał się Travis - Dobra, leć do niej, ja muszę spadać na trening z nowymi - zawołał i wybiegł z budynku.
 Rita wzruszyła ramionami na jego zachowanie i rozejrzała się po domku. Cała podłoga jak zwykle była zawalona dodatkowymi posłaniami i rzeczami obozowiczów. Ci określeni, którzy byli dziećmi Hermesa, mieli łóżka. Natomiast pozostali zajmowali albo wolne kanadyjki, albo materace. To był zazwyczaj najliczniejszy domek. Ale w te wakacje bogowie wyjątkowo zebrali się w sobie i pouznawali swoje dzieci. Pozostało tylko dwanaścioro Hermesiątek i dwie nieuznane. Jedną była Nikola, a drugą właśnie Anka.
 Córka Hebe znalazła już wzrokiem swój cel, a mianowicie siedzącą w kącie dziewczynę. W jej dłoni jak zwykle była książka, tym razem dosyć gruba, jednak Rita nie była wstanie dostrzec tytułu. Jedyne co zauważyła to odcienie błękitu na okładce.
 Sama właścicielka książki na pierwszy rzut oka nie miała w sobie nic nadzwyczajnego. Była jedną z tych osób, które widząc na ulicy minęłabyś  bez żadnego wahania. Wyglądała zwyczajnie i to właśnie wyróżniało ją w Obozie Herosów. Miejscu, gdzie zdecydowana większość osób jest niezwykle piękna, z wspaniałą sylwetką albo chociaż jedną charakterystyczną cechą, która wyróżnia ich z tłumu, tak jak na przykład niezwykłe wręcz oczy Lou Ellen, córki Hekate, które raziły swą jadowitą zielenią.
 Anka nie była ani wysoka, ani niska, mierzyła coś koło metra sześćdziesięciu siedmiu centymetrów, jej włosy nie miały pszenicznej barwy, a jej oczy nie były błękitne jak niebo, czego wielu by się spodziewało po Słowiance. Owszem była blondynką, ale raczej ciemną, z przejaśnieniami od słońca i suszarki. Nie dbała o nie za bardzo, dlatego wiele kosmyków było krótszych o połowę i więcej od reszty, bo urywały się, kiedy usiłowała je rozczesywać. Charakterystyczne dla niej było to, że zawsze sterczały niczym rzadka lwia grzywa. Dziewczyna nie lubiła swoich włosów, zawsze narzekała, że nie potrafią się zdecydować, czy są lokami, czy falami, czy są po prostu proste. Wielokrotnie po wysuszeniu Julia śmiała się, że gdyby ją przefarbować na czarno, wyglądałaby jak Bellatrix z Harry'ego Potter'a. Jej oczy miały dziwny kolor, jakby poszarzały błękit, choć wielu zarzekało się, że są brązowe, co niezmiernie irytowało Polkę. Twarz miała trochę zbyt kwadratową, a na nosie zawsze gościły okulary w ciemnych oprawkach. Wyglądała na szesnaście, siedemnaście lat, choć tak naprawdę była zaledwie czternastolatką. Co i tak było nieco niepokojące, bo bogowie obiecali uznawać swoje dzieci najpóźniej w dniu trzynastych urodzin. Ale znając życie po prostu zapomnieli o tej przysiędze.
 Rita pomachała do niej, ale dziewczyna tylko uniosła palec, dalej wodząc oczami po kartkach. Oderwała się od lektury dopiero po dobrej minucie.
 - Hej - powiedziała przeciągając ostatnią głoskę, jak to miała w zwyczaju, wyciągając słuchawkę z ucha. Polka była wręcz uzależniona od muzyki, ciągle jej słuchała - Co tam?
 "Co czytasz?", napisała
 - Dotyk Julii, Tehereh Mafi, cały cykl - Rita zmarszczyła brwi. Kojarzyła autorkę, ale nie pamiętała, żeby napisała dzieło pod takim tytułem - Ale u was to chyba Shatter Me - Watson od razu przypomniała sobie tą książkę. Opowiadała o historii dziewczyny, która przez siedemnaście lat praktycznie nikogo nie dotykała, a kiedy to zrobiła, chłopczyk, którego dotknęła, zginął. Właśnie to było jej mocą, zabijanie dotykiem. Dlatego kiedy miała czternaście lat odseparowano ją od ludzi i zamknięto w psychiatryku. Córka Hebe lubiła tą opowieść, bo główna bohaterka, Julia, w końcu uczy się walczyć o swoje prawa.
 "Dobra książka. Do którego momentu doszłaś?"
 - Jak dostaje ten kostium. W sumie to już skończyłam - Czarnowłosa pokręciła głową. Anka zaczęła tą książkę zaledwie wczoraj, a już zdążyła skończyć pierwszą jej część. To dosyć szybko, gdy się weźmie pod uwagę, że ta historia mia trzysta trzydzieści stron - Znam tą minę. Czym tym razem się martwisz? - Watson dopiero zorientowała się, że zagryza wargę. Westchnęła cicho
 "Pamiętasz Nikolę, o której ci opowiadałam?"
 - Trudno żebym nie pamiętała - stwierdziła Anka - Zapisałaś mi trzy strony drobnym maczkiem, żeby wytłumaczyć czemu nie rozmawiałaś ze mną od kilku tygodni - zaśmiała się cicho na samo wspomnienie tej sytuacji.
 "Chodzi o to, że w wyniku pewnego zdarzenia, ani ja, ani Melanie nie możemy się do niej zbliżać przez tydzień. A wiesz, że wyjeżdżam wcześniej. Pomyślałyśmy, że ty mogłabyś się nią zająć"
 - Ale jesteście pewne? - dziewczyna nie wydawała się być przekonana do tego pomysłu - Wiesz, że nie potrafię pocieszać ludzi, tylko ich bardziej dobijać, a ona jest w delikatnej sytuacji...
 "Mel twierdzi, że Nikola potrzebuje bardziej kopa w trzy* litery, niż obchodzenia się jak z porcelany. I zmuś ją po jakimś czasie do przebywania z Leo. On jest według niej podobny do jej byłego, dlatego zdaniem Mel powinna się z nim zaprzyjaźnić"
 - Ma się przekonać do ludzi jego pokroju? - Rita pokiwała energicznie głową, zadowolona, że blondynka tak szybko załapała o co jej chodzi - Jakieś dodatkowe wytyczne?
 "Na widok tłumu może dostać ataku paniki"
 - Mi tam pasuje, nie lubię zamieszania, a przy stoliku Hermesa zawsze jest tłoczno - powiedziała zamyślona. Nagle klasnęła w dłonie, szczerząc się jak idiotka - YES! Zamiast siedzieć z tymi idiotami Hoodami, będę mogła jeść w lesie albo nad jeziorem, albo przy zatoce... tylko załatwię odpowiednie zaświadczenia od Lissy albo Willa...
 "Z tym mogą być małe problemy..."
 Anka spojrzała na nią znad okularów, unosząc brew.
 - We mnie wątpisz? We mnie? - zapytała tonem z serii "Reeeaaally?" - Ja go nie przekonam? Chodź, jak mi nie wierzysz.  Pokażę ci, jak przekonuje miszczu - splotła palce i wyprostowała ręce w łokciach, strzelając kostkami. Złapała niemowę za dłoń, po czym zaciągnęła ją do domku Apolla. Zastukała w drzwi i przybrała spokojną minę.
 Otworzyła jej dziewczyna ubrana cała w strój moro, jednak jej płomiennorude włosy przefarbowane gdzieniegdzie na jaskrawą zieleń przeczyły idei maskowania.
 - Hej, Kayla. Jest może Will? Mam do niego sprawę - powiedziała Anka z lekkim uśmiechem. Cóż, Polka na pierwszy rzut oka zdawała się być spokojną, ułożoną osobą, czemu przeczyła jej zmienna natura, jednak łatwo ludzie obdarzali ją zaufaniem.
 - Jasne, wchodź. Ale lepiej żeby Rita poczekała na zewnątrz, bo Solance nie jest w najlepszym humorze po tym jej i Mel wybryku - stwierdziła rudowłosa
 Polka spojrzała na córkę Hebe, która pogoniła ją gestem. Blondynka zniknęła za drzwiami z delikatnym uśmiechem na ustach.
 Nie minęło pięć minut, zanim wyszła z budynku wymachując karteczką.
 Rita czasami myślała, że wie o niej wszystko. Sama śmiało mogła ją nazwać przyjaciółką, która znała chyba najwięcej jej sekretów. I mimo że ona spośród wszystkich herosów znała najlepiej Ankę, tak naprawdę nie była pewna, czy cokolwiek co o niej widziała, było prawdziwe. Nie miała pewności, które zachowanie Polki jest tym naturalnym - samotnika ze skłonnością do rozmyślań, czy może lekko szalonej duszy towarzystwa? Obydwie potrafiła pokazać, kiedy tylko znalazła się w odpowiednim towarzystwie. Wpuść ją między dyskutujących dorosłych - będzie rozmawiać z nimi na poziomie, zostaw ją na imprezie - będzie szalała z innymi. Była niczym kameleon - zmieniała się w zależności od otoczenia, chociaż nie zmieniała automatycznie poglądów. Stawały się one jedynie bardziej elastyczne.
 - Widzisz? Tak się to robi - wyszczerzyła się - Mam zaświadczenie o stanach lękowych u Nikoli, zwalniające z ćwiczeń w grupach i wspólnych posiłków. A i masz zezwolenie na pożegnanie się z nią jak będziesz wyjeżdżać.
 Rita zaklaskała w dłonie i przytuliła mocno towarzyszkę. Zaraz jednak ją puściła, przypominając sobie, że Polka nie lubi zbyt bliskich kontaktów fizycznych. Chociaż po tych kilku spontanicznych przytulasach od córki Hebe powoli zaczynała się otwierać przed innymi.
 - Jeszcze jakieś uwagi ogólne co do Nikoli? - zapytała Anka - Jakich tematów powinnam przy niej unikać? Albo coś w ten deseń?
 "Nie lubi rozmawiać o swoim byłym chłopaku, Jacku, nie wymawia w ogóle jego imienia, no i często płacze jak choćby o nim pomyśli. I nie bądź jej opiekunką. Bądź przyjaciółką"
 - Postaram się, ale niczego nie obiecuję. Wiesz, że jestem słaba w tych kwestiach.

__________
* - w angielskim to słowo ma po prostu trzy litery (ass). Jakby ktoś nie wiedział o co mi chodzi, to o to miejsce, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę

czwartek, 9 czerwca 2016

Rozdział 15 - "I nic?!"

 - Czyli masz przewlekłą depresję, spowodowaną utratą rodziców. Schizofrenia zaś jest skutkiem traumy miłosnej, przez chłopaka, który cię zdradził - podsumowała Melanie. Nikola spuściła głowę, jej barki zatrzęsły się lekko od tłumionego szlochu. Rita wydęła usta i podsunęła Mel kartkę - A co to niby moja wina?! Ja tylko stwierdzam fakty - czarnooka dopisała kilka słów na papierze - Wiesz, że ja tylko pogorszę sprawę, nawet Ana lepiej pociesza ode mnie! Zresztą i tak musisz znaleźć kogoś, kto będzie potrafił się nią zająć, bo wyjeżdżasz za kilka dni. Może Ana będzie właśnie dobra. Zasadzi jej kopa w tyłek i skonfrontuje z rzeczywistością, a może to jej pomoże. Trzeba przetestować tą teorię.
 - Kim jest Ana? - zapytała brązowowłosa. Rita obróciła się do niej i napisała kilka słów.
"Ania. Wychowała się w Polsce, jak ty. Jest fajna, ale trochę... niedelikatna"
 - Nie jestem ze szkła - odparła Nikola - Zniosłam lata samotności, zniosę kilka bolesnych słów. Ale sama się tu nie odnajdę...
 "Dobra, może przy okazji nauczy cię walczyć mieczem. Nie jest w tym mistrzem, ale chyba i tak będzie lepsza niż te dzieci Aresa. One potrafią być okropne"
 - Twoja decyzja - wzruszyła ramionami Elsa - I tak znam tu tylko ciebie, Lisę, Mel i... Leo. - ostatnie imię powiedziała z lekką trudnością.
 "Dziwnie wypowiedziałaś jego imię. Nie lubisz go?"
 - Nie, nie o to chodzi! - zaprotestowała złotooka. Przygryzła dolną wargę, szukając odpowiednich słów - On jest... miły. Jest... zgrywusem. - po jej policzku potoczyła się łza - Jak On - wyszeptała
 - Nie chrzań - przewróciła oczami Melanie - To nie twój kochanek, Leo jest spoko. Powiem Anie, że po tygodniu ma cię z nim oficjalnie zapoznać. - Strażniczka wciągnęła gwałtownie powietrze
 - Nie! Nie chcę go znać! On przypomina Jego... - rozpłakała się
 - Nie dramatyzuj, konfrontacja z osobami podobnymi do tej, która spowodowała traumę, to jedna ze skuteczniejszych metod powrotu do normalności - powiedziała córka Ateny z nutką niecierpliwości w głosie
 - Rita! - zawołała zapłakana Elsa, patrząc na potomkinię Hebe. Czarnowłosa przygryzła wargę i powoli nakreśliła kilka słów na kartce.
 "To dla twojego dobra"
 - Nie przeżywaj - dodała Mel
 Nie przeżywaj.
 To dla twojego dobra.
 Niech nie wie nikt.
 Ukrywaj.
 Mówię ci przestań!
 Nie, Ania...
 Elsa, coś  ty zrobiła!
 W głowie dziewczyny znowu zapanował chaos. Wspomnienia, wyrwane z nich głosy, wszystko zlewało się w jedną całość. Złapała się za głowę i zaczęła nią machać na boki.
 Pamiętaj, nie wolno ci się denerwować.
 Boję się! To mnie przerasta...
 Nie zbliżać się!
 Więcej niż ty! Ty zawsze tylko wszystkich odtrącasz!
 - Przestańcie... - wyszeptała Nikola. Rita i Melanie wpatrywały się w nią z  mieszaniną lęku i troski - Przestańcie! - wrzeszczała złotooka
 - Trzeba jej dać coś na uspokojenie! Ma atak! - zawołała Mel - W tamtej szafce są leki! - wskazała na odpowiedni mebel i złapała rzucającą się po łóżku córę zimy - Nikola, uspokój się, Nikola! Posłuchaj mnie, Nikola! Wszystko jest dobrze, jesteś bezpieczna, nic się nie dzieje... W szufladzie są strzykawki! - krzyknęła do córki Hebe
 Ale jej słowa nie docierały do Strażniczki Wiary. Zmarła królowa była uwięziona wśród głosów, których już nigdy więcej nie chciała słyszeć. Bała się, była wręcz przerażona, a te słowa... one tylko to pogarszały. Była potworem, bestią, przeklętą...
 Elsa, proszę, proszę, ja nie chcę żyć w ten sposób...
 Więc odejdź!
 Była zagrożeniem dla swojego ludu, dlatego uciekła. Potem zagrażała swoją magią całemu światu i znowu uciekła. Teraz narażała tych ludzi, którzy nawet nie wiedząc kim jest, zaopiekowali się nią, dali jej schronienie, pomagali...
 Nie! Robię to dla twojego dobra!
 Więc odejdź, jeśli chcesz bezpieczna być...
 Narobiłaś totalnej zimy... w całym kraju...
 Ta klątwa ofiar chce!
 Tu wokół strach!
 Czy masz moc by powstrzymać tą zimę? Albo mnie?
 Nie czujesz nic, a nic. Nic nie czujesz. Nie czuj nic!
 Nie, proszę!
 Elsa dobrze pamiętała tamten dzień, kiedy strażnicy Arcyksięcia von Szwądękanta napadli na jej pałac. Pamiętała jak bardzo była przerażona, widząc jak mierzą do niej z kusz. Jednak jej magia ją obroniła. A szkoda... gdyby nie to, nie cierpiałaby tyle.
 Królowo! Chcesz zostać wiedźmą za jaką cię mają?!
 Anna nie wróciła...
 Połóż już kres tej zimie. Przywróć już lato, proszę.
 Zaopiekuj się moją siostrą!
 Elsa! Przed tym nie uciekniesz!
 Twoja siostra nie żyje! To ty ją zabiłaś!
 Anna!!! Och, Anna... Nie, błagam, nie...
 To wiedźma!
 Jestem zagrożeniem dla Arendell.
 Z ciężkim sercem oskarżam królową Elsę o zdradę. I skazuję ją na śmierć.
 Wiedźma! Rzuciła urok na nas wszystkich!
 Morderczyni! Straże, brać ją!
 To już nie jest twoja siostra...
 Elsa wyrwała się Melanie. Chciała uciekać, ale poczuła silny uścisk na ramieniu i ukłucie. Szarpnęła się, tracąc równowagę, po czym wylądowała na podłodze. Rzucała się, drapała siebie, podłogi, wrzeszczała - wszystko to po to, by ucichły głosy w jej głowie, by znikły te obrazy, jednak na niewiele się to zdało.
 Coś wkuło się w jej ramię. I znowu. I znowu.
 Ale nie było żadnych efektów.
 - Podaj jej więcej! - zawołała Mel, jednak Rita wyciągnęła do niej ręce z czterema pustymi strzykawkami - I nic?! - krzyknęła zszokowana - To prawie śmiertelna dawka! Pomóż mi ją unieruchomić! - poleciła córce Hebe. Czarnowłosa złapała Strażniczkę za ręce, starając się ją utrzymać, ale w napadzie histerii Elsa była od niej silniejsza.
 Melanie usiadła okrakiem na plecach Nikoli i sprzedała jej silny cios w głowę. Wybranka Księżyca wywróciła oczami i przestała się ruszać.
 - Nic jej nie będzie, pośpi tylko troszkę - powiedziała uspokajająco do czarnookiej.
 Rozległy się szybkie kroki i do szpitalika wpadła niczym burza Lisa. Błądziła chwilkę wzrokiem po łóżkach, a potem spojrzała na trzy heroski na podłodze, w tym jedną nieprzytomną.
 - Co tu się dzieje?! - krzyknęła. Mel podniosła się i przewróciła Elsę na plecy.
 - Nikola dostała znowu ataku histerii. Rzucała się jakby miała zaraz przekopać się do piwnicy albo się zabić - stwierdziła córka Ateny, wskazując rysy na niegdyś gładkim drewnie - Musiałam ją rąbnąć, żeby straciła przytomność. - wzruszyła ramionami
 - Słyszałaś kiedyś o czymś takim jak leki uspokajające? - westchnęła ciężko Lisabelle - Myślałam, że jesteś bystrzejsza - Rita puknęła ją w ramię i podała jej cztery strzykawki. Lisa wciągnęła gwałtownie powietrze i niemal rzuciła się na Elsę. Szybko zbadała jej puls i sprawdziła oddech - Macie szczęście. Cztery dawki Haloparydolu to zdecydowanie za dużo! Trzydzieści miligramów na dobę, a osiemnaście jeśli jest stosowane pozajelitowo. A wy podałyście jej sto dwadzieścia do krwi! Przecież to ponad dziesięć razy więcej! Jeśli z tego wyjdzie to będzie naprawdę medyczny cud i będę skłonna wam wybaczyć. Ale na razie to musicie wyjść. I sprowadźcie Willa.
***
 - Nie możesz zabronić nam zbliżać się do niej! - krzyknęła Mel
 - Właśnie, że mogę! - wrzasnął wściekły ordynator szpitalika. Był naprawdę zbulwersowany jak dowiedział się o całej sytuacji z atakiem Nikoli - Mogę i to zrobię! Przez tydzień nie wolno się wam do niej, ani do szpitala zbliżyć! To było skrajnie nieodpowiedzialne z waszej strony. - z trudem opanował wzburzenie - Podałyście jej zabójczą dawkę jednego z najsilniejszych neuroleptyków. Najprawdopodobniej jej mózg został bezpowrotnie naruszony, podobnie jak układ hormonalny i nerwowy. Jeśli ona się w ogóle obudzi, to wątpliwe, żeby kiedykolwiek wróciła do pełnej sprawności. Lisa jest jej lekarzem i ona się nią zajmie.
 - A ja jestem jej psychiatrą! - krzyknęła kasztanowowłosa - Trafiła tutaj z ciężkim przypadkiem depresji, stanami lękowymi i początkami schizofreni. Potrzebuje fachowej opieki!
 - Tak ci przypomnę, że to dzieci Apolla, nie Ateny są lekarzami. Będzie miała odpowiednie warunki - warknął Solance
 Rita wzięła notatnik i zaczęła coś pisać, ale Melanie wyrwała jej go z rąk.
 - Leo nauczył mnie Morse'a. Będzie szybciej - powiedziała. Córka Hebe złapała jej rękę i zaczęła szybko wystukiwać rytm - Nikola potrzebuje kogoś kogo zna. Mimo swojej twardej postawy jest niezwykle delikatną osobą.
 - Katie się nią lepiej zajmie.
 - Przydzielcie jej Ankę - przekazała Mel - Mówiłyśmy Nikoli o niej, zgodziła się na zapoznanie z nią. Obie są Polkami, to może pomóc w nawiązywaniu kontaktu. Proszę cię, spędziłam z nią pierwsze dwa tygodnie jej pobytu tutaj, ona naprawdę potrzebuje wsparcia.
 - No z tego co ja wiem, to ta Słowianka nie jest najlepszym wyborem - stwierdził powiątpiewająco chłopak - Mi każecie obchodzić się z nią jak z porcelaną, a chcecie ją zostawić z dziewczyną, która nie potrafi pocieszać?
 - Anka może i tego nie potrafi - odparła Melanie - Może i potrafi walnąć głupotę, która rani, powiedzieć prawdę czasem aż zbyt dobitnie. Ale za przyjaciółmi zawsze stoi murem. Potrafi być strasznie wredna, to prawda, ale kiedy sprawa jest poważna, nigdy cię nie zostawi na pastwę losu. Jest osobą, której Nikola teraz potrzebuje. Da jej przysłowiowego kopa w dupę, ale nie zostawi jej. Ona tego właśnie potrzebuje.
 - Will, ona ma rację - wtrąciła się Lisa - Nikola ma ślady po autoagresji, potrzebuje pomocy. Jeśli nie chcesz dopuszczać do niej Mel i Rity, co moim zdaniem nie jest dobrym pomysłem, to chociaż Ankę. Ona przecież nic nie zrobiła!
 Blondyn mierzył ją przez chwilę wzrokiem. Jego przyrodnia siostra zdawała się być pewna swoich słów. Po chwili namysłu Solance skinął głową, zezwalając na to. Jednak nadal miał skwaszoną minę. Nie lubił narażać swoich pacjentów na śmierć czy trwałe kalectwo.
 - Kiedy tylko się obudzi podaj jej ambrozję, szklanka dwa razy na dobę i uważnie ją obserwuj pod kątem objawów jatronnego parkinsonizmu. Jeśli zauważysz cokolwiek, od razu mnie informuj - polecił Lisabelle i wyszedł. Złotowłosa odprowadziła go smutnym wzrokiem.
 - Sorry, za niego. Musiałam go o tym poinformować - usprawiedliwiła się - Może i jest moim bratem, ale szefem też. O poważnych sprawach trzeba mu mówić, a Nikola jest obserwowana od samego początku...
 - To nie twoja wina - przerwała jej Mel - Ale w ramach pokuty możesz dopilnować, żeby Ana została przydzielona do Nicole. Okej, Izzy?
 - Lizzie jeśli już - poprawiła ją Lisa - Jasne, zajmę się tym. Ale jak na razie muszę was poprosić o opuszczenie terenu szpitalika
~*~
A komenty gdzie? :"(

poniedziałek, 9 maja 2016

Rozdział 14 - Kiedy miałam siedem lat...

 - Kiedy miałam siedem lat zginęli moi rodzice... - zaczęła niepewnie, ale Melanie zaraz jej przerwała
 - Relacje rodzinne, czy masz rodzeństwo i dokładnie - Elsa miała ochotę skulić się pod wpływem jej przeszywającego spojrzenia, ale, wyobrażając sobie, iż to tylko arystokraci z Północnych Wysp, wyprostowała się i opanowała mimikę twarzy. To tylko kolejne zebranie Rady. Nic więcej.
 - Z rodzicami i starszą o siedem lat siostrą miałam bardzo dobrze relacje - powiedziała spokojnie - Pomimo tego, że mama i tata często wyjeżdżali. Kiedy ich nie było zostawiali nas z Andersonami, starszymi ludźmi, którzy pracowali u nas od wielu lat. Można powiedzieć, że od pokoleń. Byli dla mnie jak dziadkowie, których nigdy nie poznałam. Zmarli jeszcze przed narodzinami Anny.
 Kiedy miałam siedem lat, wyruszyli na podróż. Byli politykami, mieli jakieś ważne spotkanie w Londynie. Tata zawsze chciał popłynąć statkiem, więc razem zdecydowali, że tak właśnie się tam dostaną. Przepłyną kanał La Manche. Ale był wypadek. Dotąd nie wiadomo co dokładnie się wydarzyło, ale faktem jest, że statek zatonął. Ocalili jakieś dzieci, oddając im swoje kamizelki ratunkowe. Sami zginęli tamtego dnia.
 Obie z Anną ciężko to przeżyłyśmy. Na początku jakiś dom dziecka chciał nas zabrać, ale Andersonowie wywalczyli prawa do opieki nad nami. Dom od samego początku był przepisany na nas, więc nie było problemów z majątkiem. Niestety, śmierć rodziców nie wpłynęła zbyt dobrze na relacje moje i mojej siostry. Ona musiała się skupić na egzaminach, ja siedziałam w pokoju... oddaliłyśmy się od siebie. Na początku to ona mnie odpychała, a potem tak bardzo przyzwyczaiłam się do samotności, że prócz posiłków, nie potrafiłam znieść jej obecności. Pogodziłyśmy się dopiero trzy lata później, po ogromnej kłótni, w której jej głównym argumentem było, że nie pojawiłam sie na pogrzebie rodziców, a moim, że mnie zostawiła samej sobie. Przez kolejny rok starałyśmy się naprawić nasze relacje. A potem spotkałam jego... - jej oczy zrobiły się puste - Nie znaliśmy się długo
 Pierwszego dnia bałam się go. Chodził za mną jak cień, widziałam go wszędzie. Kiedy wróciłam do domu, gdzie nikogo nie było, wszedł za mną. Byłam przerażona, a on jak zwykle się ze wszystkiego śmiał. Kiedy poczułam jego dłoń na ramieniu, spanikowałam. Zaczęłam uciekać, ale potknęłam się i film mi się urwał.
 Obudziłam się następnego dnia u niego. Na początku nie zorientowała się, że nie jestem w domu. Byłam tak zaspana, iż nawet tego nie zauważyłam. Ogarnęłam się i poszłam do kuchnie, jednak nie zastałam tam tak jak zwykle krzątającej się Gerdy, a czwórkę nieznanych mi osób. Trójkę różnych mężczyzn i jedną kobietę. Ona była niewysoka, może nawet niższa ode mnie, miała czarne włosy, przetykane zielonymi, niebieskimi i żółtymi kosmykami, delikatną twarz z fiołkowymi oczami pełnymi matczynej troski. Najwyższy z nich, postawny, brodaty, niebieskooki facet, którego przepełnione dziecięcym zachwytem spojrzenie kontrastowało z posturą ruskiego zbója i wytatułowanymi przedramionami, kłócił się z drugim, niewiele niższym, o zielonych oczach, szaroniebieskiej czuprynie i tatuażach na szyi i ramionach. Obok nich stał niziutki, pulchny, piwnooki mężczyzna ze złotożółtymi włosami, który gestykulował bardzo szybko. Dopiero po chwili zrozumiałam, że to język migowy i on tak naprawdę rozmawia z kobietą.
 Przestraszyłam się i zaczęłam uciekać. Nie zdolali mnie zatrzymać. Jednak nie zdążyłam wrócić do domu. ON mnie znalazł. Na początku nie chciałam z nimi pójść, ale ta kobieta, Amanda, na którą i tak wszyscy mówili Ząbek, ze względu na jej obsesję na punkcie higieny jamy ustnej, przekonała mnie. Potem samochodem Mikołaja pojechaliśmy do mnie, a ja prawie dostałam zawału po drodze. On prowadził, jakby kodeks ruchu drogowego był tylko nic nieznaczącyni wskazówkami. To było jedno z najgorszych przeżyć w moim życiu.
 Na miejscu Anna była tak szczęśliwa, że mnie widzi, iż prawie mnie udusiła w swoim uścisku. Jak zwykle towarzyszył jej Krystian, jej chłopak, narzeczony właściwie. Olek, nasz czteroletni psiak, którego Anka dostała na osiemnastkę od pani Gerdy. Przedstawiliśmy się sobie oficjalnie, chociaż jak już się zorientowałam moja siostra ich rozpoznawała i okazało się, że wcale nie są tacy źli.
 Amanda, Mikołaj, Oliwier i Stefan, a także Jacek, czyli chłopak, który mnie porwał, byli czymś w rodzaju... samozwańczej policji? Nazywali siebie Strażnikami. Każdy z nich miał pseudonim jakiejś postaci z bajki, Amanda była Ząbkiem czyli wróżką-zębuszką, Mikołaj - Northem-mikołajem, Oliwier - Zającem Wielkanocnym, Stefan - Piaskowy Dziadek i Jacek - Dziadek Mróz. Ich szefem był jakiś gościu o ksywce "Księżyc". Oni sami nigdy go nie poznali, kontaktował się z nimi przez wiadomości, zawsze z pieczątką w kształcie tarczy księżyca w pełni. On wybierał swoich "Strażników".
 Kiedy już pojechali, a ja wróciłam do pokoju, okazało się, że nie jestem sama. Był tam jakiś wysoki, chudy facet, z ziemistą cerą, złotymi oczami i nastroszonymi, czarnymi włosami. Był wściekły. Mówił coś, że zawsze przy mnie był... nie wiem dokładnie o co mu chodziło. W każdym razie zagroził śmiercią Anny i zostawił mnie samą. Rozpłakałam się, bo nie chciałam jej stracić, dlatego nie zauważyłam przyjścia Jacka. Obiecał mi, że ochronią moją siostrę, muszą tylko ją zabrać do siebie. Później mieliśmy lekką sprzeczkę, którą on chciał zakończyć pocałunkiem. Prawie mu wyszło, ale byłam tak zaskoczona, że rąbnęłam go w twarz. A potem jak w tanich romansidłach się pogodziliśmy i całowaliśmy...
 Udało mi się Annę jakoś przekonać, żeby wsiadła z nami do samochodu. Miało być dobrze, mieliśmy tylko przejechać do ich kryjówki pod miastem... ale wpadliśmy na tego faceta. Jacek nazywał go Boogeymanem. Chcieliśmy go zgubić, ale nie wyszło. Staranował nas. Uderzył w bok samochodu, od mojej strony. Chyba myślał, że nas załatwił, bo zniknął, ale nieco przecenił swoje możliwości. Anna była tylko poobijana, Jacek miał pociętą przez odłamki szkła skórę, ale to były tylko płytkie rany, no i poparzenia od poduszki powietrznej. Ze mną było o wiele gorzej.
 Według lekarzy to był cud, że w ogóle przeżyłam. W sumie przez ponad minutę byłam martwa. Akurat wtedy, kiedy Anna sprawdzała mi puls. Nie mogli czekać, dlatego byli zmuszeni zostawić mnie we wraku samochodu... jakiś przechodzień mnie wyciągnął i przeprowadził masaż serca. Już prawie stanęłam na nogi, kiedy dostałam kulkę w brzuch. Nie pamiętam dokładnie co się wtedy działo. Niedługo później przyjechała karetka. Jakoś udało się im przywrócić mnie do świata, ale praktycznie od razu zapadłam w śpiączkę. Nie miałam żadnych dokumentów, ani niczego co mogłoby potwierdzić moją tożsamość, ale jakiś uczynny lekarz wziął mnie pod opiekę.
 Obudziłam się dopiero jakieś dwa i pół roku później. Miałam amnezję, nie pamiętałam praktycznie nic, prócz tego jak się nazywam. Ten lekarz naprawdę był wspaniałym człowiekiem, dał mi trochę pieniędzy na start, a że miałam już siedemnaście lat, mogłam pracować. Poszłam do liceum i wszystko się układało. Mieszkałam w Bursie z Emmą, która potem okazała się największą, najwerdniejszą i najbardziej egoistyczną... już nie dokończę. Miałam dobre przyjaciółki Wikę i Kingę... Było wspaniale.
 A potem znów spotkałam jego. Włóczył się jak zwykle po mieście, spoglądając na ludzi, jakby kogoś szukał. Udało mi się z nim porozmawiać dopiero za drugim razem. Nie poznał mnie, bo sporo się zmieniłam przez te prawie trzy lata. Jak właściwie każda nastolatka po prostu dorosłam. Kiedy na niego patrzyłam, miałam takie dziwne wrażenie, deja vu. Po powrocie do Bursy jak zwykle rysowałam i naszkicowałam jego. Emma to zobaczyła. Wyznała mi, iż jest jego siostrą, ale z powodu jakiejś kłótni, on ją odrzucił. Wtedy nie wiedziałam o co chodziło.
 Codziennie rozmawialiśmy w parku. Urywałam się ze szkoły, żeby go spotkać, pomagał mi z tymi dziwnymi obrazami, które były tak pozbawione sensu... przynajmniej wtedy. Teraz wiem, że to były moje wspomnienia.
 Trzy dni odkąd powiedziałam Emmie o Jacku zostałam znowu porwana. Tyle że tym razem przez moją kochaną współlokatorkę. Zaciągnęła mnie do swojego szefa, mówili do niego Amodeusz. Wirtuoz  wszelkich kryminalnych działalności, największy wróg Strażników. Okazało się, że Emma chciała odzyskać brata. I nie wachała się przed niczym, żeby to osiągnąć. Była gotowa skazać mnie na śmierć i wymordować Strażników, jeśli to by tylko dało jej Jacka. Trzy dni. Tyle mnie torturowali. Nawet mi nie powiedzieli o co im chodzi... Potem przyszedł ten Boogeyman, powoływał się na jakąś umowę i Asmodeusz pozwolił mu mnie zabrać do siebie. On... był inny niż na początku myślałam. Opatrzył mi rany... Pytałam się, czemu to robi. Okazało się, że jestem dla niego kimś z rodziny, on sam nie był pewien kim, ale byłam córką kobiety, którą kiedyś chronił. Po jakimś miesiącu udało mu się mnie wyciągnąć stamtąd. Podczas ucieczki zostałam niemal śmiertelnie ranna, bo go zasłoniłam przed ciosem nożem. Zabrał mnie do Strażników. Oni mu nie ufali, ale widząc mnie, musieli go wpuścić. Opatrzyli mnie, a jego zamknęli w piwnicy.
 Trochę to trwało, ale kiedy się obudziłam, pamiętałam już wszystko. I nawet uświadomiłam sobie skąd znam twarz Boogeymana. To był Konstanty Pich, wujek mojej matki. Moja babcia miała tyle rodzeństwa, że on został dziadkiem w wieku kilku lat, dlatego był niewiele starszy od Anny.
 Amanda i Mikołaj byli naprawdę dobrzy z medycyny. Zdołali mnie poskładać do kupy w ciągu dwóch dni.
 Kiedy się obudziłam, obok mnie była tylko Ząbek. Reszta poszłą załatwić Boogeymana. W ostatniej chwili udało mi się go uratować, bo Jacek był serio wściekły za to w jakim stanie się znalazłam. W każdym razie udało mi się jakoś zarzegnać ten konflikt, żeby się nie pozabijali. A potem wytłumaczyłam im co i jak i oczywiście jak na "zakochaną" parę z Jackiem się znowu całowaliśmy. Słodko, kwiatki, misie i tak dalej.
 Któregoś dnia Anna mignęła mi się w tłumie. Nie jestem z tego dumna, ale praktycznie o niej zapomniałam. Przycisnęłam trochę Jacka i powiedział mi, że moja siostra już się ożeniła. Jakiś rok po mojej rzekomej śmierci. Krystian bardzo jej pomógł przetrwać żałobę.
 Minął tydzień i udało mi się wkręcić na imprezę w moim starym domu. Chociaż jak tak patrzę z perspektywy czasu, to powinnam najpierw sprawdzić z jakiej okazji. Okazało się, że to impreza urodzinowa. Na cześć Jacentego i Nikoliny. Nie wiem jak można być tak okrutnym i nazwać tak dzieci, ale ona zawsze była staroświecka. Na początku nie chciała mi uwierzyć, ale w końcu przyjrzała się i mnie poznała. Nie wiedziałam, że zapuszczenie włosów i urośnięcie może aż tak zmienić człowieka! Dogadałam się z nią, ale łatwo nie było.
 Kilka dni później do Strażników przyszła koperta z pieczątką srebrnego oblicza w pełni. Wiadomość od Księżyca. Wybrał mnie i Boogeymana na nowych Strażników.
 Tydzień później w końcu weszłam na facebook i zobaczyłam wiadomość od Wiki. Była naprawdę wściekłą i wysłała mi nagranie swojego krzyku jak tylko zobaczyła, że jestem dostępna. Jacek myślał, że ktoś mi grozi... pojechałam spotkać się z nią i Kinią, a one od razu zmusiły mnie do wyznania z kim zwiałam z miasta. One są jak wyrocznie! Od razu ze mnie wyciagnęły, że zostałam Strażnikiem. Jak się okazuje wszyscy o nich wiedzieli tylko nie ja...
 Oliwier nie był zadowolony jak ściągnęłam je do naszej Bazy. Delikatnie mówiąc... skończyło się tym, że one wróciły do domu, a ja weszłam na dach. To naprawdę był tylko wypadek! Nie chciałam się zabić. Po prostu poślizgnęłam się na dachówce, bo niedawno padał deszcz... zresztą nic poważnego się nie stało, tylko parę stłuczeń i siniaków. Naprawdę nie rozumiem czemu aż tak dramatyzowali.
 W każdym razie niedługo później doszło do bitwy z gangiem Asmodeusza. Było ciężko, ale daliśmy radę odeprzeć ich atak. Niemalże oddałam wtedy życie, żeby chronić Jacka... a jak on mi się odpłacił? Następnego dnia dowiedziałam się, że Jacenty i Nikolina to jego dzieci! Że woli moją siostrę ode mnie, bo jestem zbyt do niego podobna! - Nikola zacisnęła pięści, a w jej oczach zalśniły łzy - Nic nie warty dupek. Uciekłam. Najpierw do Wiki, która zajęła się mną, kiedy przechodziłam najgorszy okres, ale Strażnicy mnie namierzyli po tygodniu. Znowu uciekłam, ale tym razem na inny kontynent. Załapałam pierwszy samolot do Nowego Jorku. Włóczyłam się po okolicy i wpadłam na tego stwora, no a dalej już wiecie...
~*~
W piątek wyjeżdżam do Włoch, wracam dopiero w przyszłą niedzielę, więc do tego czasu raczej nic się nie ukaże

czwartek, 5 maja 2016

Rozdział 13 - Bo nie jest

 Elsa musiała się doprowadzić do porządku. Przeraziła się, kiedy spojrzała w lustro. Te wory pod oczami, wychudzona twarz i sylwetka, poplątane, przetłuszczone włosy, ubranie, które wisiało na niej jak na wieszaku...
 Nie, zdecydowanie musi się za siebie wziąść. Przecież wygląda jak jakieś... jakieś... jakieś... uch, tego nawet się nie da określić. To po prostu tragedia! I pomyśleć, że była kiedyś królową o nienagannym wy...
 Nie. Stop. Przeszłość to przeszłość. Kiedyś była królową, Strażniczką, córą zimy, była Elsą, ale teraz jest już tylko Nikolą Wilk, dziewczyną taką jak inne w tym dziwnym obozie.
 Odgarnęła zmatowiałe włosy i zebrała je w niechlujnego koczka, po czym zaczęła przeglądać szafki. Znalazła tam parę szortów do przebrania, jakąś pomarańczową bluzkę z czarnym pegazem i napisem "Obóz Herosów", ręcznik i najpotrzebniejsze przybory do higieny, którą ostatnio znacznie zaniedbała. Po chwili jednak przypomniała sobie o najważniejszej rzeczy, a mianowicie o tym, iż nie ma pojęcia gdzie jest łazienka tutaj. A ludziom w takim stanie nie zamierzała się pokazywać.
 Lekko się skrzywiła, ale nie widząc innej możliwości zaczęła kolejno otwierać drzwi. Znalazła opowiednie tuż po tym jak cudem uniknęła zasypania przez bandaże, opatrunki i przenośne apteczki, które ktoś inteligentnie ustawił jedną na drugiej, zapominając, że taka konstrukcja długo nie ustoi. Zamknęła za sobą drzwi na klucz i po raz kolejny spojrzała w lustro.
 Twarz, niegdyś o delikatnych rysach, teraz stała się niezwykle wyostrzona, z tymi wklęsłymi policzkami, suchą, poszarzałą i pobladłą skórą, bladoszarych oczach, które poraz pierwszy od kilku tygodni spojrzały bystro na świat, dodatkowo to wszystko otaczały potargane, przetłuszczone kosmyki ciemnych włosów.
 Spuściła wzrok na umywalkę, ale zaraz odskoczyła przestraszona. ceramiczna misa była pokryta szronem. Nikola spojrzała zszokowana na swoje dłonie. Na palcu nadal miała pierścionek, więc moc nie powinna tak po prostu samodzielnie się aktywować. Jeszcze raz popatrzyła na umywalkę, jednak po lodzie nie pozostał nawet ślad.
 "Wydaje mi się, że to lekka schizofrenia..."
 Brązowowłosa spróbowała sobie przypomnieć co wie o tej chorobie. Nie było tego wiele, ale gdzieś obiło się jej o uszy, że schizofrenicy słyszą głosy i widzą rzeczy, których nie ma. W sumie to by pasowało. Miała pierścień, więc nie mogła tak zwyczajnie stracić kontroli, a  kiedy wcześniej widziała lód, Rita upierała się, iż wcale go tam nie było. Widocznie wymyśliła go sobie. Tak samo jak Annę. Przecież jej siostra nie mogła się tu pojawić!
 Nie podobała się jej wersja, według której cierpiała na chorobę psychiczną, ale pasowała. No i była uleczalna, w odróżnieniu od jej braku wiary w siebie, który tak często sprawiał jej kłopoty. Czasem zastanawiała się, czemu Księżyc ustanowił ją Strażniczką Wiary, skoro ona praktycznie jej nie posiadała. Znaczy kiedyś było inaczej, jednak teraz... teraz jest już koniec.
 - Teraz jesteś zwyczajną dziewczyną - szepnęła do siebie. Zdjęła ubrania i weszła pod prysznic, chociaż w jej aktualnym stanie to lepsza byłaby wanna na kąpiel. Ale cóż, teraz nie jest królową, nie może oczekiwać, że służba będzie jej dogadzać.
 Ciepła woda momentalnie rozluźniła jej spięte mięśnie. Przełączyła prysznic na, jak to określała Wika, chmurkę, czyli tak żeby leciało od góry. Wmasowała sobie w skórę jakiś żel do mycia i dokładnie go spłukała. Czynność tę powtórzyła jeszcze dwa razy, bo czuła się brudna. Zajęła się także włosami, które aż prosiły o podwójny szampon i jakąś mocną odżywkę. Jak ona mogła się tak zapuścić...
 Kiedy już skończyła się szorować i wytarła się, ubrała się w obozowy zestaw ciuchów. Włosy wyżęła, a potem porządnie wytarła ręcznikiem. Były praktycznie już suche. Spojrzała jeszcze raz w lustro.
 Kolejny punkt doprowadzania się do porządku: przespać się, bo te wory, to jakiś koszmar. A potem jakiś posiłek, bo te trzy tygodnie na minimalnych ilościach jedzenia, fatalnie wpłynęły na jej sylwetkę. Znaczy owszem, miała zamiar schudnąć, ale nie aż tak! Chciała tylko być troszkę szczuplejsza, a nie jak kościotrup.
 Nikola posprzątała po sobie i wyszła z łazienki. Na jej szczęście nikogo nie było w szpitaliku, więc nikt raczej nie zauważył jej krótkiego zniknięcia. Chociaż to może dlatego, że był jeszcze wczesny ranek...
 Brązowowłosa ziewnęła, uświadamiając sobie, jak bardzo tą długie czuwanie ją wyczerpało. Położyła się na łóżku i nakryła kocykiem. Zamknęła oczy, ale błyskawicznie otworzyła je z powrotem. No tak, był powód, dla którego nie sypiała. Widok Jacka całującego Annę. Zacisnęła powieki i zmusiła się do zignorowania tego. mimo to jednak nadal czuła ten ucisk w sercu. Jak on mógł tak się nią zabawiać...
***
 - No widzę ją i co takiego? - Wilk usłyszała głos Lisy i odgłos skrobania ołówkiem po papierze - W sumie to racja... - znowu skrobanie - No się tak nie ekscytuj, to jeszcze nic nie znaczy. Idź po Melanie - odgłos kroków i zamykanych drzwi. Nikola mruknęła cicho i otworzyła oczy - O, czyżby nasza śpiąca królewna się obudziła? - brązowowłosa zignorowała ten uszczypliwy komentarz i rozciągnęła się, a potem usiadła na łóżku, przecierając oczy.
 - Nie spałam od praktycznie trzech tygodni, wyrozumiałości trochę... - mruknęła zaspana
 - O, ty mówisz? - zdziwiła się szczerze córka Apolla - Przez cały ten czas praktycznie się słowem nie odezwałaś i teraz tak po prostu rozmawiasz?
 - Miałam trochę gorszy okres - powiedziała lekko zażenowana dziewczyna - Nie masz może szczotki do włosów? I suszarki? Moje włosy to jedna wielka tragedia!
 - Dziewczyno, spędziłaś tu trzy tygodnie, snując się z kąta w kąt, płacząc, wygadując jakieś niestworzone rzeczy albo w ogóle się nie odzywając i dodatkowo mając porządny atak paniki na widok tłumu, a teraz mówisz, że to po prostu gorszy okres?!
 - Um... tak? - odpowiedziała jej Nikola. Złotowłosa uderzyła się w czoło w geście znanym jako facepalm.
 - Bogowie, mieszkam tu odkąd skończyłam sześć lat i widziałam różne rzeczy, ale to... - zabrakło jej słowa
 - Przekracza wszelkie granice? - podsunęła jej Elsa
 - Właśnie. Czy ty napewno jesteś stabilna psychicznie? - zapytała ją córka Apolla, grzebiąc po szafkach - Bo Mel od Ateny podejrzewa u ciebie schizofrenię. Jest! - wyciągnęła z szuflady szczotkę i podała ją dziewczynie
 - Dzięki - uśmiechnęła się ciemnowłosa, rozczesując włosy. Lisa miała wrażenie, że jej kości policzkowe przebiją zaraz skórę.
 - Dobra, to jak się uczeszesz, to pójdziemy do Chejrona, on ci wszystko wytłumaczy na temat Obozu Herosów, czyli miejsca, w którym się znalazłaś - oznajmiła córka Apolla - Najważniejsze: wystrzegaj się dzieciaków z piątki i szesnastki - uniosła palec - Są wojownicze i mściwe jak nie wiem co. W końcu są od Aresa i Nemezis...
 - Momencik! Trochę nie łapię. W jakim sensie od Aresa i Nemezis? - wtrąciła się Nikola
 - Chejron ci wszystko wytłumaczy - Belle zbyła ją machnięciem ręki - Chodź!
 Złotooka związała włosy w wysokiego koka, po czym pozwoliła się zaprowadzić Lisabelle do Wielkiego Domu, jak ona to ujęła. Był to trzypiętrowy budynek w kolorze pastelowego błękitu, z białym wykończeniem, a na otaczającym  go ganku stały fotele wypoczynkowe, stolik do kart i pusty fotel na kółkach. Jednak na jego widok Brązowowłosa zwolniła. Jej instynkty rozszalały się, wrzeszcząc, że nie powinno jej tu być, że musi uciec, zanim mieszkaniec tego domu ją zobaczy. Zobaczy i rozpozna kim jest, że przejrzy jej kłamstwa... i zmusi do powrotu. A ona nie chciała wracać.
 - M-musimy tam iść? - zapytała drżącym głosem Strażniczka - N-nie wydaje m-mi się, żeb-by to był d-dobry pomysł...
 - Spokojnie! Chejron jest miły człow... centaurem. No wiesz, półczłowiekiem-półkoniem...
 - Wiem kto to centaur - powiedziała lekko urażona córa zimy - Ale coś mi mówi, że to zły pomysł...
 - Oj, daj spokój! Przecież nic ci nie zrobi! - zaśmiała się mieszkanka domku siódmego. Elsa już dalej nie protestowała. Zresztą i tak by to się na nic zdało... Lisa ochoczo zapukała w drzwi, które po chwili otworzył im mężczyzna w średnim wieku, siedzący na elektrycznym wózku inwalidzkim, z przerzedzonymi włosami i rzadką brodą. Uśmiechał się dobrotliwie, chociaż kiedy jego wzrok padł na Strażniczkę, zaczął skanować ją uważnie spojrzeniem. Ciemnowłosa nie czuła się zbyt dobrze w tej sytuacji; jej policzki pokrył lekki rumieniec. - Witaj, Chejronie! To jest Nikola Wilk, ta dziewczyna, o której ci mówiłam. Dzisiaj zaczęła zachowywać się normalnie, dlatego stwierdziłam, że mogę ją już do ciebie przyprowadzić...
 - Nie przypominam sobie, żebyś mówiła, iż twoja koleżanka jest śmiertelniczką - Elsę zmroziło na te słowa. To źle, że jest zwykłym człowiekiem?
 - Bo nie jest - odpowiedziała Chejronowi zaskoczona córka Apolla - Musi być heroską, podawałam jej nektar i amrozję i to przeżyła!
 - Lisa, jak mogłaś być tak nierozważna, podawać boski pokarm komuś, kiedy nawet nie wiesz czy jest herosem - złajał ją mężczyzna
 - Uznałam, że jest, bo zaatakowała ją jedna z Łaskawych!
 - Przecież one rzadko kiedy opuszczają Hades i na dodatek nie powinny zaatakować kogoś, kto nie ma żadnej aury... - zamyślił się mieszkaniec Wielkiego Domu, ale zaraz klasnął w dłonie - W każdym razie, witamy w Obozie Herosów, Nicole.
 - Nikola - mruknęła cichutko Elsa
 - Dobrze, Nikola - mężczyzna uśmiechnął się dobrotliwie, jednak to nie uspokoiło w żadnym stopniu Strażniczki - Tutaj mieszkają herosi, potomkowie ludzi i bogów. Na przykład w szóstce mieszkają...
 - Dzieci Ateny - dokończyła za niego. Lisa spojrzała na nią z zaskoczeniem - Melanie jest bardzo inteligentna i przenikliwa - pośpieszyła z tłumaczeniami - A jak Rita zaprowadziła mnie do pawilonu jadalnego, widziałam, że siedzi przy stoliku z szóstką - jednak to zapewnienie nie wystarczyło, by Chejron przestał się jej tak przyglądać. Dopiero po chwili zaczął dalej kontynuować swoją wypowiedź.
 - W każdym razie herosi odziedziczają cechy bądź zdolności boskiego rodzica. - wciąż uważnie wpatrywał się w Elsę - Przykładowo Lisa, jako córka Apolla, jest bardzo dobrą łuczniczką, a także uzdrowicielką, zajmuje się głównie przypadkami trucizn. A Percy, syn Posejdona, panuje nad wodą i porozumiewa się z końmi. Mogłabyś oprowadzić ją po Obozie? - zwrócił się do Belle - I przekaż Melanie jak ją spotkasz, żeby przyszła do mnie na chwilkę.
 - Oczywiście - uśmiechnęła się blondynka, po czym złapała Strażniczkę za rękę i pociągneła z powrotem do domków.
***
 Córa zimy naprawdę obawiała się spotkania z Mel. Szczególnie, że Chejron poprosił ją na rozmowę do siebie. Czyżby miał podejrzenia co do tego kim jest Elsa i potrzebował jakiegoś potwierdzenia? Oby nie...
 - Cześć, Rita - bąknęła brązowowłosa do córki Hebe, na którą trafiły pod budynkiem z numerem osiemnastym. Czarnooka rozchmurzyła się na ich widok. Podbiegła do nich w podskokach, wyciągnęła notatnik z kieszeni i wyskrobała na nim szybko "A nie mówiłam?".
 - I teraz będziesz się tak tym szczycić? - zapytała niezadowolona Belle - Widziałaś gdzieś Melanie? - czarnowłosa pokiwała głową z uśmiechem i pokazała uzdrowicielce kartkę - Serio? To chodź.
 Córka Hebe położyła dłoń na ramieniu Elsy i przekrzywiła lekko głowę, posyłając jej lekki uśmiech. Strażniczka zrozumiałą to bez trudu.
 - Jest o wiele lepiej niż wcześniej - powiedziała złotooka - To było tylko przejściowe. Po prostu czasem tak mam - Rita zmarszczyła lekko brwi - Spokojnie! Nie masz co się martwić. Już mi przeszło.
 Frozenchild byłą pewna, że czarnowłosa jej nie uwierzyła. Patrzyła na nią tymi swoimi pełnymi wątpliwości oczami przez całą drogę do szpitalika, bo właśnie tam czekała na nie Melanie.
 Kasztanowowłosa siedziała na łóżku Elsy, przeglądając jej notatnik. Miała bardzo skupioną minę, jakby usiłowała rozwiązać jakieś bardzo trudne równanie. Właściwie porównanie Nikoli do działania matematycznego w oczach Mel było trafne. Niemal wszystkich ludzi potrafiła rozszyfrować jak pilny uczeń równanie na lekcji matematyki. Jednak kiedy patrzyła na wybrankę Księżyca, miała wrażenie, że czegoś jej brakuje, jakby nie miała odpowiedniego wzoru, aby ją rozwiązać.
 - Nicole, chciałabym z tobą porozmawiać, jeśli nie masz nic przeciwko, oczywiście - oznajmiła, nawet nie podnosząc głowy znad szkicownika.
 - Jasne, możemy porozmawiać - bąknęła Strażniczka - Tylko że jestem Nikola, nie Nicole.
 - To nie ma większego znaczenia - stwierdziła córka Ateny, wzruszając ramionami - Skąd jesteś?
 - Z Polski.
 - Jesteś Europejką, a mimo to tu wylądowałaś i jesteś heroską. Ciekawe - mruknęła do siebie - Opowiedz swoją historię.
 Elsa wciągnęła gwałtownie powietrze, zaskoczona tym poleceniem. Z trudem opanowała drżące palce, ale z myślami nie było tak łatwo. W jej głowie zapanował haos. Co miała powiedzieć kasztanowowłosej dziewczynie? Przecież jeśli powie prawdę, to zorientują się kim jest i zmuszą ją do powrótu...
 - J-ja... nie lubię na ten temat rozmawiać - szepnęła, ale mimo to Melanie ją usłyszała. Uniosła wzrok i zaczęła ją przeszywać spojrzeniem z stalowoszarych oczu.
 - Nalegam - powiedziała z mocą obozowiczka - Schizofrenia i depresja, to bardzo niebezpieczne zaburzenia psychiczne, a poznanie ich przyczyny, może pomóc je zwalczyć - wybranka Księżyca spojrzała na jej twarz i zaraz tego pożałowała, bo przenikliwy wzrok córki Ateny uwięził ją w swoich sidłach. Wiedziała, że heroska nie odpuści.
 Musiała coś wymyśleć. I to szybko.

piątek, 22 kwietnia 2016

Rozdział 12 - To postacie z bajek?!

 - Wzięłaś ten blok i kredki? - Rita westchnęła i przewróciła oczami, po czym pokazała owe przedmioty w swoich rękach - Nie wzdychaj tak. Musimy sprawdzić jak reaguje na poszczególne elementy Obozu, żebyśmy wiedzieli nad czym pracować - Córka Hebe na te słowa wyrzuciła ręce w górę w niemym geście "No przecież wiem!". Ewentualnie wołała o pomstę do nieba - Nie jęcz tak. I tak byś poszła, nawet jakbym cię nie prosiła. - Czarnooka zacisnęła lekko usta i wskazała obiema rękami na idącą obok nich Elsę, która szkicowała coś ołówkiem. Strażniczka w ogóle nie zwracała uwagi na to co się dzieje. Mel już nic nie powiedziała tylko zaprowadziła je przed zbrojownię - Nikola, co ci się z tym kojarzy?
 Wybranka księżyca jak na komendę przewróciła kartkę i w niezwykłym tempie zaczęła pokrywać białe tło kolorami. Melanie przyglądała się jej uważnie, analizując każdy jej gest. Elsa używała tylko odcieni niebieskiego, szarości, czerni, bieli i jasnego beżu.
 Większość kartki pokryła szarym, a pozostałą część błękitem i beżem. Wzięła do ręki czarną kredkę i zaczęła coś nią szkicować. Bezładne plamy nagle nabrały sensu. Była to dziewczyna - wyglądała jak Nikola, ale miała inny kolor oczu, włosów, była blada... Córka Ateny z podziwem patrzyła jak w ciągu kilku minut Strażniczka stworzyła tak niezwykle realistyczny obraz.
 Była pod tym względem utalentowana. Kobieta z rysunku wręcz promieniała zdecydowaniem i zacięciem. W smukłej dłoni miała miecz wykonany z kryształu bądź lodu, który przeszywał dziwnego stwora... wyglądał jak koń, który właśnie się rozpadał od miejsca, w którym jego ciało stykało się z ostrzem.
 Mel zmarszczyła brwi. Nie rozumiała dlaczego dziewczyna nie rysuje siebie tylko innych. Kobieta z rysuku wygląda jak jej kopia i to dosłownie, ale... Nikola ma złote oczy i brązowe włosa, a jej pobladła skóra nadal nosi ślady opalenizny. I coś jej się w tym nie zgadzało, bardzo nie zgadzało...
***
 Melanie spędziła już którąś z kolei godzinę przy książkach. Wcześniej jeszcze wyprosiła od Chejrona możliwość posiedzenia chwilę przy komputerze, jednak nie mogła znaleźć tego, czego szukała.
 Nicole była siostrą królowej, a więc jej nazwisko musiało gdzieś się pojawić, ale córka Ateny nawet nie potrafiła namierzyć tej władczyni. To było conajmniej dezorientujące. Na świecie pozostało jeszcze trochę monarchii, jednak większość albo nie posiadała koron, albo wygląd kobiet nie pasował.
 - Tęskniłaś, Sowiogłowa? - Mel podskoczyła na krześle, słysząc znikąd szept przy uchu. Odwróciła się i jej wzrok padł na zwijającego się ze śmiechu Valdeza. Tak, ten syn Hefajstosa nadzwyczaj uwielbiał żartować z ludzi.
 - Mniej niż się spodziewałam - burknęła. Latynos zajrzał jej przez ramię.
 - Ty, skąd ty masz takie realistyczne rysunki Jacka i Anny? - córka Ateny obróciła gwałtownie głowę na te słowa, o mały włos nie nokautując go.
 - Wiesz kto to jest?! - wykrzyknęła zaskoczona. Ona się męczy nad tym od kilku godzin, a on to tak po prostu wie?
 - Czy wy w ogóle bajek nie oglądacie? - uniósł brwi Leo - No jak można tego nie znać! Ja musiałem nie raz to obejrzeć w zastępczych rodzinach z młodszymi dzieciakami. Przecież to Jack Mróz ze Strażników Marzeń, a to Anna z Krainy Lodu - wskazał na odpowiednie szkice - O! A ta tutaj to Elsa! - dźgnął palcem obrazek białowłosej dziewczyny - Nie no, Riley byłaby wniebowzięta, gdyby miała takie rysunki...
 - To postacie z bajek?!
 - No przecież mówię - chłopak przewrócił oczami - Ankę pamiętam najlepiej, bo Rayli zmusiła mnie do przebrania się za nią. No i szalała na punkcie tego ducha zimy. A czemu tak właściwie ich szukasz?
 - Nicole ciągle rysuje te postacie. Ale byłam pewna, że to prawdziwi ludzie - zasępiła się córka Ateny. Przywykła do łatwych zagadek, do sytuacji, które potrafiła rozwiązać w kilka minut, do ludzi, na których wystarczyłoby, żeby spojrzała i już znała większość faktów z ich życia. Może traciła tą umiejętność?
 Na próbę spojrzała na Valdeza. Jej umysł odruchowo już zaczął analizować jego wizerunek. Praworęczny, pracujący fizycznie o czym świadczyły niewielkie odciski na jego rękach, wiecznie pobrudzone dłonie natomiast uściślały, że to mechanik, zajmuje się robotyką i konstruowaniem, bystre spojrzenie zdradzało, iż jest bardzo energiczny. Wiecznie uśmiechnięty, ale Mel już dawno zorientowała się, że to jego sposób na krycie smutku. W jego palcach niemal zawsze znajdowały się jakieś drobne części mechaniki, z których tworzył i rozkładał odruchowo proste maszyny. Był to jeden z oczywistrzych cech charakterystycznych dzieci Hefajstosa. Lewą ręką poruszał nieco mniej, oberwał w nią czymś, prawdopodobnie jakiś automaton wybuchł, o czym świadczyła także nastroszona bardziej niż zwykle brązowa czupryna i resztki sadzy na granicy włosów. W bluzce miał kilka wypalonych dziur, najpewniej znów był czymś na tyle podekscytowany, by zapłonąć. Tak, ta jego umiejętność samozapłonu bywała irytująca, na przykład kiedy przypadkowo spalił sobie spodnie na arenie, ale i pożyteczna. Kiedy do Obozu dostawał się jakiś ziejący ogniem potwór, chłopak mógł odwrócić jego uwagę nie martwiąc się, że zostanie spalony.
 Nie, jej umiejętności nadal działały równie sprawnie. To z tą dziewczyną musiało być coś nie tak. Uparcie wymykała się wszystkim wzorcom jakie znała Melanie.
 - A czemu je rysuje? - zapytał Latynos
 - No właśnie to próbuję ustalić! - wykrzyknęła zirytowana córka Ateny. Nienawidziła, gdy coś szło nie po jej myśli, szczególnie coś takiego. Ze względu na dar analizy, jaki odziedziczyła po matce, powinien rozwiązać ten problem w kilka sekund. Udało się jej określić bez znacznego problemu na jaką przypadłość cierpi złotooka, ale ona sama... to była zagadka dla Mel. I dziewczyna nie zamierzała się poddać dopóki jej nie rozwiąże. Dowie się kim była ta Nikole.
***
 "Tu możesz zacząć nowe życie"
 Może to byłą jej szansa na spokój? Przestać rozpamiętywać przeszłość i powoli o wszystkiem zapomnieć... Przecież może to zrobić. Wystarczy, że zintegruje się z tutejszym społeczeństwem, tak jak wtedy po ożyciu wmieszała się w ludzi. Czuła wyrażnie, iż to nie jest ten sam świat, a może i nawet wymiar. Ci obozowicze mówili o bogach, a miała pewność, że żaden nie istnieje tam, gdzie żyła wcześniej. Starała się jak najuważniej słuchać Northa i dlatego wiedziała, iż tak było. Te drzwi zaprowadziły ją do innego wymiaru, do miejsca, w którym teoretycznie nie wolno było jej przebywać, jednak moc Księżyca tu nie sięgała. Tu mogła naprawdę zacząć od nowa.